Takiej huśtawki emocji dawno nie przeżyłam

Takiej huśtawki emocji dawno nie przeżyłam

niedziela, 6 marca 2016

"Morderstwo Wron" Anne Bishop

Opis z okładki:
Zdobywszy zaufanie Terra Indigena zamieszkujących Dziedziniec w Lakeside, Meg Corbyn stara się żyć według ich zasad. Jest człowiekiem, więc powinni ją traktować jak zwierzynę, ale jako cassandra sangue posiada dar wieszczenia przyszłości, który czyni ją kimś wyjątkowym.

Gdy na ulicach pojawiają się dwa nowe narkotyki, dochodzi do coraz częstszych konfliktów ludzi z Innymi. Ich rezultatem są ofiary po obu stronach, dlatego gdy Meg śni o krwi i czarnych piórach na śniegu, Simon Wilcza Straż – zmiennokształtny przywódca Dziedzińca w Lakeside – zastanawia się, czy jej sen dotyczył przeszłych ataków, czy tych, które dopiero nastąpią.

Meg zaczyna coraz częściej odczuwać potrzebę wieszczenia, a tymczasem Inni i nieliczni ludzie, którzy żyją wśród nich, muszą wspólnie pokonać człowieka usiłującego odebrać im wieszczkę krwi – a także powstrzymać niebezpieczeństwo, które grozi zagładą.



Opinia:
Morderstwo Wron to drugi tom serii Inni i, podobnie jak pierwsza część, sprawił, że na całą noc zapomniałam o bożym świecie. Ma w sobie wszystko, co dobra książka powinna mieć, czyli mnóstwo akcji, świetnie wykreowany świat i bohaterowie, których losy śledzi się z zapartym tchem.


Kolejny konflikt pomiędzy ludźmi a Innymi staje się niebezpiecznie poważny. Pokój panuje już od wielu lat i wielu ludzi zapomniało, jak wiele krwi zostało przelanej. Rodzimi mieszkańcy terenów zapożyczonych ludziom nie zawahają się jednak po raz kolejny zniszczyć całe miasta, by przypomnieć, do czego są zdolni.


Świat opisany w książce jest brutalny i, w odróżnieniu od nam znanej rzeczywistości, nie należy do ludzi. W Namid natura jest dzika oraz bezwzględna, przez co niezwykle piękna i intrygująca. Zwierzęta i żywioły mogą przyjmować ludzką formę. Część bohaterów to Inni będący zwierzętami, okazjonalnie pokazujący się w ludzkiej formie. Właśnie te postaci czynią trylogię Inni tak oryginalną i szalenie ciekawą. Ludzie traktowani są przez nich jak potencjalne pożywienie, a jednak wszyscy starają się ze sobą współpracować, by uniknąć niepotrzebnego rozlewu krwi.


W tym tomie znacząco zmienia się relacja pomiędzy Simonem Wilczą Strażą a wieszczką Meg Corbyn, czyli głównymi bohaterami serii. Autorce, na całe szczęście, nigdzie się nie spieszyło. Powoli, stopniowo, właściwie nie wiadomo w którym momencie, przyjaźń przeradza się w coś więcej. Osobiście spodziewałam się tego prędzej niż później, podobnie jak większość mieszkańców Dziedzińca, ale Simon i Meg są zaskoczeni takim obrotem spraw. W rezultacie ciągle dochodzi do nieporozumień i sprzeczek, co dostarczało mi nie lada rozrywki.


Nie bardzo wiedział, w jaki sposób zdołała się na nim położyć, ale nie przeszkadzał mu ani jej ciężar, ani oddech mierzwiący jego futro, ani zapach jej skóry.
Zupełnie mu to wszystko nie przeszkadzało.


Morderstwo Wron to zaskakująco ciepła książka, mimo wszechobecnych dzikich stworzeń. Pokazuje, jak trudną drogę trzeba przejść, by pokonać wrogość i zdobyć zaufanie drugiej osoby. Gorąco polecam.


Ocena: 10/10!

Pozdrawiam!


Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Czytam Fantastykę IV".





piątek, 19 lutego 2016

"Mroczny zbawiciel. Tom I" Miroslav Zamboch


Opis z okładki:
Przykazanie pierwsze i jedyne – zabij każdego, kto chce zabić ciebie.

Świat po Krachu gorszym od ognia piekielnego. Posągi bożków i ołtarze zwycięzców legły w gruzach. Oprócz naszego świata istnieje drugi. Do ludzi zaczyna docierać, że ten drugi jest gdzieś pod spodem.

Dla niego nie ma świętości. Nie ma wroga, któremu nie można stawić czoła.

To R.C. – egzemplarz wyjątkowo mroczny. Deus ex machina. Potomek sztucznej inteligencji. Pozszywaniec z mechanicznym okiem. Ostatni sprawiedliwy. Bezwzględny likwidator upiorów i demoniej hołoty. Zawsze w towarzystwie miotacza granatów, półautomatycznej ex-śrutówki, gadającej kobyły i innych morderczych zabawek. Podrzyna gardła, rąbie głowy, gruchocze kręgosłupy. Z nonszalancją włożyłby spluwę w usta samego boga – gdyby tylko sowicie mu zapłacono.

O tym, że w jego głowie siedzi monstrum, wie tylko on. O tym, kim jest naprawdę, wiedzą nieliczni.


Moja opinia:
Sięgnęłam po tę powieść zupełnie w ciemno. Dałam się porwać chwili i sięgnęłam po pozycję, która najbardziej przyciągała mój wzrok tylko leżąc na półce w bibliotece. Co w tym najdziwniejsze, dostałam od Mrocznego zbawiciela to, czego w danej chwili oczekiwałam oczekiwałam, czyli świat dużo brutalniejszy od naszego (przynajmniej tego obecnego), gdzie tymi dobrymi są ci, którzy decydują się na mniejsze zło. W końcu przygotowując się na okres sesji, potrzebowałam wizji, która dobitnie pokaże, że zawsze może być gorzej.


Głównym bohaterem jest R.C., który kiedyś był człowiekiem, ale właściwie nic nie wie o swojej przeszłości. Wiedzę o sobie czerpie od nowo ludzi, którzy kiedyś go znali, a teraz znów pojawiają się na jego drodze. Teraz zajmuje się polowaniem na demony i na tym pragnie się skupić. Jednak zarówno osobowość z poprzedniego życia, jak i niebezpieczna część jego obecnej natury, wszyta w niego wraz z cielesnymi ulepszeniami, dają o sobie coraz częściej znać. R.C. traci powoli równowagę, kontrolę nad swoimi odruchami i zagraża również tym, których od krzywdy chce uchronić.


Otrzymujemy tutaj klasyczny przypadek bohatera z rozterkami, wybierającego pomiędzy dobrem i złem, za to w zupełnie nowej oprawie. Tutaj należą się gromkie brawa autorowi, który uchylił rąbek świata naprawdę oryginalnego. Cała rzecz dzieje się w nieokreślenie dalekiej przyszłości. Wymiar, w którym żyją ludzie nie jest już oddzielony od wymiaru opanowanego przez demony o różnej sile i poziomie okrucieństwa. Mogą one przenikać do świata ludzi, wśród nich się ukrywać i bezkarnie mordować całe wioski. Religia wygląda tutaj zupełnie inaczej niż w naszej rzeczywistości, o wiele bardziej politeistycznie. Ludzie czczą przeróżne bożki, a Jezus nie jest już tak chętny wybaczać ludziom ich zbrodnie i wstawiać się za nimi do Boga. Morderstwa, rzezie są tu na porządku dziennym, nie wspominając już o totalnej dyskryminacji kobiet i niepokojąco popularnych gwałtach. Najbezpieczniej dla nich byłoby w ogóle z domu nie wychodzić, szczerze podziwiałam ich odwagę.


Ledwie skończyliśmy, niebo rozjaśniło się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, chmury odsłoniły nad naszymi głowami sklepienie świata - największego ze wszystkich cmentarzy. 


Świat Mrocznego zbawiciela sprawił, że zaczęłam się cieszyć z tego, ze mam ciepłą wodę w kranie i świeże mleko w lodówce. Niektóre sceny były tak krwawe i niesamowicie brutalne, że musiałam zatrzymać się na moment i odetchnąć. Po przeczytaniu połowy powieści zaczynałam jej powoli nienawidzić. Zachciało mi się eksperymentów z czeską literaturą, to mam za swoje. Nigdy więcej!


Ale w drugiej połowie zaczęłam zauważać, że ten świat ma coś w sobie. Ci ludzie jakby żyli mocniej, bardziej w tym ubóstwie i ciągłym zagrożeniu życia. Starali się przetrwać, żyjąc z dnia na dzień. Czytając Mrocznego zbawiciela czułam, że wraz z bohaterami martwiąc się tylko o tu i teraz, z pełnym zaangażowaniem. Ze względu na te emocje postanawiam postawić tej powieści raczej wyższą ocenę niż niższą. Zdecydowanie zasłużyła na polecenie, ale raczej tym z doświadczeniem w brutalniejszej literaturze. Ci, którzy lubią od czasu do czasu poczytać o krwawej masakrze, na pewno się nie zawiodą.


Moja ocena: 7/10.

Pozdrawiam!




niedziela, 17 stycznia 2016

"Wirusy" Kathy i Brendan Reichs

Opis z okładki:
Młodzi ludzie znajdują ludzkie szczątki na małej wysepce w Karolinie Południowej, nieświadomie uruchamiając całą lawinę zdarzeń. W toku podjętego śledztwa odkrywają niewyjaśnioną zbrodnię sprzed lat. Kiedy wspólnie ratują chorego psa z laboratorium mieszczącego się na wyspie, żadne z nich nie ma już wątpliwości, że te dwie sprawy coś ze sobą łączy. Nie wiedzą jednak, że zwierzę jest nosicielem bardzo niebezpiecznego wirusa…

Tory Brennan, główna bohaterka powieści, jest zafascynowana kośćmi i martwymi ciałami równie mocno, co jej słynna ciotka, uznana antropolog sądowa, Temperance Brennan. Tory mieszka wraz z ojcem w odizolowanym od świata ośrodku badawczym, spędzając czas w towarzystwie dzieci innych naukowców. Dotychczas nie miała zbyt wielu okazji do wykazania się niezwykłą wiedzą, Aż do tej pory. Ona i czwórka jej przyjaciół są w śmiertelnym niebezpieczeństwie!


Moja opinia:
Po Wirusy sięgnęłam z czystej ciekawości. Po kryminały sięgam rzadko, a z tymi, które bazują na wiedzy z medycyny sądowej, jeszcze się nie stykałam. Z tym większą przyjemnością oznajmiam, że mój "pierwszy raz" oznajmiam za jak najbardziej udany.


Tory Brennan wiedzie dość nietypowe życie. Po śmierci matki zamieszkała z ojcem na małej wyspie, na której mieszka tylko parę rodzin. Jest miłośniczką biologii i zagorzałą fanką pracy swojej ciotki, słynnej antropolog, Temperance Brennan. Wraz z przyjaciółmi lubi spędzać czas na włóczeniu się po wyspie. Podczas jednej z wycieczek w ich ręce wpadają zabrudzone nieśmiertelniki, które w naturalnych okolicznościach nie miały prawa znaleźć się na wyspie. Ciekawość i potrzeba rozwiązania tajemnicy nieśmiertelników może kosztować Tory i jej przyjaciół nawet własne życie. 


Zacznę od wad, bo mimo wszystko, książka nie jest idealna. Osobowość Tory czasami irytowała. Była pewna siebie, często aż nadto. Natomiast pozostałe postacie były skonstruowane świetnie, bez zarzutów. Nie ma tu żadnych przypadkowych zdarzeń czy osób spotkanych na swej drodze. Wszystko się ściśle ze sobą łączy, splata w jedną całość, której skomplikowaną konstrukcję widzimy w pełni dopiero na końcu książki. Nie czułam się ani przez moment przytłoczona informacjami lub zirytowana ich brakiem. Wszystkiego dowiadywałam się w swoim czasie, a jednocześnie wciąż czułam głód wiedzy i chciałam rozwiązać zagadkę śmieci Katherine Heaton równie mocno, jak Tory.


Czy wspomniałam już, jak bardzo podobały mi się postacie? Zarówno pierwszoplanowe, jak i drugoplanowe. Niektórych rozgryzałam przez całą powieść z marnym skutkiem, a innych polubiłam w momencie, w którym się pojawiali. To tego ta wciągająca intryga. Parę razy udało mi się odgadnąć, co też się stanie parę stron dalej, ale nie zepsuło mi to świetnej zabawy. 


Pomysł na ten konkretny wirus, który się tutaj pojawia i na skutki uboczne, które w ludziach wywołuje uważam za główną zaletę tej książki. Na tym kończę zachwyty, ponieważ nie miałabym żadnych szans na uniknięcie spoilera. Natomiast ci, którzy czytali, muszą się zgodzić, że lśniące złotem oczy robiły wrażenie. 


Być może znawcy literatury kryminalnej nie znajdą w Wirusach niczego zaskakującego, a mordercę potrafiliby wskazać już po pierwszym rozdziale, ale mimo wszystko polecam tę powieść nawet wam - Tory i jej kumple mogą was jeszcze zaskoczyć. Spędziłam z nimi kilka ekscytujących wieczorów  i chętnie spędzę jeszcze pare z kolejną częścią.


Moja ocena: 8/10.

Pozdrawiam!


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...