Takiej huśtawki emocji dawno nie przeżyłam

Takiej huśtawki emocji dawno nie przeżyłam

niedziela, 26 października 2014

"David Copperfield. Tom I" Charles Dickens

Opis:
Historia dojrzewania młodego chłopca, Dawida, przedwcześnie wkraczającego w świat dorosłych. Czytelnik powieści styka się z szeregiem zapadających w pamięć postaci, okrutnych, ekscentrycznych, groteskowych: panem Murdstone'em, panem Micawberem, panną Bersy Trotwood i wieloma innymi, których wpływ kształtuje osobowość tytułowego bohatera. Komizm i ironię łączy pisarz z sentymentalizmem i liryzmem, malując przejmującą panoramę społeczeństwa angielskiego epoki wiktoriańskiej.


     Otóż dam ci radę: nigdy nie odkładaj na jutro tego, co dziś ma być zrobione. Każda zwłoka jest okradaniem czasu, który musimy trzymać za kołnierz, by nam nie umknął. 


Moja opinia:
Od pewnego czasu postanowiłam wplatać w swe plany czytelnicze powieści z najwyższej półki, perły literatury. Mam nadzieję, że dzięki temu czytanie stanie się nie tylko czystą zabawą, ale także kształtowaniem siebie. Z tym przekonaniem sięgnęłam po Davida Copperfielda i od razu zaznaczam, że był to bardzo udany wybór.
Historia dojrzewania młodego chłopca, Dawida, przedwcześnie wkraczającego w świat dorosłych. Czytelnik powieści styka się z szeregiem zapadających w pamięć postaci, okrutnych, ekscentrycznych, groteskowych: panem Murdstone'em, panem Micawberem, panną Bersy Trotwood i wieloma innymi, których wpływ kształtuje osobowość tytułowego bohatera. Komizm i ironię łączy pisarz z sentymentalizmem i liryzmem, malując przejmującą panoramę społeczeństwa angielskiego epoki wiktoriańskiej. 
www.kniznikukatko.cz
Gdybym została zapytana o jeden przymiotnik, który kojarzy mi się z tą powieścią, powiedziałabym piękna. To jedno z bardziej subiektywnych pojęć jakim ludzkość operuje, a jednak instynktownie bardzo szybko potrafimy określić, czy coś jest piękne czy nie. I tutaj, piękno języka oraz kreacji po prostu rzucało się w oczy od pierwszego akapitu. Niesamowite uczucie, kiedy w szarej, zwyczajnej codzienności znajdujesz coś, co potrafi w taki sposób zachwycić. Język pana Dickensa dzięki swemu dziewiętnastowiecznemu stylowi oczarował mnie. Wszytko napisane zostało z subtelnym humorem, a historię samego Davida uważam za interesującą i oryginalną. Po kolei tracił rodziców, był dręczony przez ojczyma i musiał zarabiać na życie w wieku dziesięciu lat. Jego życie było niezwykle trudne, a on wciąż pozostawał tym samym, kochającym i wrażliwym Copperfieldem. Ale nie tylko główny bohater urzekł mnie. Wiele innych postaci drugoplanowych, również tych negatywnych, przyciągało uwagę i dodawało uroku powieści.

Powieść David Copperfield może odstraszać tych, którzy szukają w czytaniu przyjemności, ponieważ do klasycznych lektur przylgnęła opinia nudnych i męczących. Zapewniam jednak, że nie ma się czego bać ;) Spędziłam z tą powieścią wspaniałe chwile i polecam ją gorąco. 

Pozdrawiam!


Ocena: 10/10.


niedziela, 19 października 2014

"Samotność w sieci" Janusz L. Wiśniewski

Opis:
To powieść tak współczesna, że bardziej nie można: z Internetem, pagerem, elektronicznymi biletami lotniczymi, dekodowaniem genomu i SMS-ami. A przy tym tak tradycyjna jak klasyczna historia miłosna. Powieść o miłości w Internecie, Tej ostatecznej, tej o Której się marzy, Wiśniewski analitycznie i urzekająco relacjonuje tę miłość wprowadzając na przemian nastrój to niemal uroczystej czułości, aby kilka linijek dalej zadziwić odważnym erotyzmem, To także hołd składany wiedzy - splecione z wątkiem miłosnym historie o molekułach emocji, o tym, kto odkrył DNA i co się stało z mózgiem Einsteina. 

    Miała rację. Internet był taki. Przypominał trochę konfesjonał, a rozmowy - rodzaj grupowej spowiedzi. Czasami było się spowiednikiem, czasami spowiadanym. To czyniła ta odległość i ta pewność, że zawsze można wyciągnąć wtyczkę z gniazdka.  

Moja opinia:
Mam pewne trudności w opisaniu słowami swych odczuć wobec tej książki. Nie zrezygnuję jednak, nie pozostawię jej bez recenzji i zdecydowanie o niej nie zapomnę. Już zdążyła zapaść mi głęboko w pamięć.

To powieść tak współczesna, że bardziej nie można: z Internetem, pagerem, elektronicznymi biletami lotniczymi, dekodowaniem genomu i SMS-ami. A przy tym tak tradycyjna jak klasyczna historia miłosna. Powieść o miłości w Internecie, Tej ostatecznej, tej o Której się marzy, Wiśniewski analitycznie i urzekająco relacjonuje tę miłość wprowadzając na przemian nastrój to niemal uroczystej czułości, aby kilka linijek dalej zadziwić odważnym erotyzmem, To także hołd składany wiedzy - splecione z wątkiem miłosnym historie o molekułach emocji, o tym, kto odkrył DNA i co się stało z mózgiem Einsteina.

Zacznę chyba od tego, że pomysł na przedstawienie "internetowej" miłości jest jak najbardziej interesujący, ale samo wykonanie trochę kiczowate. Poruszające, ale wciąż kiczowate. Kobieta w średnim wieku rozpoczynająca rozmowę przez Internet, o jej problemach, ze zbyt pochłoniętym pracą mężem, z zupełnie obcym mężczyzną, który przypadkiem okazuje się być inteligentnym, czułym naukowcem z czterema tytułami... Zbyt piękne, żeby mogło choć wydawać się, że prawdziwe. Spodziewałam się mniejszej ilości niezwykłych zbiegów okoliczności. W dodatku on i ona są Polakami. No ja się pytam gdzie i kiedy takie historie mogą mieć miejsce i takie rozmowy jakie oni toczyli toczyć się mogą wśród dwóch osób polskiej narodowości. Nie żebym kwestionowała płomienną siłę naszych polskich uczuć, ale takie pokłady czułości i zaufania do nigdy nie widzianej na oczy osoby zdają się być bardzo nieprawdopodobne. Jakby nikt tutaj nie został ostrzeżony o niebezpieczeństwach płynących z takiego zachowania. Poprawcie mnie, jeśli tylko szukam dziury w całym, bo tak jak napisałam na początku, nie do końca wiem, co piszę. 
Ale wracając do bohaterów. Nie czułam niestety do nich sympatii. Podziw a nawet zazdrość owszem, ponieważ jego inteligencja a jej atrakcyjność to coś o czym marzę dniem i nocą, ale pokłady kiczowatości po prostu mnie rozbrajały. Jakub, niesamowicie inteligentny informatyk, matematyk, filozof, umiejący mnóstwo erotyków na pamięć jeszcze z czasów liceum, kochający muzykę poważną, którego największą miłością była głuchoniema studentka Natalia (zarówno poznanie się z nią jak i jej śmierć aż raziły po prostu śmieszną przesadą tudzież dramatyzmem) i ona, żyjąca na co dzień z mężczyzną, którego nie kocha, który praktycznie nie zwraca na nią uwagi, pisząca o swoich problemach z zupełnie obcym mężczyzną. Próbowałam mi, uwierzcie, z całych sił się z nimi zaprzyjaźnić, ale gdzie nie spojrzałam pojawiała się jakiś karykaturalny szczegół jak te erotyki, który doprowadzał mnie do szyderczego śmiechu. jakby autor wcisnął w tych bohaterów tyle romantyzmu i ckliwych cech, że już dawno przekroczył granicę przyzwoitości. No i oczywiście, jeśli mowa już o przyzwoitości, to nawet na moment nie dało się zapomnieć, że to opowieść o romansie. Nawet jeśli byli oddaleni od siebie o setki kilometrów, erotyzm kipiał z każdej ich rozmowy. Tego jednak do wad zaliczyć nie mogę. Podobnie jak tego, że momentami Samotność w sieci doprowadzała mnie do łez. Wtedy już kiczowatość nie miała dla mnie znaczenia i zaczynałam się zastanawiać, czy życie naprawdę może być takie śmiesznie, tandetnie emocjonujące. 

     Czy wiesz, że samotność to w przekonaniu ludzi najgorszy rodzaj cierpienia? To jest uniwersalne dla świata. W Nowym Jorku tak samo jak na Nowej Gwinei ludzie truchleją ze strachu przed samotnością i opuszczeniem, Czy wiesz, że według jednego z najstarszych hinduskich mitów stwórca powołał świat do istnienia tylko dlatego, że czuł się samotny? Czy wiesz, że amerykańskie podręczniki psychiatrii kwalifikują pustelnictwo jako form obłędu?


Widzę, że namieszałam nieźle w tej notce. W końcu sama nie wiem, czy polecam tę książkę czy nie. Decyzja czy po nią sięgnąć i tak od zawsze należy do was. Mogę zapewnić natomiast, że gdy przeczytacie ją, na miłość spojrzycie zupełnie innej, "internetowej" perspektywy.

Pozdrawiam!

Ocena: 6/10.



poniedziałek, 13 października 2014

"Harry Potter i Więzień Azkabanu" J. K. Rowling

Opis:
Z pilnie strzeżonego więzienia ucieka niebezpieczny przestępca, Kim jest? Co łączy go z Harrym? Dlaczego lekcje przepowiadania przyszłości stają się dla bohatera udręką?
W trzecim tomie przygód Harry'ego Pottera poznajemy nowego nauczyciela obrony przed czarną magią, oglądamy Hagrida w nowej roli oraz dowiadujemy się więcej o przeszłości profesora Snape'a. Wyprawiamy się również wraz z trzecioklasistami d obfitującego w atrakcje Hogsmeade, jedynej wioski w Anglii zamieszkanej wyłącznie przez czarodziejów. 



Moja opinia:
Ta część zdecydowanie różni się od poprzednich dwóch i wprowadza nas w klimat kolejnych części. Jest w niej o wiele więcej mroku, bezpośredniego zagrożenia i śmierci.
Siłą rzeczy i bohaterowie dorastają do tego, by stawić czoła tym przeciwnościom. 
http://nicow92.deviantart.com/art/
Hogwarts-at-night-272149409
W Więźniu Azkabanu o samym Voldemorcie wspomina się rzadko, a głównym wrogiem Harrego jest Syriusz Black, zbiegły z Azkabanu zwolennik Czarnego Pana. Później okazuje się, że jest również ojcem chrzestnym Harrego. Był przyjacielem jego rodziców, lecz wydał ich Voldemortowi. Cały świat czarodziejów i mugoli drży przed konsekwencjami jego ucieczki. Na relacji Harry - Syriusz Black opiera się trzecia część serii. Jest ona pełna nienawiści i zakłamania. Mrok bije więc od głównego wątku książki. 
Jeśli chodzi o wątki poboczne i nowe postacie, one również wiążą się z negatywnymi emocjami. Dementorzy to straszne stworzenia wysysające wszelką radość i nadzieję. Tak jak na Hogwart, tak i na całą książkę, rzucają cień nie do rozświetlenia. Wspaniały hipogryf Hagrida, Hardodziób, zostaje skazany na śmierć. Nową nauczycielem obrony przed czarną magią jest profesor Lupin, który roztacza nad Harrym iście wujowską opiekę, ale otacza go aura tajemnicy. W dodatku na Harrym ciąży omen śmierci, ponurak, który objawia się mu od czasu do czasu. Słowa takie jak strach, zagrożenie, śmierć przewijają się więc przez całą trzecią część.
http://kikile-zlovetch.deviantart.com/art/
First-Fly-On-Buck-282405647
Z drugiej strony można jeszcze znaleźć odrobinę beztroski w trójce głównych bohaterów. Wciąż włóczą się po Hogwarcie w środku nocy, wymykają się do Hagrida i nie rozstają się z peleryną niewidką. No i nie można zapomnieć o nowym, niesamowitym gadżecie, czyli mapie Huncwotów. Mój absolutny faworyt trzeciej części Harrego Pottera. Tak, jak w poprzedniej części feniks oczarował mnie, tutaj byłam pod absolutnym wrażeniem dostojności i inteligencji hipogryfa. Cudowne zwierzę.
Podsumowując, nic się nie zmieniło, Harry Potter to wciąż wspaniała seria. Już wkrótce łapię się za kolejną część ;)

Pozdrawiam!

Ocena: 10/10!


środa, 8 października 2014

"Chłopcy ze Starówki" Halina Rudnicka

Opis:
Książka opowiada o losach mieszkańców wyzwolonej Warszawy. Główny bohater - Wojtek Wieloch - po powrocie z partyzantki stara się ułożyć sobie życie w stolicy.  Jego rodzice osiedlają się na dalekich Mazurach, więc nie może on liczyć na ich pomoc. Bohater szuka stałego zatrudnienia, próbuje dostać się do gimnazjum, znajduje również swoją pierwszą miłość. W pewnym momencie trafia na zniszczoną, tytułową warszawską Starówkę, gdzie wśród ruin zaczynają ponownie osiedlać się ludzie. Tam poznaje grupę młodych chłopców, którzy wspólnymi siłami odgruzowali jedną z piwnic i urządzili tam sobie skromne mieszkanie. Chłopcy, z których wielu straciło swoich najbliższych,a część walczyła w powstaniu warszawskim przyjmują go serdecznie i wspólnie przeżywają wiele przygód.


Moja opinia:
Ta powieść po prostu mnie poruszyła. W dużej mierze dlatego, że opowiada historię tak realistyczną, niemal prawdziwą, jest obrazem krzywd, jakie doznaliśmy w wojnach światowych oraz jak odbił się one na najmłodszym pokoleniu.
http://yesterdazegone.deviantart.com/art/
Burning-Books-309242593
Opowieść o chłopcach z Hadesu (tak nazywali swe lokum zlokalizowane pod gruzami warszawskiej Starówki) ujęła mnie również dlatego, że odkąd pamiętam mam ogromny szacunek do nauki, a co za tym idzie książek. Nie jestem w stanie patrzeć na płonące kartki, mam nawet zachowane wszystkie zeszyty aż od przedszkola, bo moje serce piękna na myśl o spaleniu ich. Może to czysty sentymentalizm, a może raczej miłość do słowa uwiecznionego na papierze. Ale dzięki temu scena stodoły pełnej książek z przeróżnych okresów czasu (niektóre z nich były już warte fortunę) wryła mi się w pamięć zapewne już na zawsze. Czytając o tym, jak większość z tych małych cudów płonie, miałam łzy w oczach, przez które - o zgrozo - litery rozmazywały się i musiałam raz po raz przerywać, by sięgnąć po chusteczkę. To tylko jedna scena, choć ta, która najsilniej na mnie oddziaływała. 
http://luis75.deviantart.com/art/Destroyed-city-3-69577885
Było również wiele innych wydarzeń, w które aż trudno uwierzyć. Matka z paromiesięcznym dzieckiem wydobyta z zasypanej gruzem piwnicy, która zdołała przeżyć w zamknięciu kilka miesięcy. Wyniszczony mężczyzna, który przeżył obóz, lecz nie pamięta nawet swego imienia. A przede wszystkim mnóstwo rozbitych rodzin, samotnych dzieci, ojców i matek, którzy nie wiedzą, czy pozostali żyją. Tylko niektórym szczęściarzom los pozwala się odnaleźć w najbardziej niespodziewanych momentach. Dzieci, które zamiast się cieszyć beztroską muszą ruszać do pracy by zarobić na porcję kaszy ze słoniną. Niektóre próbują godzić edukację z pracą, inne wolą kraść i napadać na innych, równie ubogich mieszkańców Warszawy. Obrazy zniszczonej Starówki, tych starych, cudownych kamienic, które bardziej przypominały zabytki architektury niż budynki użytkowe również chwytały za serce.
Na koniec wspomnę jeszcze o samym stylu autorki. Bez wątpienia, gdyby nie bardzo przystępna narracja, nie potrafiłabym odnaleźć się w tych powojennych realiach. To bardzo ważne w takich powieściach, by nic nie przeszkadzało wyobraźni w odwzorowywaniu tamtego świata, czasowo wcale nie tak odległego, choć wiele się zmieniło. Właściwie dopiero po zakończeniu lektury, gdy szukałam grafiki do tej notki natrafiłam na informację, że Chłopcy ze Starówki to tak naprawdę kontynuacja powieści o losach tych samych bohaterów pt. Polną ścieżką. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że czytam właśnie drugą część. W każdym razie po pierwszą zdecydowanie sięgnę, mam nadzieję, że już wkrótce. I wam serdecznie polecam zrobić to samo. Naprawdę warto ;)

Pozdrawiam!

Ocena: 9/10.

piątek, 3 października 2014

"Jutro 5. Gorączka" John Marsden

Opis:
Na chwilę przestałam oddychać. Wiedziałam, że nie zdołam go powstrzymać. W pewnym sensie wcale tego nie chciałam. Naprawdę lubiłam Lee. Może nawet go kochałam. Nie byłam pewna. Czasami przypominało to miłość. Innym razem wolałam nie mieć z nim nic wspólnego. Targały mną skrajne emocje - od dzikiej namiętności po obrzydzenie. Ale miałam wątpliwości ni tylko co do Lee. Niczego nie byłam pewna. Wszystko wywróciło się nam do góry nogami. 
A uczucia, które próbowaliśmy zagłuszyć, wracają, coraz silniejsze. I okazuje się, ze udawanie twardych i racjonalnych nie ma sensu. Bo gdy opuścisz do głosu emocje, nieważne staje się to, po czyjej stronie ktoś stoi. Ważne, co do niego czujesz. 


      W jednej chwili się wygłupialiśmy, nie czując żadnej presji, bawiąc się na starym dobrym wysypisku, a już w następnej zaglądaliśmy śmierci w oczy. Widziałam jej źrenice. Wcześniej też ocieraliśmy się o śmierć. Mimo to poczułam, że tym razem może naprawdę być po nas. 


Moja opinia:
Im bardziej zagłębiam się w tę serię, jestem coraz bardziej zaskoczona utrzymującym się poziomem. Dość wysokim. Tak, czwarta część odbiegała nieco, ale już piątej nie mam nic do zarzucenia. Ponownie dałam się wciągnąć w świat wojny widzianej oczami odważnych sabotażystów. Wyraźnie widać, jak bardzo ciągłe zagrożenie i strach o własne życie ich zmienia. Otarli się już o śmierć nie raz i sami zabili wielu wrogów. W szczególności ta krzywda zadana innym zostawia na nich widoczny ślad. Stają się bardziej zamknięci w sobie i agresywni. Jednego z bohaterów dotyka załamanie nerwowe, które paraliżuje go i uniemożliwia pomoc przyjaciołom. Staje się dla nich ciężarem, co wywołuje jeszcze większą depresję. Nie mogą jednak marzyć o kubku gorącej kawy, kocu czy pokrzepiającym głosie dorosłej osoby. Bez względu na wszystko muszą iść dalej, bo każde zatrzymanie grozi utratą życia. 

       Od jakiegoś czasu nawiedzała mnie śmieszna myśl, że gdy nas złapią (myślałam o tym już w kategoriach "kiedy", a nie "jeśli"), nastąpi to pewnie w jakiś głupi, zwyczajny sposób - bez dramatów i wielkich scen, nie podczas wysadzania mostu w powietrze, brania zakładnika albo atakowania konwoju, ale we śnie albo w toalecie. Albo gdy skręcimy ścieżką gdzieś w środku lasu, gdzie dotąd czuliśmy się bezpieczni, i ujrzymy przed sobą tysiąc żołnierzy z wycelowanymi w nas karabinami. 

Bardzo się cieszę, że bohaterowie decydują się pozostać na terenie działań wojennych. Zżyłam się z nimi dość mocno i nie życzę im śmierci, ale pobyt w Nowej Zelandii im zdecydowanie nie służyła. Widocznie uzależnili się już od silnych emocji i nie potrafili się odnaleźć na pokojowym terytorium. W tej części przypadek odgrywał dość dużą rolę. Znaleźli się w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie i to pozwoliło im dokonać kluczowych zniszczeń w siłach wroga. Po tej akcji nie mogłam się powstrzymać - byłam z nich najzwyczajniej w świecie dumna. Stali się już moimi sprawdzonymi przyjaciółmi, którzy zawsze i wszędzie potrafią wybawić mnie z sideł nudy. 
Całą serię gorąco polecam!

Ocena: 8/10.



czwartek, 25 września 2014

"Dreszcz" Jakub Ćwiek


Opis:
Rychu Zwierzchowski wiedzie żywot pasożyta-luzaka - sex, drugs and rock'n'roll. Pije, pali, gra  na streecie i usilnie stara się nie znaleźć poważnej, regularnej pracy. Utrzymuje go córka, która co jakiś czas dba o uzupełnienie jego pustego portfela. Całe życie Dreszcza to koncerty i AC/DC ponad wszystko.

Są przyjaciele i wrogowie, choć tych drugich rzecz jasna więcej. Aż pewnego dnia Dreszcz obrywa piorunem i... zyskuje nowe supermoce. Tylko czy to coś zmienia?
Jak to u Ćwieka bywa - muza głośno ryczy, a każda strona wali po uszach siłą decybeli. 



Moja opinia:
Jakub Ćwiek to jeden z moich ulubionych polskich autorów. Dlatego gdy tylko Dreszcz pojawił się w moim polu widzenia, wiedziałam, że musi zagościć na mojej półce. Teraz, gdy mam go już za sobą, stwierdzam, że jest to jedna z mniej udanych powieści pana Ćwieka.
http://got-died.deviantart.com/art/
Light-Drawing-Guitar-3-123856933
Przede wszystkim miałam trudności z przywiązaniem się do bohaterów. Często tak jest, że choć akcja pędzi, nie ma miejsca na nudę, ale bohaterowie nie zainteresują czytelnika wystarczająco mocno, te wszystkie zabiegi nie mają znaczenia, bo są odbiorcy zupełnie obojętne. Tak też się czułam przez pierwszą połowę książki. Jako fanka prozy pana Ćwieka nie mogłam jednak dać za wygraną, więc brnęłam uparcie dalej. Przełom nastąpił po pierwszym koncercie Ryśka, gdy za sprawą Benjamina, nasz superbohater przestał się skupiać tylko na sobie, a walka z przestępczością wpisała się w jego codzienny grafik. Od tego momentu książkę pochłonęłam w zastraszającym tempie i bardzo żałuję, że nie liczyła sobie stu czy dwustu stron więcej.
Co do pomysłu na fabułę i głównego bohatera, muszę przyznać, że udał się całkiem nieźle. Przede wszystkim dzięki temu, że jest tak oryginalny. Stary rockmen rażący prądem, zabójczy mimowie i lokaj Benjamin, który sam sobie stworzył miejsce pracy i utrzymuje swego pracodawcę. Same ciekawe, nietuzinkowe postacie, No i nie można zapomnieć o Alojzym, który jest przyjacielem tytułowego superbohatera i górnikiem, a czytanie jego wypowiedzi sprawiło mi zarówno nie małą trudność, jak i frajdę. 
Podsumowując, choć Kłamca pozostawił po sobie lepsze wrażenia, Dreszcz również zasługuje na swoją szansę. Szczególnie wśród fanów prozy Jakuba Ćwieka - dla tych jest to lektura obowiązkowa ;)
Pozdrawiam!

Ocena: 7/10.



piątek, 19 września 2014

"Czerwony Korsarz" James Fenimore Cooper

W ramach poszerzania swych literackich horyzontów, postanowiłam wreszcie sięgnąć po coś zupełnie nowego. Będąc w bibliotece postanowiłam zapuścić się w regały, które dotąd zostawiałam w świętym spokoju i w ten sposób natrafiłam na Czerwonego Korsarza. Jako że opowiada o piratach, żeglarzach i ich zmaganiach z żywiołowym oceanem, idealnie wpasowała się w kategorię Nieznane. Jak dotąd z piratami spotkałam się jedynie na ekranie (Piraci z Karaibów), więc recenzja ta napisana została z punktu widzenia zatwardziałego szczura lądowego. Ale przechodząc już do rzeczy...


Na początku akcja toczy się na lądzie, w starym, portowym mieście Newport w pierwszych dniach października roku 1759.  Tam poznajemy trzech mężczyzn: Harry'ego (później zwanego Wilderem), Fida i Scypiona. Chcą się oni zaciągnąć na służbę na jeden ze statków, które zatrzymały się w porcie. Wkrótce spotykają Czerwonego Korsarza, pirata, który proponuje im miejsce na swoim okręcie i daje Harry'emu tytuł zastępcy kapitana w zamian za wierność. Przed dotąd uczciwymi żeglarzami staje trudny wybór. Okazuje się, że dołączenie do piratów to jedyny sposób na ocalenie to jedyny sposób by ocalić statek, którym zamierza podróżować piękna Gertruda wraz z swoją opiekunką, a który ma zostać zaatakowany niedługo po wypłynięciu na pełne morze, i wybór staje się o wiele prostszy.  

     - Bądźmy szczerzy - szybko odparł Wilder. - Jeżeli potrzebny jest panu na statku niewolnik, gotów jestem zaraz zerwać naszą umowę. 
     - Hm. Podziwiam pański temperament więcej niż pańską rozwagę Znajdzie pan we mnie oddanego przyjaciela, któremu niemiłe będą rozstania, nawet na krótko, Na statku jest wszystko. Najbardziej wyszukane potrawy i trunki, książki do czytania, dzieła sztuki, bogactwo.
       - Bez wolności wszystko to nic nie jest warte. 


Z radością mogę przyznać, że tym razem ten zupełnie przypadkowy wybór powieści był jak najbardziej udany. Czytając Czerwonego Korsarza, zwłaszcza fragmenty, które odbywały się na rozległych wodach, książka pochłaniała mnie w całości. Dowiedziałam się paru dotąd nieznanych mi faktów, między innymi różnicy między piratem a korsarzem, czy kilku żeglarskich terminów dotyczących budowy statków. Postacie, zwłaszcza Wilder i Czerwony Korsarz, były przedstawione interesująco i barwnie, a o zasadach panujących na pirackim statku (a czasami ich zupełnym braku) czytałam z żywym zainteresowaniem. 
Nie wiem, czy fanom "morskich" powieści książka ta przypadłaby do gustu, bo nie jestem jednym z nich i nie wiem jakimi prawami taka literatura się rządzi. Natomiast z punktu widzenia żółtodzioba, polecam Czerwonego Korsarza z całego serca. Idealna lektura na leniwe popołudnie ;)

Pozdrawiam!

Ocena: 9/10.

poniedziałek, 8 września 2014

"Lek na śmierć" James Dashner

Opis:
Thomas wie że DRESZCZowi nie można ufać, ale oni twierdzą, że czas kłamstw już się skończył, że zebrali w toku Prób wszystkie dane, jakie dało się zebrać, a teraz chcę przywrócić Streferom pamięć, bo potrzebują ich pomocy w ostatecznej misji. Strefrzy muszą dobrowolnie pomóc uzupełnić mapę, która pozwoli stworzyć lek na Pożogę. 


Moja opinia:
Jestem jednocześnie troszkę zawiedziona, jak i pod wrażeniem. Zazwyczaj przepadam za wartką akcją, ale w tym przypadku tempo było jednak zbyt duże. Myślę, że korzystniej byłoby trylogię rozłożyć na cztery lub pięć części, spokojnie znalazłoby się tyle materiału.

W Leku na śmierć opisy były rzadkością, a mimo że nudzące, są również niezbędne do pobudzenia wyobraźni, projekcji świata w swojej głowie i dobrego wczucia się w sytuację bohaterów. Królowały natomiast dialogi, czasowniki, a zanim udało się stworzyć w swoim umyśle obraz sytuacji, było już po wszystkim.

http://luztapia.deviantart.com/art/Maze-Runner-317034865
Co mnie przyjemnie zaskoczyło, to niebanalne zakończenie. Od razu można poczuć, że jest dobrze przemyślane.


SPOILER: (Wybaczcie) -  Otóż moim absolutnie ulubionym momentem sceny finałowej jest powrót bohaterów do Labiryntu. Zupełnie mnie ta powtórka z rozrywki zbiła z tropu, ale efekt był świetny. Miło było znów poczytać o kolosalnych murach, które tworzyły taki osobliwy klimat w Więźniu Labiryntu

Lek na śmierć polecam zatem tym, którzy poprzednie dwie części mają już za sobą. Cała trylogia jest jak najbardziej godna uwagi. Stanowi świetną rozrywkę i mam nadzieję, że ekranizacja pierwszej części, która pojawi się już w połowie września, nie okaże się totalną katastrofą :D


Ocena: 8/10.

Pozdrawiam!



Dołączam zwiastun The Maze Runner. Już nie mogę się doczekać, w szczególności Dylana O'Briena :D


piątek, 29 sierpnia 2014

"Harry Potter i Komnata Tajemnic" J. K. Rowling

Opis:
Harry musi się zmierzyć z przerażającym potworem z Komnaty Tajemnic na zamku Hogwart. Otworzyć tę komnatę mógł jedynie prawowity dziedzic Slytherina, a wskutek nieszczęśliwszego zbiegu okoliczności podejrzenie pada na Harry'ergo... W dodatku jeden z najbliższych przyjaciół bohatera znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Kto naprawdę wypuścił potwora? Jaka była przeszłość Hagrida? Jakie sekrety skrywa rodzina Malfoya? 

Moja opinia:
Kolejny wspaniały powrót do przeszłości już za mną. To niesamowite, ile lat może minąć, a świat Harrego Pottera jest tak samo zachwycający i magiczny.


W tym tomie moim absolutnym faworytem wśród magicznych przedmiotów jest latający samochód. Cudo! Ileż zmarnowanych w korkach minut udałoby się w ten sposób zaoszczędzić ;) Zdolny polecieć wszędzie i to w linii prostej, czyli najlepszym możliwym skrótem. Tylko czekam, aż wypuszczą na rynek takie cuda. Może za kilkadziesiąt lat właśnie tak będziemy się przemieszczać, kto wie.


Bohater, którym kojarzy się z Harrym Potterem i Komnatą Tajemnic jest Gilderoy Lockhart. Zapatrzony w siebie, narcyz, nałogowy kłamczuch, a jednocześnie czarujący przystojniak... jest w głównej mierze po prostu śmieszny. Barwna, oryginalna postać, która wprowadziła nieco więcej komizmu do serii. Profesor Lockhart irytuje absolutnie wszystkich, od uczniów, przez nauczycieli, po czytelnika, a seria na swój własny sposób rozwija się i wciąż zaskakuje ;)



W tej części również dowiadujemy się jeszcze więcej o historii Hogwartu oraz połączeń z przeszłości pomiędzy bohaterami. Na pytanie, które dręczyło mnie w trakcie czytania pierwszej części, czyli za co Hagrid został wyrzucony z Hogwartu również pada odpowiedź. Dowiadujemy się wiele na temat samego Voldemorta, jego pobytu w Hogwarcie i możemy się przekonać, że już wtedy był okrutnym, obłudnym człowiekiem i bardzo zdolnym magiem. Właściwie czuję, że właściwą dla czytelnika reakcją powinna być nienawiść do tej postaci, natomiast u siebie obserwuję fascynację jego determinacją i gotowością poświęcenia wszystkiego dla potęgi. Pewne jest natomiast, że stanowi kolejną interesującą i oryginalną postać.


Cóż, nie pozostaje mi nic innego, jak polecać i gorąco namawiać do ciągłego powracania do serii o Harrym Potterze. Jest w niej tyle magii, że każde kolejne sięgnięcie po nią po prostu musi być równie niesamowite jak poprzednie.



Ocena: 10/10.

Pozdrawiam!



Po prostu muszę dołączyć ;)



poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Stosik nr 12

Do końca wakacji już bliżej niż dalej. Ach, jak ten czas płynie. W pierwszej wakacyjnej pracy płynął mi jeszcze szybciej niż zazwyczaj, a i czasu na czytanie nie było dużo. Pozostał jeszcze cały wrzesień do początku roku akademickiego, by nadrobić zaległości. Jak widać po lewej, solidnej wyprawy do biblioteki nie mogłam sobie odmówić. A oto zdobycze ;)



Od góry:
1. Mark Twain Książę i Żebrak
2. Jakub Ćwiek Dreszcz
3. Karol Dickens David Copperfield
4. J. K. Rowling Harry Potter i Komnata Tajemnic
5. Janusz L. Wiśniewski Samotność w sieci
6. James Dashner Lek na śmierć
7. James Fenimore Cooper Czerwony Korsarz

Już nie mogę się doczekać, aż rozpocznę lekturę. Polecacie może którąś na początek? ;)

Pozdrawiam!



piątek, 15 sierpnia 2014

"Śmierć Iwana Iljicza" Lew Tołstoj

Tym razem proponuję małą odskocznię od fantastyki. Dzisiaj chciałabym przedstawić wam dość krótką, lecz bardzo wartościową nowelkę Lewa Tołstoja Śmierć Iwana Iljicza. Sięgnęłam po nią zupełnie przypadkiem. Od dawna chciałam przeczytać choć jeden utwór tego autora, a jako że góra książek na moim biurku wciąż rośnie, sięgnęłam po najkrótszą. Przeczytałam ją szybko, poświęciłam jej najwyżej trzy godziny, ale były one bogatsze w przemyślenia niż parę ostatnich tygodni.


Akcja noweli rozpoczyna się na pogrzebie głównego bohatera, sędziego Iwana Iljicza Gołowina. Wśród obecnych rzuca się w oczy obłuda i hipokryzja, charakterystyczna dla osób z wyższych warstw społecznych. Powodem śmierci Iwana Iljicza była ciężka choroba, której historię czytelnik poznaje w kolejnych rozdziałach. Przed upadkiem i stłuczeniem boku, co było początkiem choroby, Iwan Iljicz był zadowolony ze swego życia. Jego kariera rozwijała się znakomicie, bo od problemów z żoną uciekał w wir pracy. Jednak gdy dokuczliwy ból, wychudzenie i drażliwość bohatera niezaprzeczalnie świadczą o pogorszeniu się jego zdrowia, praca nie daje mu już ukojenia. Przyjaciele odwracają się od niego, jeden po drugim, a żona i dzieci tylko czekają na koniec jego i ich mąk. Śmierć nadchodzi, powoli lecz stanowczo, a chory coraz częściej zadaje sobie pytanie czy jego życie rzeczywiście było tak udane jak sądził.


I jego urzędowanie i jego sposób życia, i jego rodzina, i te sprawy towarzyskie i służbowe, wszystko to mogło być "nie to".


Śmierć Iwana Iljicza zwraca uwagę czytelnika na to, że każdego może spotkać podobny los, choć medycyna dziś jest dużo lepiej rozwinięta. Ludzie wciąż umierają na nieuleczalne choroby. Powstał już niejeden film i niejedna książka o tym, jak to życie należy cenić, bo w każdej chwili możemy je stracić. Ta krótka nowelka ma jednak w sobie coś wyjątkowego. Jest jasna w przekazie i tym samym brutalnie prawdziwa. Opisuje życie, które wielu ludzi wiedzie i nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że to "nie to". Dopiero w chorobie bohater uświadamia sobie, że tylko tracił swój czas na rzeczy nieważne. Tragicznym jest w obliczu śmierci uznać, że całe życie zmarnowaliśmy, zaprzepaściliśmy bezpowrotnie.


Nowelka ta, pisana prostym, pogodnym językiem, jest jednocześnie nieskończenie smutna, pouczająca i uniwersalna. Emanuje pięknem występującym w książkach poruszających ważne egzystencjalne problemy. Gorąco polecam!


Ocena: 8/10.

Pozdrawiam!

piątek, 8 sierpnia 2014

"Jutro 4" John Marsden

Opis:
Na myśl o powrocie robi mi się niedobrze. Mam ochotę krzyknąć: "Posłuchajcie mnie, do diabła! Mam gdzieś wasze wielkie plany!". Chcę, żeby ktoś, ktokolwiek, przyznał, że to, czego ode mnie oczekują, jest wielkie, olbrzymie, gigantyczne. I nie chodzi wcale o to, że tu jest nam tak wspaniale. Nie jest.
Mam wrażenie, ze wszyscy przestaliśmy być sobą. Homer chce nami rządzić bardziej niż kiedykolwiek. Fi i Kevin wszystkiego się boją, a Lee... nie poznaję go.
No i zrobiłam coś, czego dawna Ellie nigdy by sobie nie wybaczyła. Jedyne, co pomaga mi przetrwać, to nadzieja, ze tam, na miejscu, znów staniemy się sobą. 

         Żałowałam tylko, że w moim małym ciele nie ma więcej miejsca, by pomieścić wszystkie te gwałtowne, dzikie uczucia, które krzyczały wewnątrz. Już teraz było tam tłoczno - wątroba, wyrostek robaczkowy, jelita, serce i reszta tego śmiecia. Zdecydowanie nie było miejsca na uczucia. Mimo to udało im się gdzieś wepchnąć. Większość zamieszkała w żołądku - narobił tam okropnego bałaganu - ale niektóre pełzły mi po rękach, a inne utknęły w gardle, jakbym połknęła gałkę od drzwi. 


Moja ocena:
Kolejna, czwarta część serii Jutro, jest jak dotąd najsłabsza. Nie znaczy to wcale, że nie było fragmentów, które czytałam z otwartymi ustami.

Znalazły się emocjonalne momenty, jednak zdecydowanie w drugiej połowie powieści. Początek natomiast dłużył mi się strasznie. Uwaga autora skupiona była na pobycie Ellie i pozostałych na terenie Nowej Zelandii, poza działaniami wojennymi. Tam akcja zwolniła. Opisy uczuć i dylematów moralnych zaczynały dawać się we znaki i w zbyt skondensowanej dawce stawały się nużące.

Po paru miesiącach bohaterowie wrócili do ojczyzny i  tam akcja nabrała większego tempa. W końcu podczas wojny nigdzie nie dzieje się więcej niż w samym jej sercu, czyli na ziemiach okupowanych przez wroga. 


W trakcie tych paru miesięcy sporo się zmieniło. Nasi odważni partyzanci zamiast działać na własną rękę, mieli walczyć pod dowództwem wyszkolonych żołnierzy. Ci wybierali rozwiązania najpraktyczniejsze i najbezpieczniejsze, co czyniło je mniej interesującymi od pomysłowych improwizacji nastolatków. Na szczęście nastąpiły pewne komplikacje (oszczędzę spoilerów) i nasza paczka przyjaciół wróciła do sabotowania wroga na własną rękę.

Akcja przyspieszyła znów do zwrotnego tempa. Ponownie objawiła się geniusz pana Marsdena, a czwarta część serii nie ustępowała już jakością oraz realnością przyśpieszających tętno efektów. Po raz kolejny poczułam smak partyzanckiego życia i to z wręcz grzeszną przyjemnością. W końcu podczas tylu wojen młodzi ludzie walczyli i ginęli, a dla nas obecnie możliwość obserwowania podobnych zmagań to rozrywka. Nie pozostaje nam jednak nic innego, tylko pamięć.

     Wierzcie mi, gdybym mogła cofnąć czas, kilka rzeczy zrobiłabym inaczej. Nawet w czasie pokoju słono się płaci za bycie tym, kim chce się być, za życie, które jest takie, jakie powinno być. 


Polecam serdecznie i tę część, w szczególności fanom całej serii. Jeśli pokochaliście poprzednie tomy, czytanie tego będzie dla was również przyjemnością ;)


Ocena: 8/10.


Pozdrawiam!


Koniecznie posłuchajcie, jest cudowna ;)


niedziela, 3 sierpnia 2014

"Harry Potter i kamien filozoficzny" J. K. Rowling

Opis:
Harry Potter to sierota i podrzutek, od niemowlęcia wychowywany przez ciotkę i wuja, którzy podobnie jak ich syn Dudley traktowali go jak piąte koło u wozu. Pochodzenie chłopca owiane jest tajemnicą, jedyna pamiątka z przeszłości to zagadkowa blizna na jego czole. Skąd jednak biorą się niesamowite zjawiska, które towarzyszą nieświadomemu niczego Potterowi? Wszystko wyjaśni się w jedenaste urodziny..



Moja opinia:
Ponad piętnaście lat minęło od publikacji pierwszej części tej jednej z najsłynniejszych serii wszech czasów, a ona wciąż potrafi zachwycić. Tym bardziej, gdy już wkracza się w świat dorosłych. Powrót do szkolnych przygód i przyjaźni po latach jest niesamowity. Żałuję jeszcze bardziej niż w dzieciństwie, że i mi nie dane było uczyć się w Hogwarcie.


Już od pierwszych stron Kamienia Filozoficznego rzuca się w oczy szybkie tempo akcji i swoboda języka pani Rowling. O sukcesie serii z całą pewnością zdecydował pomysł na świat w niej przedstawiony. Te zapierające dech w piersiach miejsca, piękne i potężne stworzenia no i oczywiście magia.Całe mnóstwo magii. Sam Hogwart jest niesamowitym budynkiem, pełnym zakamarków czekających na odkrycie.



Jest wiele powieści, w których świat przedstawiony bazuje na rzeczywistym, ale ten z mugolami i czarodziejami żyjącymi tuż obok siebie od lat niepodzielnie króluje.
Polecam, polecam, jeszcze raz polecam. Tym, którzy czytali już w dzieciństwie i mają ochotę na powtórkę oraz tym, którzy jeszcze nie mieli Harrego Pottera w ręce. Naprawdę warto!


Ocena: 10/10.


Pozdrawiam!


niedziela, 27 lipca 2014

"Szkatułka" Orson Scott Card


Opis:
Quentin Fears, młody amerykański milioner doświadcza przeżyć, które sprawiają, ze mimo bardzo racjonalnego stosunku do życia, musi uwierzyć w to, co niemożliwe. 
W jego najbliższym otoczeniu pojawiają się osoby tylko pozornie egzystujące w realnym świecie. Za sprawą owych demonów zła mimowolnie staje się bohaterem horroru - tak bowiem zmieniają jego życie. 



    - Trzeba ci wiedzieć, że czasem ludzie są zupełnie inni, niż się wydają na pierwszy rzut oka.
     - Wiem o tym, Wayne.
   - Niestety nie, Quen. Ponieważ ty jesteś dokładnie taki, na jakiego wyglądasz, zawsze zakładasz, że z innymi rzecz ma się podobnie. 


Moja opinia:
Mam za sobą już kilka spotkań z powieściami pana Carda i wszystkie były jak najbardziej udane. Należały jednak zdecydowanie do science-fiction, podczas gdy Szkatułce bliżej do fantasy. Czy i to spotkanie należy do przyjemnych? Zdecydowanie tak.


Powieści Orsona Scotta Carda niezaprzeczalnie mają w sobie coś intrygującego i sprawiają, że pozostają w pamięci na długo. Z Szkatułką było podobnie - zaintrygowanie pojawiło się już na pierwszej stronie.


Card opisywał wydarzenia zwięźle i w miarę szczegółowo. Od czasu do czasu wplatał żarciki, małe gierki słowne czy nawiązania do znanych powieści. Bohaterzy skonstruowani byli bardzo misternie i interesująco. Każdy z nich był wyjątkowy i jednocześnie zwyczajny. Ci, którzy spotkali się już z powieściami pana Carda, na pewno zauważyli, że najczęściej są oni ponadprzeciętnie inteligentni. Uczynienie z bohatera inteligenta i przekonanie czytelnika o jego naturalnym, niewymuszonym talencie również wymaga niemało pracy. Efekt zawsze jest niesamowity.


Jedyne, co mnie irytowało to zbyt drastyczna różnica między pierwszą jej częścią, a drugą. Niestety pojawią się SPOILERY, jako, że tylko w ten sposób wytłumaczę o co mi chodzi, więc wrażliwym zalecam ominięcie tego akapitu i rozpoczęcie polowania na Szkatułkę ;)


Mężczyzna, który w dzieciństwie przeżył stratę ukochanej siostry, staje się milionerem. Przez całe życie czuje się jednak samotny. Dopiero w wieku trzydziestu pięciu lat udaje mu się znaleźć kobietę, którą może pokochać. Decyduje się na ślub, choć ona wie o nim wszystko, a on o niej niewiele. Ona po roku małżeństwa zgadza się go przedstawić swym, jak sama mówi, zdziwaczałym rodzicom. Brzmiało to dla mnie na powieść obyczajową i zupełnie zapomniałam o rzekomych demonach zła, o których obecności miał mnie uświadomić opis na odwrocie książki. Zdążyłam się nawet przygotować na jak najbardziej przyziemne wydarzenia zakłócające ich sielankowe życie, może chorobę psychiczną Quentina. A tu nagle pojawiają się nawiedzony dom, duchy i sukub... Coś tutaj zgrzytało.


Szkatułka wiele razy zaskakiwała mnie zwrotami akcji, które za nic w świecie nie przyszłyby mi na myśl. Wielkie WOW. Obok tej książki nie można przejść obojętnie. Polecam!


Ocena: 9/10!


Pozdrawiam!


niedziela, 20 lipca 2014

"Znak Ateny" Rick Riordan

Opis:
Annabeth jest przerażona. Właśnie gdy ma się znowu spotkać z Percym po sześciu miesiącach rozłąki, na którą skazała ich Hera, Obóz Jupiter szykuje się do wojny. Kiedy dziewczyna i jej przyjaciele Jason, Piper i Leo przylatują tam na pokładzie "Argo II", rzymscy półbogowie sądzą,, że to inwazja: grecki okręt wojenny - fantastyczne dzieło Leona, z miotającym ogień spiżowym smokiem na dziobie - odbierają jako zagrożenie. Anabeth ma nadzieję, że kiedy Rzymianie zobaczą na pokładzie Jasona, swojego pretora, przekonają się, że goście z Obozu Herosów przybywają z pokojową misją. 


To nie jest jedyny powód jej lęku. Annabeth ma w kieszeni dar od matki, który otrzymała z żądaniem: "Idź za Znakiem Ateny. Pomścij mnie". Dziewczyna i tak już dźwiga ciężar przepowiedni, według której siedmioro półbogów ma wyruszyć na poszukiwanie Wrót Śmierci, aby je zamknąć i udaremnić powrót potworów na świat. Czego jeszcze chce od niej Atena?


Annabeth najbardziej boi się jednak tego, że Percy mógł się zmienić. Może przyjął już rzymskie poglądy i obyczaje? Może nie są mu już potrzebni dawni greccy przyjaciele, a w razie konfliktu stanie po stronie Rzymian? Jako córka bogini wojny i mądrości Annabeth jest urodzoną przywódczynią, ale nie chce już nigdy rozstawać się z Percym, synem boga mórz. 


Pełna niesamowitych przygód wyprawa z Ameryki do Rzymu, gdzie czekają na młodych herosów odkrycia, niespodziewane wybory i straszliwe zagrożenia. Od powodzenia ich misji zależą losy całego świata. Wejdź z nami na pokład "Argo II", jeśli masz odwagę...



Moja opinia:
Kolejne bardzo udane spotkanie z twórczością pana Ricka Riordana już za mną. Wprost uwielbiam jego książki. Przenoszą w niesamowity świat bogów i herosów, w którym bardzo, bardzo chciałabym żyć.


Mitologia to temat-rzeka, a pan Riordan niezwykle umiejętnie z niej czerpie. Potrafi przedstawić bogów greckich i rzymskich, tak doskonale nam znanych, z zupełnie innej, przyziemnej strony, często zabawnej i jednocześnie groźnej. 


Zdecydowanie najmocniejszą stroną serii są właśnie bohaterowie. Każdy z nich jest inny, z włąsnym pakietem niesamowitych talentów i problemów, które wiążą się z byciem herosem. Wielokrotnie popełniają błędy, wątpią w siebie i poszukują właściwej drogi. Nie ma takiej rzeczy, której nie zrobiliby dla przyjaciół. Obserwowanie ich zmagań z losem daje niesamowitą energię i wiarę, że jeśli się czegoś pragnie, można osiągnąć wszystko. 


Bardzo ważną zaletą powieści pana Riordana jest prosty język, jakim autor się posługuje. Jest dość przejrzysty, zabarwiony humorem. Sprawia, że ksiażkę czyta się w zawrotnym tempie. Drobne żarciki, czy subtelny komizm sytuacji lub postaci sprawiały, że cały czas czytałam z uśmiechem na ustach. 


Znak Ateny polecam serdecznie wszystkim miłośnikom mitologii i nie tylko. Każdy, kto lubi przygodę i dobrą zabawę znajdzie w powieściach pana Riordana coś dla siebie.



Ocena: 10/10.

Pozdrawiam!



niedziela, 13 lipca 2014

Stosik nr11

Przedstawiam kolejny stosik, choć dość skromny. Mimo że wakacje trwają w najlepsze, moje najwyraźniej dość szybko się skończyły, ponieważ rozpoczęłam swoją pierwszą dorywczą pracę. Od października zaczynam studia na Wydziale Energetyki i Paliw na AGH i zapewne każde pieniądze mi się przydadzą. W każdym razie znów mam bardzo mało czasu i wpisy będą pojawiały się nieco rzadziej, ale zrobię wszystko co w mojej mocy, by pojawiały się regularnie ;) 

Przechodząc do stosika...

Od góry:
1. Rick Riordan Znak Ateny 
2. Christopher Paolini Eragon
3. J. K. Rowling Harry Potter i Kamień Filozoficzny
4. John Marsden Jutro 4
5. Orson Scott Card Szkatułka

Jak pewnie zauważyliście(łyście), planuję nieco wrócić do korzeni, stąd Harry Potter i Eragon, w których zaczytywałam się w dzieciństwie. Myślę, że w wakacje tuż przed studiami, czyli nowym (podobno niesamowitym) etapem w życiu, warto pozwolić sobie na odrobinę wspomnień. 

A jak wam mijają wakacje? Są leniwe czy przepełnione pracą?  ;D

Pozdrawiam!


sobota, 5 lipca 2014

"Jutro 3. W objęciach chłodu" John Marsden

Opis:
Mam na imię Ellie. Nie jestem już tą samą dziewczyną, która mieszkała z rodzicami w Wirrawee.
Nikt z nas nie jest już taki sam.
Boimy się, ale jesteśmy silni i nie tak łatwo nas złamać. 
Nie chcemy być martwymi bohaterami.
Wydaje mi się, że  w obliczu niebezpieczeństwa będziemy musieli robić rzeczy naprawdę straszne. le nie wiem, jak daleko możemy posunąć się, żeby ocalić najbliższych. I czy będę w stanie kochać kogoś, kto nie zawahał się zabić?
Choć nadciąga chłód, jutro może być naprawdę gorąco.


Zostałam ekspertką od strachu. Odczuwałam wszystkie silne emocje, jakie istnieją:  miłość, nienawiść, zazdrość, wściekłość. Największą z nich wszystkich jest jednak strach. Nic tak jak on nie sięga w głąb ciebie i nie ściska twoich wnętrzności. Nic innego nie ma nad tobą tak wielkiej władzy. Strach jest jak choroba, gorączka, która przejmuje nad tobą kontrolę. 


Moja opinia:
To już trzecia część jednej z moich ulubionych serii. I po raz kolejny dałam się wciągnąć bez pamięci. Połknęłam tę powieść w zaledwie jeden dzień, żałując, że nie miała choć paru stron więcej.


Do bohaterów nie sposób nie czuć sympatii. Są tak prawdziwi, że bardziej już być nie mogą. Tak jak każdy z nas w rzeczywistości, cały czas się zmieniają i nie raz potykają. Wciąż prą naprzód, choć nie raz wydaje się im, że Wszechświat tylko rzuca im kłody pod nogi.


Napięcie w wielu scenach sprawiało, że czytałam z otwartymi ustami, a siostra obserwując mnie miała niezły ubaw ;) Seria Jutro jest niesamowicie napisana. Umiejętności autora są godne podziwu. Łączy ze sobą opisy uczuć, dialogi i sceny akcji w doskonałych proporcjach. 


Niedawno obejrzałam również ekranizację pierwszej części serii. Muszę przyznać, że jest to jeden z lepszych filmów powstałych na podstawie książki jaki oglądałam. Dość wierny, czułam naprawdę zbliżone emocje, które przekonały minie do kolejnych części serii. Szczerze polecam, ale tylko tym, którzy mają książkę już za sobą. Mam wrażenie, że pozostałym film może się wydać przeciętny.


Ocena: 9/10.


Pozdrawiam!


Dołączam tradycyjnie małe co nieco. Koniecznie posłuchajcie ;)



wtorek, 1 lipca 2014

"Nowy przywódca" Julianna Baggott

Opis:
Drugi tom fascynującego cyklu Świat po Wybuchu!
Świat po Wybuchu. Bezpieczni są tylko Czyści, żyjący spokojnie pod Kopułą. Na zewnątrz pozostali zmutowani.
Partridge, syn Willuksa, dowódcy Czystych, ucieka spod kopuły, by na zewnątrz odnaleźć matkę. Dołacza do grupy Wyrzutków, na których czele stoi El Capitan. 
Żeby odzyskać syna, Willux nie cofnie się przed niczym. By ocalić pozostałych, Partridge będzie musiał wrócić pod Kopułę i zmierzyć się z najstraszniejszym wyzwaniem. Pressia zaś, uzbrojona tylko w tajemniczą skrzynkę ze wskazówkami, wyruszy w drogę tam, gdzie nie prowadzą żadne mapy. 
Jeśli tej dójce się powiedzie - uratują świat, jeśli nie - ludzkość zapłaci przerażającą ceną...



Moja opinia:
Miałam wrażenie, że pierwsza część była lepsza, choć i przy tej swój czas spędziłam bardzo przyjemnie.


Nowy przywódca to dość duża objętościowo powieść, bo składa się z aż 560 stron. Nie mogłam się pozbyć wrażenia, że można było skrócić ją do 400. Niektóre przemyślenia Pressi, zwłaszcza te dotyczące niepamiętanej przez nią przeszłości, drażniły mnie. A jednocześnie byłam bardzo miło zaskoczona wątkami miłosnymi, jakie się w tej części rozwinęły. Zwłaszcza zauroczenie El Capitana, zupełnie nie spodziewałam się trójkąta miłosnego z jego udziałem.


Podobnie jak w poprzedniej części, w Nowym przywódcy dużo się działo. Jedno nieszczęście goniło kolejne, a po przeczytaniu zakończenia po prostu muszę dostać kolejną część w swoje ręce. Polecam serdecznie - cykl Świat po Wybuchu to lektura obowiązkowa ;)


Pozdrawiam! 

Moja ocena: 7/10.


sobota, 28 czerwca 2014

"Monument 14. Odcięci od świata" Emmy Laybourne


Opis: 
Potężne tsunami pustoszy wybrzeże Stanów Zjednoczonych. Nad krajem przetaczają się straszliwe burze, a ze zniszczonego ośrodka wojskowego wydostaje się tajemnicza broń chemiczna. Sześcioro licealistów, dwójka gimnazjalistów i szóstka mniejszych dzieci po wypadku na drodze do szkoły chroni się w supermarkecie. Wielki sklep szybko staje się jednak zarówno ich schronieniem, jak i więzieniem. Grupka zdanych na siebie, przerażonych, odciętych od świata dzieciaków zaczyna tworzyć małą społeczność: organizują sobie życie, dzielą obowiązki, starsi opiekują się młodszymi, ale też ujawniają się szkolne sympatie, antypatie i skrywane dotąd uczucia, wyłaniają się naturalni przywódcy i ci, którzy chcą skorzystać z sytuacji i trochę się zabawić...



Moja opinia:
Ostatnio na rynku często pojawiają się powieści katastroficzne, przedstawiające świat dotknięty niszczycielską siłą żywiołów. Ta powieść jest jedną z nich. Natomiast to, co ją zdecydowanie wyróżnia, to miejsce akcji ograniczone do jednego sklepu, w którym, wbrew pozorom, dużo się dzieje. 


Czas akcji powieści to zaledwie 12 dni. W tym czasie każdy z bohaterów przechodzi swego rodzaju przemianę, choć nie zawsze na lepsze. Po pojawieniu się środków chemicznych w powietrzu, dzieci zmuszone są pozostać w sklepie i zorganizować sobie życie w tej zamkniętej, dostępnej im przestrzeni. Nie ma dorosłych, a ktoś musi objąć funkcję dowódcy i opiekować się najmłodszymi. Jedni dojrzewają więc do sytuacji, lecz niektórych oczekiwania przerastają.


Bardzo podobało mi się to, że nie było wśród tych dzieci wielkiego bohatera, który przejąłby najcięższe obowiązki i ratował wszystkich z opresji, jak to często przedstawiane jest w tego rodzaju książkach. Tutaj układ sił wśród licealistów wciąż się zmieniał. Dzięki temu powieść była tak wciągająca. Irytował mnie natomiast silnie akcentowany pociąg nastolatków do alkoholu, narkotyków i seksu. Wielu panikowało lub zachowywało się egoistycznie. Często nie radzili sobie z odpowiedzialnością, więc szukali pomocy w używkach i przyjemnościach. W konsekwencji były momenty, w których zapominali (a ja razem z nimi) o szukaniu wyjścia z sytuacji. Bardzo podobało mi się natomiast to, że wszyscy rozumieli potrzebę opiekowania się młodszymi, którym mieli zastąpić rodziców. W gruncie rzeczy tych czternaścioro dzieci bardzo zżyło się ze sobą i stworzyło dość ciekawą, choć chaotyczną rodzinkę. 


Powieść Monument 14 polecam każdemu. Sięgając po nią, nie sposób biernie obserwować tej grupy nastolatków - czytelnik od razu staje się jednym z nich. Wciąż próbowałam umieścić siebie w sytuacji bohaterów, spojrzeć na wydarzenia z ich perspektywy i domyśleć się, jak zachowałabym się na ich miejscu.


Zakończenie zaintrygowało mnie i z niecierpliwością wyczekuję kolejnej części ;)


Ocena: 8/10.


Pozdrawiam!




Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Domowi Wydawniczemu Rebis!




P.S. Dołączam piosenkę, która towarzyszyła mi przy lekturze ;)


wtorek, 24 czerwca 2014

"Nie jestem seryjnym mordercą" Dan Wells

Opis:
Miasteczkiem Clayton wstrząsająca seria tajemniczych morderstw. To moja obsesja. Muszę się dowiedzieć, kto zabija.


Mój terapeuta twierdzi, ze sam ma cechy seryjnego mordercy. 95% seryjnych morderców w dzieciństwie unikało ludzi, podpalało i dręczyło zwierzęta, ale to przecież nie oznacza, że każde dziecko wyrasta na zabójcę, prawda?


Moja opinia:
Jeszcze przed sięgnięciem po tę książkę czytałam kilka bardzo pochlebnych opinii na jej temat. Ja niestety mam mieszane uczucia. Raz odczuwam podziw, a niekiedy irytację.


Niewątpliwie to, co najbardziej udało się panu Wellsowi to pomysł na głównego bohatera. Jest interesujący i zdecydowanie zwracający na siebie uwagę. W dodatku udało się autorowi stworzyć dość oryginalny i dla mnie wiarygodny portret jego wnętrza.


Jak każdy z nas, John zmaga się ze swymi słabościami, są one jednak poważne  - w końcu mogą doprowadzić do śmierci osób postronnych. Bohater jest świadomy problemu, stara się walczyć ze złymi podszeptami i odnaleźć stan równowagi między tym co dzieje się w jego umyśle, a rzeczywistym światem. Podziwiam jego stanowczość i samodyscyplinę. Autor nie szczędził miejsca na przemyślenia głównego bohatera, które nie nudziły, lecz fascynowały. Ich owocem są tak pięknie skonstruowane, wręcz poetyckie obrazy jak ten, którego fragment pozwolę sobie przytoczyć poniżej. 


   Ogień jest przelotnym, krótkotrwałym zjawiskiem, kwintesencją niestałości. Pojawia się nagle, nabiera z impetem życia, wykonuje taniec głodu, podczas gdy wszystko wokół kurczy się i czarnieje. Gdy już nie ma nic do pożarcia, znika i niczego nie pozostawia z wyjątkiem popiołów i resztek niezużytego paliwa - kawałków drewna, liści i papieru, nieczystych, by spłonąć, za mało cennych, by połączyć się z roztańczonym ogniem. 


Jeżeli chodzi o irytujące momenty - proszę przygotować się na SPOILER. Jeśli nie czytałeś powieści, a nie przepadasz za spoilerami, pomiń proszę poniższy akapit akapit.


Otóż w utworze byłoby wszystko świetnie, gdyby nie zrobienie demona z mordującego mężczyzny, którego tożsamość John próbuje ustalić. Jaki sens jest wplatać jeden jedyny motyw fantastyczny do przesiąkniętej realnością książki? Nie widzę sensu. Może robienie z mordercy postaci fantastycznej było ułatwieniem, bo autor mógł z nią robić, co chciał i tłumaczyć wszystko nadnaturalnymi cechami, które w fantastyce wystąpić mogą. Być może takie przeplatanie w przypadku paranormalnych romansideł sprawdza się, lecz w kryminalnych powieściach nie ma na nie miejsca. Nawet jeśli jest to tylko książka dla nastolatków. Wbrew pozorom, z sztuką logicznego myślenia radzą sobie oni całkiem nieźle ;)

Podsumowując, powieść tę polecam tym, którzy mają zbyt dużo czasu wolnego. Jeśli nie będziecie oczekiwać od niej zbyt wiele, powieść może przypaść wam do gustu jeszcze bardziej ;)


Ocena: 6/10.

Pozdrawiam!




środa, 18 czerwca 2014

"Wiedźmin. Ostatnie życzenie" Andrzej Sapkowski

      - Geralt - powiedział Stregobor - kiedy słuchaliśmy Eltibalda, wielu z nas miało wątpliwości. Ale postanowiliśmy wybrać mniejsze zło. Teraz ja ciebie proszę o podobny wybór. 
      - Zło to zło, Stregoborze - rzekł poważnie wiedźmin wstając. - Mniejsze, większe, średnie, wszystko jedno, proporcje są umowne, a granice zatarte. Nie jestem świątobliwym pustelnikiem, nie samo dobro czyniłem w życiu. Ale jeżeli mam wybrać pomiędzy jednym złem, a drugim, to wolę nie wybierać wcale. 



Pierwsza część serii składa się z opowiadań, które wprowadzają nas do świata stworzonego przez pana Sapkowskiego. Właściwie została ona jedynie "podpięta" na początku sagi i stanowi przedakcję właściwej historii, która rozpoczyna się od tomu trzeciego,  Krwi Elfów.


Mimo że nie przepadam za zbiorami opowiadań, ten po prostu mnie urzekł. Wszystkie historie tak cudownie się ze sobą splatały. W dodatku po raz kolejny zauważyłam w utworach polskiego autora zwięzłość, umiejętność przekazania treści w paru zdaniach w taki sposób, że i od razu wiadomo o co chodzi. Ten efekt trudniej znaleźć w obcojęzycznych pozycjach. No i ten nasz polski humorek, zabarwiany sarkazmem i nutką okrucieństwa. Od razu poczułam przywiązanie nawet do czarnych charakterków ;)


Myślę, że każdy polski fan fantastyki czuje wewnętrzną potrzebę zgłębienia tej serii (jeśli jeszcze tego nie zrobił). Naprawdę warto po nią sięgnąć.


Pozdrawiam!


sobota, 14 czerwca 2014

"Marynarka" Mirosław Tomaszewski

Opis:
Intrygująca powieść współczesna. To, co robisz, stanowi o tym, jakim jesteś człowiekiem.

Nie da się uciec od przeszłości. Bohaterowie Marynarki zaczynają to rozumieć, gdy dopadają ich jej demony, teraźniejszość też nie jest lepsza. Karol, od dawna dobrze prosperujący przedsiębiorca przekonuje się, że firmę okrada jego własny zięć, a Adam, gasnąca, podstarzała gwiazda rocka bez pracy udziela wywiadu, który skutecznie rujnuje mu i tak nieciekawe życie. Bohaterowie uwikłani w podszyte zdradą przyjaźnie, prowadzą nieszczere nocne rozmowy, a na ich relacjach cieniem kładzie się masakra grudnia z 1970, podczas której ginie ojciec jednego z bohaterów ubrany w marynarkę w kratę.



Moja opinia:
Jest to jedna z lepszych powieści polskiego autorstwa jaką czytałam. Staram się nie omijać książek pisanych przez rodaków szerokim łukiem, ale czasami jakoś tak samo wychodzi, że po polskich autorów nie sięgam miesiącami. Bardzo się cieszę więc, że Marynarka wpadła w moje ręce. 


Powieść pana Tomaszewskiego jest skonstruowana bardzo zgrabnie i przejrzyście. Obyło się bez zbędnych, przydługich opisów postaci, kolejni bohaterowie są prezentowani przez swe zachowania w konkretnych sytuacjach. Są oni wyjątkowi, różniący się od siebie, lecz zgrabnie połączeni nićmi powiązań z przeszłości, które są konsekwentnie ujawniane czytelnikowi z czasem, jedna po drugiej. To stopniowe pojawianie się informacji o bohaterach sprawdziło się w Marynarce świetnie, nie nudziłam się nawet przez moment.


Od razu poczułam sympatię do bohaterów, szczególnie do Adama, jako że od czasu do czasu wsłuchuję się w punkowe utwory. Wielu wydarzeń nie spodziewałam się, spadały na mnie nagle, czasami musiałam zatrzymać się na moment i zastanowić, co się właśnie stało. Dzięki temu czytając zachowywałam czujność i zainteresowanie, wypatrując kolejnych gromów z nieba. To dla mnie nowość, by powieść realistyczna zaskakiwała równie spektakularnie jak te fantastyczne, które jednak najczęściej czytuję.


Musze przyznać, że historia była od zawsze nienawidzonym przeze mnie przedmiotem. Dzięki Marynarce spotkanie z przeszłością nie było nie tylko bolesne, lecz bardzo przyjemne i interesujące. Serdecznie polecam powieść absolutnie każdemu ;)


Moja ocena: 9/10.


Pozdrawiam!



Za możliwość przeczytania Marynarki serdecznie dziękuję pani Marii Zofii Tomaszewskiej.


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...