Takiej huśtawki emocji dawno nie przeżyłam

Takiej huśtawki emocji dawno nie przeżyłam

czwartek, 11 lipca 2019

"Ostatnie dni Jacka Sparksa" Jason Arnopp

Opis z okładki:
W 2014 roku, Jack Sparks – kontrowersyjny dziennikarz i celebryta – zginął w tajemniczych okolicznościach...

Wcześniej zasłynął książkami o gangach i narkotykach, teraz zaś pisał książkę o zjawiskach nadprzyrodzonych. Wywołał nawet burzę w mediach społecznościowych, kpiąc z egzorcyzmów, które obserwował w kościele na włoskiej prowincji. 

Potem był filmik – czterdzieści sekund przerażającego materiału, od którego Jack wielokrotnie się odcinał, twierdząc, że nie ma z nim nic wspólnego. A jednak został on opublikowany na jego kanale YouTube. 

Nikt nie wiedział, co działo się z dziennikarzem w kolejnych dniach. Aż do teraz. Książka, którą trzymacie w rękach, ujawnia mrożące krew w żyłach szczegóły ostatnich dni i godzin Jacka Sparksa.


Jeżeli ktoś twierdzi, że widział ducha, i nie kłamie ani nie jest okłamywany przez innych, to w takim razie okłamuje sam siebie. 




Moja opinia:
Ostatni dni Jack Sparksa zaskoczyły mnie bardzo pozytywnie. Opis i okładka zaintrygowały już przy pierwszym spotkaniu. Tak naprawdę nie wiedziałam czego się spodziewać, oprócz ewidentnie oryginalnego podejścia do opowiadania historii. To nie przesądza o jakości powieści, ale w tym wypadku absolutnie się nie zawiodłam. 


Nasza epoka lubi poczucie pewności. Wszystko jest tak pokręcone i nieprzewidywalne, że ludzie trwają przy swoich poglądach, jakby od tego zależało ich życie.



Historię ostatnich dni bohatera poznajemy z jego perspektywy z wyjątkiem przedmowy, posłowia i kilku przypisów, będących wstrąceniami jego brata, który po śmierci Jacka udostępnił tekst fanom pisarza. Książka jest jednocześnie relacją kilku dni z życia autora i jego studium prawdziwości istnienia sił nadprzyrodzonych. 


Wszystkie słowa, które wystrzeliliśmy jedno w drugie, leżą teraz niczym zwiędłe liście pod naszymi nogami. 



Tytułowy bohater podchodzi do problemu sceptycznie. W bardzo niezdrowy, nieracjonalny sposób, zaprzeczając absolutnie wszystkim dwuznacznym sytuacjom. Wszędzie widzi spisek. Jest w stanie uwierzyć, że dziesiątki ludzi zmówiło się miedzy sobą i zorganizowało kilkudniową, międzynarodową akcję prankową, byleby nie dopuścić do siebie myśli o istnieniu duchów i demonów. Jest egocentrycznym cynikiem zdolnym do manipulacji nawet wobec najbliższych. Trudno lubić takiego bohatera, ale wcale nie tak trudno śledzić jego poczynania. Nasz czytelniczy związek nie opierał się na podobieństwach a różnicach. Potrzebę utożsamiania się z postacią zamieniła fascynacja niezrozumiałym dla mnie sposobem myślenia i działała równie przyciągająco. Gdyby nie sesja nie odchodziłabym od książki. 


Jestem dobry w zamiataniu pod dywan niechcianych uczuć, szczególnie poczucie winy i wstydu. 



Dużą rolę w historii pełnią social media i egoistyczne zachowania, które napędzają. Wpływy Jacka, jego władza płynąca z popularności, którą traktuje jak karta przetargowa, istnieją głownie w internecie, a prowokacje pozwalają mu dotrzeć do szerszego grona odbiorców. Dla wszystkich, którzy szukali sensacji i igrali z siłami nadprzyrodzonymi by zyskać sławę w social media, eksperymenty nie skończyły się dobrze. Ostatnie dni Jacka Sparksa są przestrogą, ukazującą konsekwencje ignorancji i szyderstw ze zjawisk niezrozumiałych w pełni dla ludzkości.


Podobno niczego nie pamiętamy. Pamiętamy jedynie wspomnienie wspomnienia wspomnienia wspomnienia ... 
Umysł gra z nami w głuchy telefon.



Ta książka to opowieść przede wszystkim o ślepym uporze, bezwzględności i braku szacunku wobec sił wyższych. Konsekwencje ignorancji były bardzo poważne dla głównego bohatera i wielu osób w jego otoczeniu. W prawdziwym życiu również mogą takie być. Zachęcam do lektury i refleksji nad naszym stosunkiem wobec tego, co wiemy i tego, co poza naszym zasięgiem.


Tylko ja będę mógł opowiedzieć tę historię. I wszyscy będą mnie słuchać, choćbym mówił bardzo długo.






Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu In Rock - Vesper!


niedziela, 2 czerwca 2019

"Biegacz" Bartłomiej Grubich


Opis z okładki:
Fragmenty życia, epizody składające się na jedną, spójną historię. Wiele historii... W Poznaniu odbywa się maraton. Rywalizacja z innymi biegaczami, z czasem i samym sobą. Czas przemyśleń, rachunku sumienia. W trakcie biegu przeszłość wraca, wracają bolesne wspomnienia, szkolne perypetie, wybryki, pierwsze naiwne miłości i zdrady... od tajemnic pogrzebanych głęboko w umyśle ciężko uciec. Jednocześnie trwa inny, swoisty bieg. Pościg za seryjnym, nieuchwytnym mordercą, którego ofiarą padają młode kobiety. Miasto. Przemoc. Pożądanie.


Ile historii może się pomieścić w jednym mieście, kiedy mieszka w nim kilkanaście milionów osób?




Moja opinia:
Dość nieoczywista i bardzo przyjemnie mi się ją czytało. Podzielona jest na dwie części poświęcone dwóm różnym osobom. Poprowadzone są w miarę chronologicznie, od dzieciństwa po dzień maratonu. Wspólny bieg jest tym co łączy dwie główne postaci, wokół tego dnia oplatają się historie i do niego zmierzają, krok po kroku ujawniając czytelnikowi coraz więcej szczegółów.


Biegnę tak, jak chciałem. Nie. Chciałem szybciej. Biegnę tak, jak mogę. 



Podczas czytania tej książki towarzyszyła mi mieszanka niepokoju i nostalgii. Często miałam ochotę wypomnieć bohaterowi, że to głupota, ewidentny błąd i to może się skończyć tylko źle. Ale nawet gdyby stał obok mnie i miałabym taką możliwość, wątpię by to cokolwiek pomogło. Obojętność, apatia, ignorowanie konsekwencji - obserwowałam jak powoli dążą do upadku. 


Wydawało mi się, że ma wygodne życie, ale naprawdę takie nie było. Było nijakie, pozbawione jakichkolwiek emocji, dobrych czy złych, chociaż ona tak nie uważała.



Gdzieś w połowie pierwszej połowy zaczęło to wszystko wyglądać jak opowieść o zobojętniałych facetach i bezsilnych kobietach. Szybko okazało się jednak, że kobiety w Biegaczu też mają destruktywne tendencje. Tylko Kamil, bohater pierwszej części, wykazywał zaangażowanie w stosunku do siostry, która starała się utrzymywać z nim jak najmniej kontaktu. Pozostałe relacje sprowadzały się do mniej lub bardziej toksycznych związków, które skazane były na dramatyczny koniec.


Wróciłem do domu. Usiadłem na krześle, przy stole w kuchni i siedziałem tak prawie pięć lat.



Czytało mi się ją przyjemnie, szybko i płynnie. Ciągłe napięcie i poczucie jakiejś zbliżającej się życiowej katastrofy skutecznie utrzymywało moje zainteresowanie na wysokim poziomie. Biegacz nie zmienił mnie raczej, za to dostarczył bardzo dobrej rozrywki. Polecam wszystkim zapracowanym - by na chwilę oderwać się od swojej rzeczywistości.


 Cieszę się, że zawsze coś się kończy, bo będzie coś nowego. 




Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu In Rock - Vesper!

środa, 29 maja 2019

Stosik nr 15


Dziś przychodzę do was z małym stosikiem. Jako że nadal jestem studentką równolegle na dwóch kierunkach dziennie, do tego dorabiającą, czasu mam niewiele. Na szczęście, sytuacja ta kończy się za miesiąc, kiedy to bronię swojego pierwszego w życiu  magistra (myślę, że może być więcej). Będzie smutno, już jest nostalgicznie, ale może nie dziś czas na rozpamiętywanie. 


Pierwsze trzy od góry książki dostałam od Wydawnictwa Vesper, za co serdecznie dziękuję. Matka (notka) S. E. Lynes już za mną. Zrobiła na mnie wrażenie i nadal zdarzy mi się w ciągu dnia o niej pomyśleć. Też o tym, ile miałam szczęścia rodząc się w kochającej, tradycyjnej, dużej rodzince, którą pozdrawiam!
Biegacza (notka) Bartłomieja Grubicha właśnie skończyłam i recenzja już niebawem. Musze jeszcze w głowie ułożyć to, co chcę o niej powiedzieć. 
Ostatnie dni Jacka Spraksa Jasona Arnoppa przypominają mi filmy Alfreda Hitchcocka z jakiegoś powodu i jestem jej bardzo ciekawa. 
Getting Things Programmed i Pełną Moc Możliwości zamówił dla mnie chłopak w wydawnictwie Helion, które co roku z okazji Dnia Książki organizuje promocję dwie książki za cenę jednej. Zawsze staram się z niej skorzystać.

Wyjątkowo bardzo cieszę się tymi książkami. Wciąż nie trafiły na półkę, tylko patrzą na mnie z biurka i czekają, aż sięgnę po kolejną. Tempo jak na mnie uważam za całkiem dobre i mam szczere zamiary je utrzymać, więc już niedługo ;)


Pozdrawiam!


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...