Takiej huśtawki emocji dawno nie przeżyłam

Takiej huśtawki emocji dawno nie przeżyłam
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prószyński i S-ka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prószyński i S-ka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 października 2014

"Samotność w sieci" Janusz L. Wiśniewski

Opis:
To powieść tak współczesna, że bardziej nie można: z Internetem, pagerem, elektronicznymi biletami lotniczymi, dekodowaniem genomu i SMS-ami. A przy tym tak tradycyjna jak klasyczna historia miłosna. Powieść o miłości w Internecie, Tej ostatecznej, tej o Której się marzy, Wiśniewski analitycznie i urzekająco relacjonuje tę miłość wprowadzając na przemian nastrój to niemal uroczystej czułości, aby kilka linijek dalej zadziwić odważnym erotyzmem, To także hołd składany wiedzy - splecione z wątkiem miłosnym historie o molekułach emocji, o tym, kto odkrył DNA i co się stało z mózgiem Einsteina. 

    Miała rację. Internet był taki. Przypominał trochę konfesjonał, a rozmowy - rodzaj grupowej spowiedzi. Czasami było się spowiednikiem, czasami spowiadanym. To czyniła ta odległość i ta pewność, że zawsze można wyciągnąć wtyczkę z gniazdka.  

Moja opinia:
Mam pewne trudności w opisaniu słowami swych odczuć wobec tej książki. Nie zrezygnuję jednak, nie pozostawię jej bez recenzji i zdecydowanie o niej nie zapomnę. Już zdążyła zapaść mi głęboko w pamięć.

To powieść tak współczesna, że bardziej nie można: z Internetem, pagerem, elektronicznymi biletami lotniczymi, dekodowaniem genomu i SMS-ami. A przy tym tak tradycyjna jak klasyczna historia miłosna. Powieść o miłości w Internecie, Tej ostatecznej, tej o Której się marzy, Wiśniewski analitycznie i urzekająco relacjonuje tę miłość wprowadzając na przemian nastrój to niemal uroczystej czułości, aby kilka linijek dalej zadziwić odważnym erotyzmem, To także hołd składany wiedzy - splecione z wątkiem miłosnym historie o molekułach emocji, o tym, kto odkrył DNA i co się stało z mózgiem Einsteina.

Zacznę chyba od tego, że pomysł na przedstawienie "internetowej" miłości jest jak najbardziej interesujący, ale samo wykonanie trochę kiczowate. Poruszające, ale wciąż kiczowate. Kobieta w średnim wieku rozpoczynająca rozmowę przez Internet, o jej problemach, ze zbyt pochłoniętym pracą mężem, z zupełnie obcym mężczyzną, który przypadkiem okazuje się być inteligentnym, czułym naukowcem z czterema tytułami... Zbyt piękne, żeby mogło choć wydawać się, że prawdziwe. Spodziewałam się mniejszej ilości niezwykłych zbiegów okoliczności. W dodatku on i ona są Polakami. No ja się pytam gdzie i kiedy takie historie mogą mieć miejsce i takie rozmowy jakie oni toczyli toczyć się mogą wśród dwóch osób polskiej narodowości. Nie żebym kwestionowała płomienną siłę naszych polskich uczuć, ale takie pokłady czułości i zaufania do nigdy nie widzianej na oczy osoby zdają się być bardzo nieprawdopodobne. Jakby nikt tutaj nie został ostrzeżony o niebezpieczeństwach płynących z takiego zachowania. Poprawcie mnie, jeśli tylko szukam dziury w całym, bo tak jak napisałam na początku, nie do końca wiem, co piszę. 
Ale wracając do bohaterów. Nie czułam niestety do nich sympatii. Podziw a nawet zazdrość owszem, ponieważ jego inteligencja a jej atrakcyjność to coś o czym marzę dniem i nocą, ale pokłady kiczowatości po prostu mnie rozbrajały. Jakub, niesamowicie inteligentny informatyk, matematyk, filozof, umiejący mnóstwo erotyków na pamięć jeszcze z czasów liceum, kochający muzykę poważną, którego największą miłością była głuchoniema studentka Natalia (zarówno poznanie się z nią jak i jej śmierć aż raziły po prostu śmieszną przesadą tudzież dramatyzmem) i ona, żyjąca na co dzień z mężczyzną, którego nie kocha, który praktycznie nie zwraca na nią uwagi, pisząca o swoich problemach z zupełnie obcym mężczyzną. Próbowałam mi, uwierzcie, z całych sił się z nimi zaprzyjaźnić, ale gdzie nie spojrzałam pojawiała się jakiś karykaturalny szczegół jak te erotyki, który doprowadzał mnie do szyderczego śmiechu. jakby autor wcisnął w tych bohaterów tyle romantyzmu i ckliwych cech, że już dawno przekroczył granicę przyzwoitości. No i oczywiście, jeśli mowa już o przyzwoitości, to nawet na moment nie dało się zapomnieć, że to opowieść o romansie. Nawet jeśli byli oddaleni od siebie o setki kilometrów, erotyzm kipiał z każdej ich rozmowy. Tego jednak do wad zaliczyć nie mogę. Podobnie jak tego, że momentami Samotność w sieci doprowadzała mnie do łez. Wtedy już kiczowatość nie miała dla mnie znaczenia i zaczynałam się zastanawiać, czy życie naprawdę może być takie śmiesznie, tandetnie emocjonujące. 

     Czy wiesz, że samotność to w przekonaniu ludzi najgorszy rodzaj cierpienia? To jest uniwersalne dla świata. W Nowym Jorku tak samo jak na Nowej Gwinei ludzie truchleją ze strachu przed samotnością i opuszczeniem, Czy wiesz, że według jednego z najstarszych hinduskich mitów stwórca powołał świat do istnienia tylko dlatego, że czuł się samotny? Czy wiesz, że amerykańskie podręczniki psychiatrii kwalifikują pustelnictwo jako form obłędu?


Widzę, że namieszałam nieźle w tej notce. W końcu sama nie wiem, czy polecam tę książkę czy nie. Decyzja czy po nią sięgnąć i tak od zawsze należy do was. Mogę zapewnić natomiast, że gdy przeczytacie ją, na miłość spojrzycie zupełnie innej, "internetowej" perspektywy.

Pozdrawiam!

Ocena: 6/10.



niedziela, 27 lipca 2014

"Szkatułka" Orson Scott Card


Opis:
Quentin Fears, młody amerykański milioner doświadcza przeżyć, które sprawiają, ze mimo bardzo racjonalnego stosunku do życia, musi uwierzyć w to, co niemożliwe. 
W jego najbliższym otoczeniu pojawiają się osoby tylko pozornie egzystujące w realnym świecie. Za sprawą owych demonów zła mimowolnie staje się bohaterem horroru - tak bowiem zmieniają jego życie. 



    - Trzeba ci wiedzieć, że czasem ludzie są zupełnie inni, niż się wydają na pierwszy rzut oka.
     - Wiem o tym, Wayne.
   - Niestety nie, Quen. Ponieważ ty jesteś dokładnie taki, na jakiego wyglądasz, zawsze zakładasz, że z innymi rzecz ma się podobnie. 


Moja opinia:
Mam za sobą już kilka spotkań z powieściami pana Carda i wszystkie były jak najbardziej udane. Należały jednak zdecydowanie do science-fiction, podczas gdy Szkatułce bliżej do fantasy. Czy i to spotkanie należy do przyjemnych? Zdecydowanie tak.


Powieści Orsona Scotta Carda niezaprzeczalnie mają w sobie coś intrygującego i sprawiają, że pozostają w pamięci na długo. Z Szkatułką było podobnie - zaintrygowanie pojawiło się już na pierwszej stronie.


Card opisywał wydarzenia zwięźle i w miarę szczegółowo. Od czasu do czasu wplatał żarciki, małe gierki słowne czy nawiązania do znanych powieści. Bohaterzy skonstruowani byli bardzo misternie i interesująco. Każdy z nich był wyjątkowy i jednocześnie zwyczajny. Ci, którzy spotkali się już z powieściami pana Carda, na pewno zauważyli, że najczęściej są oni ponadprzeciętnie inteligentni. Uczynienie z bohatera inteligenta i przekonanie czytelnika o jego naturalnym, niewymuszonym talencie również wymaga niemało pracy. Efekt zawsze jest niesamowity.


Jedyne, co mnie irytowało to zbyt drastyczna różnica między pierwszą jej częścią, a drugą. Niestety pojawią się SPOILERY, jako, że tylko w ten sposób wytłumaczę o co mi chodzi, więc wrażliwym zalecam ominięcie tego akapitu i rozpoczęcie polowania na Szkatułkę ;)


Mężczyzna, który w dzieciństwie przeżył stratę ukochanej siostry, staje się milionerem. Przez całe życie czuje się jednak samotny. Dopiero w wieku trzydziestu pięciu lat udaje mu się znaleźć kobietę, którą może pokochać. Decyduje się na ślub, choć ona wie o nim wszystko, a on o niej niewiele. Ona po roku małżeństwa zgadza się go przedstawić swym, jak sama mówi, zdziwaczałym rodzicom. Brzmiało to dla mnie na powieść obyczajową i zupełnie zapomniałam o rzekomych demonach zła, o których obecności miał mnie uświadomić opis na odwrocie książki. Zdążyłam się nawet przygotować na jak najbardziej przyziemne wydarzenia zakłócające ich sielankowe życie, może chorobę psychiczną Quentina. A tu nagle pojawiają się nawiedzony dom, duchy i sukub... Coś tutaj zgrzytało.


Szkatułka wiele razy zaskakiwała mnie zwrotami akcji, które za nic w świecie nie przyszłyby mi na myśl. Wielkie WOW. Obok tej książki nie można przejść obojętnie. Polecam!


Ocena: 9/10!


Pozdrawiam!


sobota, 20 lipca 2013

"Zapomniane" Cat Patric

Opis:
Mam problem: Widzę migawki przeszłości, jakby to były wspomnienia. Ale przeszłość jest dla mnie tajemnicą. Pamiętam, co będę miała na sobie jutro, i kłótnię, która zdarzy się dopiero po południu. Ale nie wiem, co jadłam wczoraj na kolację.

Radzę sobie dzięki notatkom, mamie i najlepszej przyjaciółce, Jamie, i system jakoś działa... Do czasu. Bo teraz wszystko się sypie. Jamie się buntuje. Mama mnie okłamuje. I nie widzę w swojej przyszłości chłopaka, za którym szaleję. Ale dzisiaj go kocham. I chciałabym zapamiętać na zawsze, jak bardzo...


    Pamiętam przyszłość. Pamiętam przyszłość i zapominam przeszłość. Moje wspomnienia - te złe, nudne i dobre - dotyczą tego, co jeszcze się nie wydarzyło. Więc czy chcę, czy nie - a nie chcę - będę pamiętać, jak stoję wśród ubranych na czarno postaci, otoczonych kamieniem i świeżo ściętą trawą, aż w końcu stanę wśród nich w rzeczywistości. Będę pamiętała pogrzeb póty, póki do niego nie dojdzie - póki ktoś nie umrze.
    A potem o nim zapomnę. 


Moja opinia:
Z powieścią Zapomniane spędziłam parę miłych chwil, choć spodziewałam się, że będzie ich więcej.


Książka wywarła na mnie ogólne wrażenie pisanej "na szybko". Tak jakby autorkę nagle nachodziły ciekawe pomysły, które chciałaby wykorzystać jak najszybciej i spisywała je na świeżo, aż w końcowym efekcie wyszła jej powieść.


Fabuła była nieco nieprzemyślana. Pomysł pamiętania przyszłości i zapominania przeszłości jest świetny i można było wyhodować wokół tego motywu bardziej rozbudowaną i interesującą akcję. Po małej przeróbce powieść bardziej nadaje się na bazę scenariusza filmu. Główna bohaterkę była zbyt samolubna, co rzuciło mi się w oczy podczas małego konfliktu z Luckiem w późniejszej części powieści. Mimo, że cały utwór kręci się wokół niej, jej osobowość nie jest dokładnie przedstawiona, jedynie zarysowana.


Mimo wszystko powieść Zapomniane pochłonęłam szybciutko, nie nudziłam się przy niej, potrafiła mnie rozbawić. Dlatego ocena siłą rzeczy nie może być niska. Miałam uczucie niedosytu. Mój czas z tą powieścią skończył się zbyt szybko, bym zdążyła się przywiązać do tego świata lub była nim oczarowana. Pewnie szybko o niej zapomnę. A szkoda, odrobinę więcej wyobraźni czy zaangażowania, a powieść mogła być naprawdę niesamowita.


Moja ocena: 7/10.


Pozdrawiam!


niedziela, 14 lipca 2013

"Gra Endera" Orson Scott Card

Opis:
Wobec śmiertelnego zagrożenia nadciągającego z kosmosy Ziemia przygotowuje swoją roń ostatecznej nadziei. Jest nią chłopiec, w którym odkryto niezwykły geniusz wojskowy.

Czas nagli, a przyszłość dwóch cywilizacji spoczywa w rękach dziecka...



Moja opinia:
Nieczęsto czytam powieści science fiction. Fantasy od zawsze jakoś bardziej do mnie przemawiało. Literatura science fiction wydaje mi się bardziej wymagająca.


Chyba trudniej jest przenieść się do świata robotów, innych planet, wojen w przestrzeni kosmicznej czy braku grawitacji, niż zobaczyć okiem wyobraźni choćby najdziwniejsze stwory żyjące w dziewiczych lasach czy w jaskiniach na stokach wysokich gór. Dodatkowo fabuła powieści science fiction przeważnie osadzona jest w przyszłości, czemu trudno się dziwić, to nieodzowny element, aby opisany poziom technologii był prawdopodobny. Natomiast nam dużo łatwiej wyobrażać sobie miejsca z przeszłości, bo o nich nie raz słyszeliśmy, choćby na historii.


Aby wyrobić sobie bardziej sprecyzowaną opinię na temat science fiction, sięgnęłam po Grę Endera, pierwszą część jednej z klasycznych serii tego gatunku. Na szczęście dla mnie, powieść bardzo miło mnie zaskoczyła.


Książka zawiera w sobie tyle treści, akcji i inteligencji, że najlepsze powieści jakiegokolwiek gatunku by się tego poziomu nie powstydziły. Fabule nie mogę absolutnie nic zarzucić, a pomysłowość autora wciąż mnie zaskakiwała.


Można powiedzieć, że powieść była przesiąknięta inteligencją. Nie mam pojęcia jak inaczej określić to odczucie. Mimo, że narracja jest trzecioosobowa, czytelnik towarzyszy Enderowi na każdym kroku, poznaje jego skomplikowane przemyślenia. Ten sześcioletni na początku utworu chłopiec jest niesamowicie spostrzegawczy, a co za tym idzie i twórca tej postaci taki musi być. Aż trudno uwierzyć, że autor rozpoczął pracę nad Grą Endera w wieku 26 lat. Szczerze podziwiam talent pana Carda. 


Polecam Grę Endera z całego serca nie tylko miłośnikom science fiction - oni zapewne już dawno zapoznali się z tą historię - ale również tym, którzy poszukują wartościowej, inteligentnej i bardzo wciągającej przygody. Na pewno się nie zawiedziecie ;)


Moja ocena: 10/10!


Pozdrawiam!

niedziela, 26 maja 2013

"Wielki Marsz" Stephen King

Opis książki: 
Mroczna, alegoryczna wizja przyszłości Stanów Zjednoczonych. Stu wybranych chłopców wyrusza w doroczny morderczy marsz - meta będzie tam, gdzie padnie przedostatni z nich. Tu nie ma miejsca na sportową rywalizację, ludzkie uczucia ani na zasady fair play, ponieważ gra toczy się o bardzo wysoką stawkę. Najwyższą z możliwych.


Zmarli są sierotami. Nie mają ojca, matki, dziewczyny, kochanki. Towarzyszy im tylko cisza, cisza jak skrzydełko ćmy. Koniec rozdzierającego bólu przy każdym ruchu, koniec długiego sennego koszmaru marszu drogą. Ciało w pokoju, w bezruchu. Cisza. Idealny mrok śmierci. 



Moja opinia:
Po przeczytaniu ostatniej strony tej książki, wierzcie mi lub nie, krążyłam po kuchni wymachując monotonnie drącymi rękami, zatopiona w myślach. Było to jakieś pół godziny temu. W głowie miałam kłębek chaotycznych myśli, zastawiałam się nie tyle nad drogą Garratiego, ile nad swoją własną.


Wielki Marsz, pierwsza powieść Stephena Kinga jaką miałam przyjemność poznać, to książka, której się nie rozważa czy rozpamiętuje. Ją się czuje. Po co pisać o autorze, bohaterach, fabule, gdy wystarczy wiedzieć, że ta książka poraża, opętuje, nie daje spokoju.


Nie jest tylko rozrywką która oderwie na moment od rzeczywistości, lecz wywołującą lekki stres drogą do własnego wnętrza. Czytelnik nie obserwuje, lecz idzie wraz ze stoma uczestnikami. Przeżywa swoje bóle i tęsknoty oraz przede wszystkim zastanawia się, po co w ogóle idzie.


Wielki Marsz to niesamowita metafora życiowej drogi. Warto, naprawdę warto przeczytać setki, tysiące książek, by odnaleźć tak rozwijającą czytelnika przygodę.


Na zakończenie tej w sumie krótkiej, ale pisanej prosto z wyrwanego z transu serca opinii, chcę dodać, że naprawdę nie rozumiem postępowania alkoholików i narkomanów niszczących sobie życia dla haju, gdy można tak odpłynąć po parusetstronicowej książce. 



Moja ocena: 100/10!

Pozdrawiam!

czwartek, 12 lipca 2012

"Tropiciel" Orson Scott Card

Opis:
Gruntowne szkolenie nauczyło Rigga dochowywać tajemnic. Tylko jego ojciec zna prawdę o niezwykłym darze syna - talencie widzenia ścieżek przeszłości. Lecz gdy ojciec ginie, Rigg ze zdumieniem dowiaduje się, jak wiele sekretów przed nim zataił. Tajemnic o przeszłości syna, jego tożsamości i przeznaczeniu. A kiedy Rigg odkrywa, że jego dar pozwala mu nie tylko widzieć przeszłość, ale również ją zmieniać, przyszłość nagle staje się co najmniej niepewna.


Przyrodzone dziedzictwo pcha go ku pokrętnej drodze, mimowolnie wikłając w rozgrywki dwóch stronnictw. Jedno pragnie wynieść go na tron, drugie pozbawić życia. Chcąc nie chcąc, musi podać w wątpliwość całą nabytą wiedzę, przezwyciężyć ograniczenia swojego talentu... i wyrzec się wpływu na własne przeznaczenie.


Moja opinia:
Najtrafniejsze określenie tej książki to genialna. Nie mam pojęcia, ile wiedzy należy zgromadzić i jak bardzo rozwiniętą wyobraźnię należy mieć, żeby napisać tak niesamowitą powieść. W dodatku nie ma absolutnie żadnego szczegółu, do którego mogłabym lub chciałabym się przyczepić.


Powieść została napisana przystępnym i ciekawym językiem. Orson Scott Card przedstawił wymyślony przez siebie świat w sposób nie pozwalający czytelnikowi na nudę. Od pierwszych stron akcja nabiera zawrotnego tempa. Bohaterowie wciąż znajdują się w niebezpieczeństwie. Z biedaków stają się bogaczami, a w momentach pozornego spokoju i bezpieczeństwa są ciągle obserwowani przez nieprzyjaciół. Przyjaźń Rigga i Umba jest poddawana licznym testom, a sami chłopcy dojrzewają i uczą się samodzielności. Ich niezwykłe umiejętności pomagają im ujść z życiem. W wielu książkach można znaleźć bohaterów na przykład czytających w myślach. Ale z darem widzenia dróg przebytych przez jakikolwiek żywy organizm w dowolnym czasie jeszcze się nie spotkałam.


Sama konstrukcja powieści jest bez zarzutu. Na początku każdego rozdziału dwie lub trzy strony opowiadają o wydarzeniach na pewnym statku kosmicznym. Początkowo są to jedynie dialogi pomiędzy niejakim Ramem, a zbędnym. Dopiero pod koniec wyjaśnia się co one miały wspólnego z przygodami Rigga i jego przyjaciół. Z czasem zauważałam pewne powiązania, ale odpowiedź na moje pytanie znalazłam dopiero w ostatnim rozdziale. W tym rozdziale bohaterowie dowiadują się również o misji, którą muszą wykonać, aby uratować swój świat. Ale nie będę wam psuła przyjemności odkrywania tych wszystkich tajemnic. Mogę jedynie namawiać was do sięgnięcia po te niesamowitą powieść. Moją reakcją po jej przeczytaniu było jedno wielkie Wow!



Moja ocena: 10/10!


Pozdrawiam!

środa, 9 maja 2012

"Wintercraft" Jenna Burtenshaw

Opis z okładki:
Oto świat, w którym śmierć jest nagrodą! Albion to jedyny kraj na świecie, w którym rodzą się Utalentowani - ludzie obdarzeni różnymi nadprzyrodzonymi zdolnościami. Najpotężniejszą z nich jest umiejętność posługiwania się zasłoną dzielącą świat żywych i zaświaty. Wiedza na temat tego Talentu została zgromadzona w księdze Wintercraft, której poszukuje żądna władzy, okrutna członkini Wielkiej Rady - Da'ru.



Moja opinia:
Wintercraft czytało mi się całkiem przyjemnie. Świat opisywany w utworze prezentował się naprawdę fascynująco. Temat panowania nad życiem i śmiercią nie uważam jeszcze za bardzo oklepany, choć może po prostu nie trafiałam na podobne powieści zbyt często.


Natomiast nie spodobało mi się to, że autorka za bardzo skupiała się na przedstawieniu świata i relacjonowaniu wydarzeń, przez co niewystarczająco dopracowała bohaterów. Wiemy doskonale jaka jest ich przeszłość i poczynania w teraźniejszości, ale brakuje przedstawienia ich cech charakteru, osobowości. Tak naprawdę nie dostajemy wiele więcej niż suche fakty. Na szczęście, nie przeszkadzało mi to na tyle, by zniechęcić do czytania. 


Książka jest jak najbardziej godna uwagi. Niedopracowanie bohaterów wynagradza szybka akcja i bardzo ciekawy pomysł na fabułę. Jestem zdziwiona, że w opisie nie napisano nic o Silasie, a to przecież bardzo ważna postać - właściwie moja ulubiona. Ale nie napiszę dlaczego - musicie przekonać się sami ;P


Moja ocena: 7/10.

Pozdrawiam!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...