Takiej huśtawki emocji dawno nie przeżyłam

Takiej huśtawki emocji dawno nie przeżyłam

niedziela, 14 lipca 2013

"Gra Endera" Orson Scott Card

Opis:
Wobec śmiertelnego zagrożenia nadciągającego z kosmosy Ziemia przygotowuje swoją roń ostatecznej nadziei. Jest nią chłopiec, w którym odkryto niezwykły geniusz wojskowy.

Czas nagli, a przyszłość dwóch cywilizacji spoczywa w rękach dziecka...



Moja opinia:
Nieczęsto czytam powieści science fiction. Fantasy od zawsze jakoś bardziej do mnie przemawiało. Literatura science fiction wydaje mi się bardziej wymagająca.


Chyba trudniej jest przenieść się do świata robotów, innych planet, wojen w przestrzeni kosmicznej czy braku grawitacji, niż zobaczyć okiem wyobraźni choćby najdziwniejsze stwory żyjące w dziewiczych lasach czy w jaskiniach na stokach wysokich gór. Dodatkowo fabuła powieści science fiction przeważnie osadzona jest w przyszłości, czemu trudno się dziwić, to nieodzowny element, aby opisany poziom technologii był prawdopodobny. Natomiast nam dużo łatwiej wyobrażać sobie miejsca z przeszłości, bo o nich nie raz słyszeliśmy, choćby na historii.


Aby wyrobić sobie bardziej sprecyzowaną opinię na temat science fiction, sięgnęłam po Grę Endera, pierwszą część jednej z klasycznych serii tego gatunku. Na szczęście dla mnie, powieść bardzo miło mnie zaskoczyła.


Książka zawiera w sobie tyle treści, akcji i inteligencji, że najlepsze powieści jakiegokolwiek gatunku by się tego poziomu nie powstydziły. Fabule nie mogę absolutnie nic zarzucić, a pomysłowość autora wciąż mnie zaskakiwała.


Można powiedzieć, że powieść była przesiąknięta inteligencją. Nie mam pojęcia jak inaczej określić to odczucie. Mimo, że narracja jest trzecioosobowa, czytelnik towarzyszy Enderowi na każdym kroku, poznaje jego skomplikowane przemyślenia. Ten sześcioletni na początku utworu chłopiec jest niesamowicie spostrzegawczy, a co za tym idzie i twórca tej postaci taki musi być. Aż trudno uwierzyć, że autor rozpoczął pracę nad Grą Endera w wieku 26 lat. Szczerze podziwiam talent pana Carda. 


Polecam Grę Endera z całego serca nie tylko miłośnikom science fiction - oni zapewne już dawno zapoznali się z tą historię - ale również tym, którzy poszukują wartościowej, inteligentnej i bardzo wciągającej przygody. Na pewno się nie zawiedziecie ;)


Moja ocena: 10/10!


Pozdrawiam!

9 komentarzy:

  1. Do tej pory nie czytałam science fiction praktycznie w ogóle. Tak jak Ty wole zwykle fantasy. Bardziej do mnie przemawia. Jednak znów przekonałaś mnie do zabrania się za nową serię. Trzeba próbować czegoś nowego. Myślę, że ta książka byłaby dobra na początek. ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Choc nie przepadam za science-fiction to jednak po takiej ocenie jestem skłonna się nad tą powieścią zastanowić :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Łał, nie myślałam, że ta książka jest tak fenomenalna. Zachęciłaś mnie i to skutecznie, ale zamierzam tę książkę kupić nie dla siebie, tylko dla mojego bratanka, który jest zagorzałym miłośnikiem science fiction.

    OdpowiedzUsuń
  4. czytałam jedną książkę tego autora i raczej jego styl i gatunek nie dla mnie - dość opornie mi się czytało :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zamierzam to przeczytać jeszcze przed ukazaniem się ekranizacji książki. :) Powinno mi się spodobać. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie lubie ksiazek z tego gatunku, dlatego nie przeczytam

    OdpowiedzUsuń
  7. To żeś mnie zachęciła! Ja również nie mam doświadczenia z literaturą sf ale sądzę, że powinnam spróbować tego gatunku, żeby wyrobić sobie o nim jakieś zdanie... Jak gdzieś Grę Endera zobaczę, to na pewno dorobię się jej i przeczytam;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Niech żyje kukurydza! I Inne GMO

    Czy Ender miał dwie głowy? Albo Groszek? Ach, Groszek... no tak. Ale Ender nie.
    Dla mnie "Gra Endera" to nie jest klasyka fantastyki, tylko klasyka literatury sponsorowanej. Oto Ziemia dławi się przeludnieniem, oto los (niczym Deus ex machina) podrzuca ludzkości dwóch zbawców.
    Ewolucja czy inżynieria? - zapytacie. - To przecież bardzo daleko od GMO.
    Może i tak, ale dla producenta herbicydów to i tak lepiej, niż wersja biblijna/religijna.
    Tak więc mamy dwóch zbawców: jeden z hodowli i doboru (nienaturalnego), a drugi z inżynierii genetycznej.
    Zatem nie bójcie się gmerania przy genach dzieciątka, to może dać nam wspaniałe efekty, to się może przydać gdy zaatakują nas owady z kosmosu...
    Niech sobie zgredy pierniczą o zagrożeniach, a my i tak wiemy - GMO jest cool! Przecież SF to najprawdziwsza prawda...

    OdpowiedzUsuń
  9. Strasznie chciałabym to przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...