
Pan Tomasz dziedziczy po wujku wynalazcy murowany garaż wraz z przechowywanym w nim pokracznym samochodem. Mimo brzydoty pojazdu, zaciekawiony dziwnymi właściwościami samochodu, postanawia go zatrzymać. Wyrusza w okolice Ciechocinka na poszukiwania ukrytych tam podczas drugiej wojny zbiorów muzealnych. Wyprawa okaże się fascynującą, choć niebezpieczną przygodą.
Narzekacie, że tylko w książkach młodzi chłopcy przeżywają przygody. Nie szukajcie przygód, bo ich nie znajdziecie, przygoda sama do was przyjdzie. Tylko że ona nie lubi leniwych. Trafia do tych, którzy mają oczy szeroko otwarte i zauważą jej znak.
Moja opinia:
Z ogromną przyjemnością powróciłam w tym tygodniu do przygód Pana Samochodzika. Pierwszy raz zetknęłam się z serią jeszcze w podstawówce i już wtedy była ona dość stara, bo pierwsze wydanie Wyspy Złoczyńców pochodzi z 1964. A wciąż pojawiają się nowe odsłony. Seria jest więc ponadczasowa i zdecydowanie godna poznania.
Głównym bohaterem jest pan Tomasz, który po śmierci wujka Gromiły przedziwny samochód. Opisuje go tak:
Wyobraźcie sobie czółno odrapane, zielonkawo-żółte, z zaciekami brązowymi i granatowymi, na czterech kółkach, z którymch dwa tylne mają szprychy, a dwa przednie ich nie posiadają. Na tym czółnie znajduje się brezentowy wypłowiały namiot koloru khaki. W namiocie tym są celuloidowe okienka - z tyłu i z boku. (...) Reszta namiotu zabudowana jest jakimiś dziwacznymi mechanizmami.
Podczas podróży takim pojazdem, pan Tomasz musiał się nasłuchać przeróżnych ubliżań, ale z czasem samochód okazywał się mieć całkiem sporo ukrytych udoskonaleń i wygląd powoli przestawał mieć dla niego znaczenie. Niechciany prezent stał się szansą na upragniony urlop nad Wisłą oraz okazją do przeżycia niesamowitych przygód, które już wkrótce miały naszego bohatera odnaleźć.
Bo przygody nie trzeba szukać. Ona zjawia się sama. Przychodzi w najbardziej niespodziewanych momentach i w nieoczekiwanej postaci, najczęściej, gdy nie spodziewamy się jej, nie pragniemy jej, gdy nie jest nam ona potrzebna.
Podczas urlopu pan Tomasz ma odnaleźć zaginione zbiory dziedzica Dunina. Rozbija namiot nad Wisłą, w okolicach Torunia i Ciechocinka, po czym rozpoczyna śledztwo.
Powieść pana Nienackiego jest napisana prostym językiem, bardzo łatwym w odbiorze, więc wciągnąć się lekturę było mi niezwykle łatwo. Gdybym nie wiedziała, jak stare jest pierwsze wydanie, nie zauważyłabym podstarzałych akcentów w języku. Natomiast na szczególną uwagę zasługuje tu kreacja postaci. Pan Tomasz zauroczył mnie uprzejmością, inteligencją i odwagą w kontakcie z nieznanym.
Pan jest tajemniczym osobnikiem. Przybył pan tu nie wiadomo skąd i nie wiadomo, w jakim celu. Nie mamy pretensji, że nie chce pan nam tak od razu zdradzić swojej tajemnicy, ale będziemy pana odwiedzać i być może okażemy się godni pańskiego zaufania.

Historia i antropologia były tu omawiane dość dokładnie, bo bez dobrego poznania kontekstu, trudno byłoby rozwiązać sprawę zaginionych zbiorów, ale wszystkie naukowe wyjaśnienia były napisane językiem równie przystępnym, jak pozostała część powieści. Nawet ci, którym z historią nie po drodze, nie zostaną odstraszeni.
Podsumowując, Wyspa złoczyńców to lektura bardzo przyjemna, a do tego ponadczasowa, bo zdążyła się dobrze zakorzenić w polskim kanonie przygodowych powieści dla szczególnie młodych czytelników, ale nie tylko. Serdecznie polecam!
Cóż poczyniliście do tej pory dla przywołującej was przygody?
Moja ocena: 10/10!
Pozdrawiam!
Pozdrawiam!