
Opis książki:
Oto James Bond: uroczy, wytworny, przerażająco bezwzględny i śmiertelnie niebezpieczny. W pierwszej z powieści Fleminga o przygodach agenta 007 Bond ma do spełnienia wyjątkową misję: musi unieszkodliwić - ale tylko przy stole do gry w bakarata - Le Chiffre'a, radzieckiego tajnego agenta i zarazem groźnego hazardzistę. Może wtedy Sowieci go "odsuną". Wygląda na to, że szczęście jest po stronie Bonda - Le Chiffre przegrywa partię o najwyższą stawkę. Jednak nie wszyscy grają fair, uczucia Bonda do pięknej agentki pakują go w kłopoty i gdyby nie przybycie niespodziewanego wybawcy...
To człowiek bez reszty oddany pracy (...). Nie wyobrażaj sobie, że to zabawa. Facet nie myśli o niczym oprócz zadania, a wtedy praca z nim to istne piekło. Ale jest zawodowcem. Takich mamy niewielu, więc nie będziesz tracić czasu. Do tego facet jest przystojny, więc nie zakochuj się w nim. Nie sądzę, żeby miał serce.
Moja opinia:
Sięgnęłam po tę książkę, pragnąc się wreszcie dowiedzieć, co sprawiło, że historia o 007 odniosła tak ogromny sukces. Od dawna zastanawiało mnie to, dlaczego tak wiele mówi się o filmach o sławnym agencie, a jednak niewielu ludzi wie, że ma on swój pierwowzór powieściowy. Myślę, że doskonałej wręcz odpowiedzi udzielił Wojciech Orliński w dołączonym do wydania z 2006 roku Posłowiu. Przytoczę więc ten fragment poniżej (nie jest to część powieści, a jedynie dodatek, wiec mam nadzieję, że ten mały przejaw nadgorliwości nie będzie wielką zbrodnią :D ).
Zawrotny sukces powieści Fleminga nie wynikał przecież ani z tego, że miały coś szczególnie interesującego do powiedzenia na temat szpiegowskiego rzemiosła, ani ze szczególnie wartkiej akcji, ani nawet z tego, że bohater pije wyszukane drinki i uwodzi piękne kobiety. (...) Gdzie więc Ian Fleming znalazł swój złoty klucz do sukcesu? Umberto Eco zwracał uwagę na bardzo sztywną strukturę narracyjną opowieści o Bondzie, a zwłaszcza relacji w trójkącie Bond - główny szwarccharakter danej opowieści - "dziewczyna Bonda".
Przeciwnik Bonda często jest kimś dorównującym mu siłą, inteligencją czy wymyślnymi gadżetami przydatnymi w pracy szpiega lub szalonego naukowca. Często można się nawet zastanawiać nad tym, czy mowa o dorównywaniu czy już o przewyższaniu, skoro dramatyczna konfrontacja Bonda z jego przeciwnikiem zawsze musi się skończyć pojmaniem bohatera i poddawaniem do jakimś wymyślnym torturom.
Jeśli Bond na koniec zwycięża - to nie dzięki swojej sile, ale dzięki temu, że jego przeciwnik niepotrzebnie wdaje się w jakieś długie monologi o swoich planach podboju świata, przerywane czasem demonicznym "ha! ha!"., albo po prostu dzięki przypadkowi. Do Bonda pasuje raczej tytuł "Szpieg, który miał dużo szczęścia" niż "Szpieg, który był doskonałym fachowcem". (...)
"Dziewczyna Bonda" z kolei według schematu może być groźną przeciwniczką, teoretycznie nawet równorzędną Bondowi lub przewyższającą go jakąś specjalistyczną wiedzą. Ma jednak zasadniczą słabość: jest nią zawsze emocjonalna niestabilność. Miotając się między uczuciem żywionym wobec przeciwnika Bonda czy wobec innych mężczyzn a nieodpartym urokiem agenta 007, papkuje się w coraz gorsze tarapaty prowadzące często do jej śmierci. Na szczęście,nim zginie, pisarz pozwala jej zwykle łaskawie doznać największej możliwej rozkoszy, jakiej kobieta może zaznać na tym padole - pieszczot samego komandora Bonda.
Nie mogłabym lepiej niż pan Orliński podsumować wrażeń po lekturze pierwszej powieści z serii Agent 007. Niewątpliwy urok książki tkwi w sztywności i zwięzłości, która podkreśla bezwzględność, profesjonalność Bonda oraz całkowite oddanie swej pracy i jednocześnie zapobiega irytującemu przejaskrawieniu.
Bardzo przyjemnie było na parę dni zagłębić się w męski świat, w którym żyje się szybko i intensywnie. Grzechem byłoby zrezygnować z lektury Casino Royale mając już powieść w ręce ;)
Moja ocena: 9/10.
Pozdrawiam!

Przeciwnik Bonda często jest kimś dorównującym mu siłą, inteligencją czy wymyślnymi gadżetami przydatnymi w pracy szpiega lub szalonego naukowca. Często można się nawet zastanawiać nad tym, czy mowa o dorównywaniu czy już o przewyższaniu, skoro dramatyczna konfrontacja Bonda z jego przeciwnikiem zawsze musi się skończyć pojmaniem bohatera i poddawaniem do jakimś wymyślnym torturom.
Jeśli Bond na koniec zwycięża - to nie dzięki swojej sile, ale dzięki temu, że jego przeciwnik niepotrzebnie wdaje się w jakieś długie monologi o swoich planach podboju świata, przerywane czasem demonicznym "ha! ha!"., albo po prostu dzięki przypadkowi. Do Bonda pasuje raczej tytuł "Szpieg, który miał dużo szczęścia" niż "Szpieg, który był doskonałym fachowcem". (...)
"Dziewczyna Bonda" z kolei według schematu może być groźną przeciwniczką, teoretycznie nawet równorzędną Bondowi lub przewyższającą go jakąś specjalistyczną wiedzą. Ma jednak zasadniczą słabość: jest nią zawsze emocjonalna niestabilność. Miotając się między uczuciem żywionym wobec przeciwnika Bonda czy wobec innych mężczyzn a nieodpartym urokiem agenta 007, papkuje się w coraz gorsze tarapaty prowadzące często do jej śmierci. Na szczęście,nim zginie, pisarz pozwala jej zwykle łaskawie doznać największej możliwej rozkoszy, jakiej kobieta może zaznać na tym padole - pieszczot samego komandora Bonda.
Nie mogłabym lepiej niż pan Orliński podsumować wrażeń po lekturze pierwszej powieści z serii Agent 007. Niewątpliwy urok książki tkwi w sztywności i zwięzłości, która podkreśla bezwzględność, profesjonalność Bonda oraz całkowite oddanie swej pracy i jednocześnie zapobiega irytującemu przejaskrawieniu.
Bardzo przyjemnie było na parę dni zagłębić się w męski świat, w którym żyje się szybko i intensywnie. Grzechem byłoby zrezygnować z lektury Casino Royale mając już powieść w ręce ;)
Moja ocena: 9/10.
Pozdrawiam!
- Otaczaj się ludźmi, mój drogi Jamesie. Za nich łatwiej walczyć niż za zasady. - Roześmiał się. - Ale nie wystawiaj mnie do wiatru i nie zmieniaj się zupełnie w człowieka, bo stracimy naprawdę wspaniałą maszynę.