Takiej huśtawki emocji dawno nie przeżyłam

Takiej huśtawki emocji dawno nie przeżyłam

czwartek, 10 kwietnia 2025

"Zrzutka Haywardów" Janice Hallett

Opis Wydawcy:

250 tysięcy funtów. 500 stron poszlak. 15 podejrzanych.

Co wydarzyło się w Lockwood?

Ktoś ukrywa prawdę.

Ktoś podejrzewa oszustwo.

Ktoś jest gotów zabić.

W sennym miasteczku Lockwood wszyscy się znają. Gdy u dwuletniej Poppy lekarze diagnozują rzadkiego raka mózgu, jej bogata i wpływowa rodzina organizuje zbiórkę. Leczenie kosztuje fortunę a choroba szybko postępuje. Mieszkańcy się mobilizują, by wygrać wyścig z czasem. Ale pod maską dobroczynności kryją się zazdrość, sekrety, obsesje i manipulacje, które prowadzą do zbrodni.

Zrzutka Haywardów to coś więcej niż kryminał – to wyzwanie rzucone czytelnikowi.

Zbieraj tropy ukryte na kartach książki. Analizuj najmniejsze szczegóły. Pamiętaj – wszyscy mają coś na sumieniu! A morderca? Jest zawsze krok przed tobą.


Żyjemy w świecie, w którym obrazki mówią więcej niż słowa.


Moja opinia:

W niewielkim miasteczku Lockwood pewna bogata rodzina organizuje zbiórkę pieniędzy na rzecz Poppy, która padła ofiarą rzadkiego nowotworu. Pod pozorem dobroczynności kryje się jednak wiele tajemnic. W końcu najciemniej jest pod latarnią. 


Wierz mi, świat jest pełen bardzo bogatych ludzi, którzy czekają na okazję, by ulżyć sobie w poczuciu winy, trzeba tylko do nich dotrzeć.


W "Zrzutce Haywardów" forma jest wyjątkowa, szczególnie jak na kryminał. Opowieść składa się z maili i smsów. Czytając, starałam się zwracać uwagę na każdy szczegół. Właściwie nie ma podpowiedzi dla czytelnika. W gąszczu powitań, relacji co tam u kogo słychać, trzeba znaleźć drogę do sedna sprawy. 

Przyznaję, że było to miejscami nużące. Akcja tutaj nie rozwija się zbyt szybko. Trzeba być cierpliwym. Ale wyobrażam sobie, że ta forma jest znacznie bliższa do tego, z czym mierzą się detektywi w rzeczywistości - z falą danych, z których większość jest nieistotna tak naprawdę, a diabeł tkwi w szczegółach.


Łatwo zapomnieć, że wszystko ma swoją cenę.


Polecam "Zbiórkę" wszystkim, którzy kochają kryminały i chcą spróbować swoich sił z nową formą, doświadczyć czegoś jedynego w swoim rodzaju. Tym, którzy są gotowi na wyzwanie intensywnego uruchomienia szarych komórek, by w gąszczu wymienianej korespondencji odnaleźć drogę do prawdy.


Pozdrawiam!

poniedziałek, 24 marca 2025

"Utracona godzina" Marcin Mortka

Opis Wydawcy:

Wieść niesie, że Mads Voorten – Ostrze Burzy i jeden z najsłynniejszych dowódców powstania przeciwko Tuistanom – zginął podczas szturmu na Brzask. Zakrawa to na ironię losu, bo sami Tuistanie porzucili zagrabione ziemie bez walki. Skoro jednak Voorten zginął, to kto ściga wycofującą się armię wroga? I przed czym cofa się owa armia?

Radość ze zwycięstwa podszyta jest niepewnością, tym bardziej że w stronę Brzasku zmierzają delegacje wyzwolonych królestw, by radzić nad przyszłością Rozkrzyczanych Krain. Elinaare, była Smocza Strażniczka, a obecnie namiestniczka zdobytej stolicy, wie, że negocjacje będą równie zaciekłe jak dotychczasowe boje, a jednocześnie dręczy ją przeczucie, że zwycięstwo przyszło zbyt łatwo.


Wycie zimowych wichrów to zwiastun nadejścia złych dni.


Moja opinia:

“Utracona godzina” to godna kontynuacja serii “Straceńcy Madsa Voortena”. Równie szybka w akcji, tak samo bezwzględnie wciągająca, może nawet nieco bardziej. Dostarczyła mi świetnej rozrywki w miniony weekend.


Znów poczuł się częścią czegoś większego.


Mamy przyjemność w tej części pobyć nieco częściej z bohaterami nie będącymi Madsem. Poznajemy znacznie bliżej Bielika, który jest intrygującą postacią, pełną ambicji i tłumionego gniewu. Jestem bardzo ciekawa co go czeka dalej w tej opowieści. Do tego Elinaare, która dźwiga na barkach sporą odpowiedzialność z gracją damy. Wróżyłam tutaj jakiś wątek romantyczny z jej udziałem, ale cieszę się finalnie, że fabuła poszła w innym kierunku.


Mogliby jednak zwracać się do mnie z większym przerażeniem, nie sądzisz?


Znów spędziłam kilka pięknych godzin z bohaterami pana Mortki. Czuję, że nie spocznę, póki nie poznam wszystkich książek, jakie dotąd wyszły spod jego ręki. Jeszcze nie zawiodłam się na żadnej. Dobrze, że kolejny tom z serii “Straceńcy Madsa Voortena” już czeka na mojej półce.


Idę już do ciebie.


poniedziałek, 3 lutego 2025

"Sklep pory deszczowej" You Yeong-Gwang

Opis Wydawcy:

Pierwszego dnia monsunu w starym, zrujnowanym budynku otwiera swoje podwoje niezwykły sklep. W jego zakątkach ulokowano magiczne księgarnie, salony fryzjerskie i perfumerie, słowem wszystko, czego tylko dusza zapragnie. Ale wstęp wymaga specjalnego zaproszenia.

Serin, która mieszka z matką w ciasnym mieszkanku i marzy o lepszym życiu, nie może uwierzyć swojemu szczęściu, gdy otrzymuje upragniony bilet. Ma nadzieję, że gdy tylko znajdzie się w środku, spełni swoje marzenie, by zamienić obecne życie na nowe – dostatnie i szczęśliwe.

W towarzystwie kota Isshy, śledzona przez tajemniczy cień, Serin wyrusza ku pełnej pułapek i niespodzianek przygodzie. Wkrótce dowiaduje się, że na wybranie idealnego życia i znalezienie prawdziwego szczęścia ma tylko siedem dni. Jeśli nie podoła wyzwaniu, na zawsze zostanie uwięziona w sklepie…

Czy tydzień to dość czasu, by określić czego naprawdę pragniesz?


Dlaczego nic nie potrafię zrobić dobrze? 


Moja opinia:

Prawdziwie urocza to była książka. Lekka w przyswajaniu, a tak poważna i głęboka w swej treści. 


Jest równie godny pożałowania jak ja, przemknęło jej przez myśl.


Serin pochodzi z bardzo ubogiej rodziny. Wychowuje ją samotnie matka, ledwie wiążąca koniec z końcem. Trudna codzienność jest dla dziewczynki polem do marzeń. Gdyby tylko została wreszcie doceniona za swój talent do taekwondo. Gdyby inne dzieciaki przestały traktować ją z góry. Gdyby miała z kim porozmawiać o tym, co ją naprawdę trapi... Na szczęście dostaje zaproszenie do miejsca, w którym będzie mogła odmienić swój los. Musi tylko pamiętać, by wyjść ze sklepu na czas. A to naprawdę nie takie łatwe, znaleźć to właściwe szczęście...


Czy byłaby Pani skłonna odsprzedać nam swoje nieszczęście? W zamian oferujemy niepowtarzalną szansę, by wymienić je na jedno ze szczęść dostępnych w naszym sklepie. 


Nie spodziewałam się, aż tak baśniowej krainy po drugiej stronie tajemnicy sklepu pory deszczowej. Ta historia znacznie bardziej pasowała do baśni dla dzieci, niż dla dorosłych, ale mojej duszy to w ogóle nie przeszkadzało. Nasyciłam się przesłodkim dobrem płynącym z serca Serin i polubiłam jej towarzystwo. 


Miłość to jednak piękna rzecz. Zazdroszczę ci takiej odwagi. 


Przesłanie nie było schowane zbyt głęboko. Raczej dość banalne. Takie chyba musiało być, przez swoją uniwersalność. Mimo wszystko bardzo przyjemne godziny spędziłam z tą historią. Udało się jej pokrzepić moje zmęczone codziennością serce. Polecam wszystkim poszukującym lekkiej baśni na dobranoc. 


Pozdrawiam!


sobota, 25 stycznia 2025

"Tajne przez magiczne" Katarzyna Wierzbicka

Opis Wydawcy:

Agata Filipiak przechodzi trudny okres w życiu zawodowym. Rzuca stabilną posadę redaktorki i zatrudnia się w przedszkolu na stanowisku woźnej. Niestety w nowym miejscu pracy musi radzić sobie nie tylko z niesfornymi podopiecznymi, ale również ze zjawiskami paranormalnymi i siejącymi spustoszenie demonami. A te są bardziej niebezpieczne niż gniew pani dyrektor czy bunt czterolatka. No chyba że takiego obdarzonego magicznymi mocami .Jakby tego było mało, Agata odkrywa coś, o czym w ogóle nie powinna wiedzieć…

Sprawdź, co się dzieje za zamkniętymi drzwiami przedszkola i co pozostaje ukryte dla zwykłych śmiertelników! W końcu tajne może oznaczać naprawdę magiczne.



Tylko jak w świecie, który zwariował, odróżnić sny od rzeczywistości?


Moja opinia:

Ubawiłam się z tą książką. To świetna, lekka fantastyka z bohaterką, która co drugie zdanie zamienia w ripostę prosto z niezręcznego stand-upu.


Obiecałam sobie, że jeśli mnie zabiją, to zostanę najwredniejszym duchem, jaki kiedykolwiek nawiedzał jakiekolwiek przedszkole.


Generalnie życie Agaty to raczej pasmo nieszczęść niż sukcesów. Hmm nawet przeciętnie nie było. Uwaga z opisu wydawcy o rzuceniu stabilnej posady redaktorki jest mocno na wyrost - mało dobrowolna to była decyzja, wręcz konieczna. Ośmieszyła się całkowicie przed byłymi współpracownikami i z łątką wariatki nic już nie zostało do zdziałania w byłym miejscu zatrudnieniu. Niewyparzony język jeszcze nie raz wpędzi ją w tarapaty.


 Jak umierać, to w czystych majtkach.


Nie sądziłam, że historia osadzona w przedszkolu spodoba mi się tak bardzo. Dzieciaki był równie ciekawymi bohaterami, co dorośli, nieoczywistymi, po swojemu heroicznymi lub uparcie złośliwymi dla wszystkich wokół. 


Wszyscy powinniśmy być piękni, młodzi i bogaci, faceci nie powinni kłamać, dzieci umierać w dzieciństwie, a matki zostawiać swoich córek na pastwę losu, jakby te były lalkami, które straciły już urok nowości.


Bardzo się cieszę, że teraz ta książka pojawiła się na mojej drodze. Akurat zaczynało się robić ciężko w pracy. Co naładowałam baterie dystansu, to moje. 




Pozdrawiam!

poniedziałek, 13 stycznia 2025

"Zbrodnie zimową porą" Agatha Christie

Opis Wydawcy:

Zbiór dwunastu zimowych zagadek kryminalnych pióra mistrzyni gatunku.

Dni robią się coraz krótsze, a w powietrzu już czuć zbliżającą się zimę. Najprzyjemniej byłoby usiąść przed kominkiem, w którym wesoło trzaska ogień, i zatopić się w lekturze opowiadań Królowej Kryminału. Tu niebezpieczeństwo może pojawić się zewsząd – wraz z tajemniczymi gośćmi, w zatrutych smakołykach, a nawet w świątecznych podarunkach.

„Zbrodnie zimową porą” to lektura obowiązkowa dla wszystkich miłośników twórczości Agathy Christie i kolejna okazja, by powrócić do jej nieśmiertelnych bohaterów: Herkulesa Poirota i panny Marple.



Japp to "młoda generacja pukająca do drzwi". Ma foi, są tak zajęci pukaniem, że nie widzą, iż drzwi są otwarte!


Moja opinia:

Ogromnie się cieszę, że miałam przyjemność poznać "Zbrodnie zimową porą" jeszcze tej zimy. Przygotowywałam ciepłe kakao, zakopywałam się pod kołdrą i z choinkowymi łakociami pod ręką, poznawałam historię za historię.


Czas nie likwiduje pytań, przedstawia je tylko na nowo, w innym ujęciu.


"Zbrodnie zimową porą" to zbiór dwunastu opowiadań. Część z Herkulesem Poirot w roli głównej, część z panną Marple. Wszystkie w zimowej atmosferze, z śniegiem za oknem i świąteczną atmosferą przy stole. I morderstwem oczywiście. Każde opowiadanie miało swój mały twist, swoją zbrodnię i spektakularne rozwiązanie zagadki. Krótka forma opowiadań wydała mi się lekka, relaksująca, idealna na poświąteczny czas.


Mademoiselle, czasami psu myśliwskiemu trudno jest trafić na trop, ale jak już nań trafi, nic na świecie nie zawróci go z drogi! Naturalnie, jeśli to dobry pies myśliwski. A ja, mademoiselle, Herkules Poirot, jestem psem doskonałym. 


To była czysta przyjemność pobyć jeszcze kilka wieczorów w światach stworzonych przez Agathę Christie. Całe szczęście, że stworzyła tak wiele historii, z których większość jeszcze przede mną.


Boże Narodzenie jest tylko raz w roku - powiedział mężczyzna sentencjonalnie. - Tak mówiły nasze prababki, i podejrzewam, że jest w tym wiele prawdy. 



Pozdrawiam!

sobota, 4 stycznia 2025

"Mroźny szlak" Marcin Mortka

Opis Wydawcy:

Mads Voorten - charakternik i dowódca znany z szaleńczej odwagi - nie zatrzyma się przed żadną przeszkodą, nieważne, czy to wrogi oddział, rozszalały smok, czy Wieczna Zamieć. 

W czasie, gdy ciemiężone od stulecia narody Rozkrzyczanych Krain chwyciły za broń i wydały wojnę swym oprawcom, Mads Voorten, daleko od linii frontu, przemierza mroźne guchoborskie góry. Uwikłany w krasnoludzką intrygę, zmaga się z niebezpieczeństwami, by przyjść z pomocą swej kompanii, do której należą między innymi niewidomy uzdrowiciel, zagubiony w ludzkim świecie elf i prostoduszny telepata. Równolegle musi sobie poukładać stosunki z niezmiernie osobliwą smoczycą.

Mads Voorten jeszcze nie wie, że przyjdzie mu dokonać niezwykłych czynów, z których każdy wpłynie na losy wojny.

Nie wie, że czekają go szaleńcze szarże i zaciekłe boje, a także spotkania z dawnymi przyjaciółmi i nieoczekiwane sojusze.

Nie wie, że znów stanie się płomieniem powstania.


Nawet we wściekłej głuchoborskiej zamieci wciąż myślę o tym, że Cię kocham.


Moja opinia:

Kawał mrocznej fantastyki. Po poprzednich przygodach z książkami Marcina Mortki myślałam, że będzie więcej humoru i zgryźliwych dialogów. Tymczasem była surowa zima, koniec świata i walka o przetrwanie, bez litości. I podobało mi się bardzo.

Problem z wami, Głuchoborzanami, polega na tym, że za dużo myślicie. Wspominacie, rozpamiętujecie, wygrażacie i zgrzytacie zębami, że aż żal na was patrzeć.


Mads Voorten wpadł w własnoręcznie wykopany dół i, co gorsza, pociągnął za sobą swoich ludzi. Krasnoludy stawiają mu ultimatum - w cztery tygodnie pomoże im odzyskać ich ziemie, albo wszyscy jego ukochani ludzie, poważnie pokiereszowani, wychudzeni, na skraju wyczerpania, stracą resztki życia. Okrzyknięty zdrajcą, nielubiany przez praktycznie wszystkich oprócz swoich ludzi, nie ma wyboru. Zbiera resztki sił i idzie walczyć, z koszmarami przeszłości i świeżo nabytymi wrogami. Towarzyszy mu ukochany koń i najbrzydszy pies-przybłęda w okolicy. 


Jesteś, a jednak Cię nie ma. Nie istnieje większa tortura. 


No jest ciekawie, jest mrocznie od pierwszych stron. Trudno tu o czarno białe postacie, wyraźnie dobre czy wyraźnie złe. Ocenianie moralności nie ma sensu, bo każdy jest tutaj bezwzględny w osiąganiu swoich celów, po trupach czy na plecach swoich przyjaciół.


Przeklinam wojacki żywot, bo rzuca mnie z jednego koszmaru w inny, ale dzięki temu mam o czym myśleć. 


Poczułam z tą książką zimny wiatr desperacji w obliczu surowej wojny. Ciekawa odmiana dla mnie, bo ostatnio sięgałam głownie po pokrzepiające serduszko lektury, nawet jeśli z morderstwem w tle. Sięgnę z całą pewnością po kolejne tomy, a jest ich już cztery, więc mam co nadrabiać. Polecam historię serdecznie, jeśli chłód dark fantasy wam nie straszny.


Pozdrawiam!


sobota, 28 grudnia 2024

"Głodna puszcza" Marcin Mortka

Opis Wydawcy:

Spokój jest jak kotleciki w sosie grzybowym: zdecydowanie zbyt szybko się kończy

Do karczmy Edmunda zwanego Kociołkiem potajemnie zjeżdżają książęta, by radzić nad przyszłością Doliny. Ostatnio trolle z Głodnej Puszczy wydają się nad wyraz aktywne, a jedyny człowiek, który umie z nimi gadać – rycerz Pogorzałek – gdzieś w owej puszczy zaginął. Kociołek nie ma najmniejszej ochoty, by służyć możnym (i zadufanym) tego świata, ale okazuje się, że istnieje niezawodny sposób, by skłonić go do kolejnych bohaterskich czynów. Tylko czy upora się z zadaniem do niedzieli, jak obiecał żonie?

Na misję Kociołek wyrusza na czele drużyny do zadań specjalnych: rycerza Urgo, elfa Eliaha, starego guślarza Żychłonia, krasnoluda Gramma zwanego Majstrem i goblina Zwierzaka. Przyjdzie im stoczyć niejedną bitwę z wysłannikami Złego, przejrzeć niejedną intrygę, przejść próbę wzajemnej lojalności, napchać żołądki przysmakami, wytaplać się w błocie, a do tego zdobyć przychylność kłobuków – najbardziej nieobliczalnych mieszkańców Głodnej Puszczy.

Wartka akcja, wyraziste postacie i zabawne dialogi w duchu mistrzów fantastyki. Daj się porwać przygodzie i sprawdź, jakie niespodzianki kryją się w Dolinie!


Nie wzywajcie imienia Złego nadaremnie, bo podkradnie się znienacka, w mroku przyczai, do snu się wedrze...


Moja opinia:

To już moje drugie spotkanie z twórczością pana Marcina Motki. Równie relaksujące, zabawne i wciągające, jak pierwsze doświadczenie. Coś w piórze autora i w jego lekkim, autentycznym kreowaniu relacji między bohaterami sprawia, że czuję się z nimi jak wśród przyjaciół.


Czasami, po jakimś szczególnie szalonym wyskoku, dochodziłem do wniosku, że na nic bardziej kretyńskiego bądź szalonego już nas nie stać. A potem wpadaliśmy na pomysł taki jak ten, czym dowodziliśmy, że poprzeczkę ryzyka i głupoty można podnosić w nieskończoność.


Tym razem drużyna do zadań specjalnych wcale nie miała zamiaru wybrać się na fuchę. Zostali zmuszeni przez okoliczności, czy raczej nadęte książęta, które za nic nie chcą zostawić Kociołka i jego ekipy w świętym spokoju. Przyjdzie grupie stoczyć nie jeden pojedynek z coraz to nowymi stworami, ale ze starymi przeciwnikami również. I to wszystko na nowym gruncie, w Głodnej Puszczy, która słynie ze swej nieobliczalności.


Opanujcie się, bo tu trzeba myśleć zadaniowo.


Niby ta sama ekipa, równie zadziorna i odważna, ale nowe problemy wyciągają na wierzch ich inne oblicza. Muszą się zmagać z kryzysem wewnętrznym. W końcu w grupie, oprócz wspólnych celów, każdy indywidualnie dąży do czegoś jeszcze. Co jeśli interes grupy i cele jednostki są wyraźnie sprzeczne? A do tego drużyna nie żyje w próżni. Mają rodzinę, ludzi, na których im zależy. A gdy natkną się na bandziora grożącego ich bliskim... Kociołek pokaże, że absolutnie bezwzględny też potrafi być. 


Nic nie jest warte waszej śmierci. 


Było podobnie do "Nie ma tego złego", a jednak wystarczająco inaczej, by znów wciągnąć. "Głodna puszcza" to świetna kontynuacja, kolejna cegiełka w godnej uwagi serii. Ciekawe ile mi zajmie skończenie jej, bo chyba długo się nie powstrzymam przed sięgnięciem po trzeci tom. 


Pozdrawiam!

poniedziałek, 23 grudnia 2024

Wesołych Świąt!


Boże Narodzenie to największe w świecie przyjęcie urodzinowe, na którym są wszyscy ludzie na tej ziemi.

Jostein Gaarder, "Tajemnica Bożego Narodzenia"


Życzę Wam, aby te święta były wyjątkowo ciepłe i przepełnione wartościowym czasem z bliskimi. Byście mieli luksus spędzenia również chwili ze sobą sam na sam w satysfakcjonującym spokoju. Niech te Święta będą wyjątkowo pogodne, pełne puszystego śniegu i Waszych ulubionych kolęd. Kto wie, może znajdzie się kilka wolnych minut na dobrą lekturę?


Pozdrawiam gorąco!


środa, 18 grudnia 2024

“Nie ma tego złego” Marcin Mortka

Opis wydawcy:

Jedni mówią, że Złe to kraina za Gwiżdżącymi Górami.

Inni utrzymują, że Złe to wszyscy, których Dolina wygnała, w tym magowie. Mieszkają w górach i hodują w sobie nienawiść, aż nie mogą jej znieść – wtedy sięgają po oręż i ruszają do ataku.

Są też tacy, co twierdzą, że Złe to moc. I że to ona zmienia ludzi w bestie.

Edmund zwany Kociołkiem, niegdyś żołnierz w armii księcia Stefana, dziś spełniony mąż i ojciec, a do tego karczmarz słynny na całe Wichrowiny, wdepnął w bagno, które podejrzanie zalatuje Złem. Razem ze swą drużyną do zadań specjalnych – socjopatycznym elfem, goblinem zwiadowcą, pełnym tajemnic guślarzem, charakternym krasnoludem i jednym z ostatnich prawdziwych rycerzy Doli – otrzymał zlecenie, które okazało się czymś więcej niż zwykłe dostarczanie przesyłek czy osłanianie karawan.

Karczemne bijatyki, dworskie spiski, nocne biesiadowanie, walka z potworami, a do tego kuchnia taka, że palce lizać!

Przekonaj się, co jeszcze czeka na Ciebie w Dolinie!


Nie daj się opętać jakimś wspomnieniom z przeszłości!


Moja opinia:

No bawiłam się przy tej książce przednio. Charakterystyczni bohaterowie powciskani, gdzie się da. Tajemnicze okolice pełne najemników, potworów i nocnych ognisk w środku lasu. Czułam, że przynależę do tej świty, wcinam z nimi kotleciki z grzybami i popijam podejrzany bimberek.


Jestem byłym wojskowym kucharzem, który wpakował swoich kompanów w poważne tarapaty, a teraz marzy tylko o tym, by wrócić do domu.


Poznajemy Kociołka i jego świtę w trakcie wykonywania dość trudnego zadania. Chłopaki muszą uratować księżniczkę Matyldę przetrzymywaną w dobrze chronionym budynku przez grupę podejrzanie zorganizowaną. To nie są amatorzy. Na szczęście drużyna do zadań specjalnych również nie jest. Każdy członek grupy ma swoją wyjątkową zdolność. Razem tworzą mieszankę idealną do dowożenia niemożliwych do wykonania zleceń. Tylko czy królestwo będzie stać na ich usługi?



Byli to moi najserdeczniejsi przyjaciele i cieszyłem się, że bez wahania ruszyli za mną na śmiertelnie niebezpieczną wyprawę, ale owa radość podszyta była narastającym strachem. A co, jeśli naprawdę wiodę ich ku zagładzie?



Oczywiście w momencie poznania grupy głównych bohaterów porównania z “Władcami pierścieni” siedziały w mojej głowie. Ale skład tego zespołu do zadań specjalnych to właściwie jedyne podobieństwa. Jest dużo więcej niecenzuralnego słownictwa, przyziemnych problemów i humoru. Jest nieco mniej baśniowo, nie tak podniośle, za to zwyczajne życie nabiera jaskrawych kolorów, opisywane z malutką dawką humoru. Bawiłam się przednio.


Ogromne, rozłożyste korony drzew natychmiast pochłonęły resztkę promieni słonecznych i nasz niewielki orszak spowiła leśna cisza.



Sama historia wciągnęła mnie z marszu. Pierwszy rozdział to przykład świetnego wprowadzenia w nowy świat. Nowy, ale podobny do klasycznych fantastycznych realiów elfowo, krasnoludzko czarodziejskich. Tylko ten trafny auto cynizm przypominał, że jak nic wciąż jesteśmy Polsce.


Dobrze. Niech więc tak będzie. Niech wierzą, w co chcą wierzyć.


Myślę, że ta historia ma wszystko, by się spodobać. Wciągająca fabuła, ciekawi bohaterowie, barwny świat. Fantastyka lekka, przystępna, idealna na rozluźnienie przed snem. 


Pozdrawiam!


sobota, 23 listopada 2024

"Rzeki Londynu" Ben Aaronovitch

Opis Wydawcy:

Peter Grant, młody funkcjonariusz londyńskiej policji, marzy o zostaniu detektywem. Jednak po odebraniu zeznań świadka, który okazał się... duchem, Grant zwraca na siebie uwagę detektywa Thomasa Nightingale’a zajmującego się przestępstwami związanymi z wszel kimi przejawami niesamowitości. Tak zaczynają się jego przygody w pełnym magii mieście, w którym duchy, bogowie i wampiry żyją tuż obok zwykłych mieszkańców, a pradawne zło powraca wraz z falą dziwnych, brutalnych morderstw.


Myślę, że stawanie się czarodziejem to po części odkrywanie, co jest prawdziwe, a co nie.





Moja opinia:

Przyjemna to była lektura. Trochę zabawna, napisana przekornym, ironicznym językiem. No i magia w Londynie. Tyle że tym razem nikt nie dostał listu z Hogwartu.


To bardzo ważne, by w życiu smakować dobre rzeczy.


Peter właśnie kończy pierwszy etap służby w londyńskiej policji - okres próbny w roli zwykłego krawężnika. Przychodzi czas na ubieganie się o przeróżne stanowiska, z których najgorszym jest praca w zespole kontroli postępów dochodzeń - robota papierkowa. Na szczęście na drodze Petera staje duch, którego widział tylko on. To załatwia mu uwagę jedynego detektywna z sekcji magicznej. Akurat przydałby się tam nowy nabytek, bo detektyw Nightingale jest znacznie starszy, niż na to wygląda...


Było to, jak twierdził Nightingale, bez mała najładniejsze miejsce w Londynie. Szkoda, że miałem wrócić tu nocą, żeby dokonać nekromanckiego rytuału.


Bardzo polubiłam bohaterów tej historii. Wciągałam się w fabułę raczej powoli. Trochę minęło, nim załapałam ich szybki, cięty humor i narrację pełną ironicznego narzekania na rzeczywistość. Przemówiła do mojej polskiej duszy. Było relaksująco, intrygująco i niekiedy emocjonująco. 



To, że myślisz, że wiesz, co robisz, nie znaczy, że rzeczywiście wiesz, co robisz. 


Poziom wiedzy na temat magii głównego bohatera jest zerowy na starcie powieści i niewiele się poprawia do końca książki. Peter poznaje może trzy, cztery "sztuczki", ale w połączeniu z pewną odwagą lub, można powiedzieć, lekkomyślnością, udało mu się narobić trochę wrogów i nieco zniszczeń. Podobało mi się jego naukowe podejście do sprawy i rozkminianie praw magii. Chętnie zastanawiałam się razem z nim.


Ale ja jestem jak rzeka. Może i w biegu, ale zawsze tu jestem.


Z chęcią poznam kolejny tom przygód Petera i przeżyję jeszcze kilka lekkich, kryminalnych wieczorów. Idealny odstresowywacz. 


Pozdrawiam! 


Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka!


wtorek, 29 października 2024

"Conan. Księga pierwsza" Robert E. Howard

Opis Wydawcy:

Wśród zapomnianych i mrocznych krain, w których pradawna magia łączy się z nieposkromioną przemocą, a rządzone przez bezwzględnych, despotycznych władców potężne imperia wzrastają i upadają, przytłoczone własną dekadencją i pychą… gdzie na pustkowiach i w zapomnianych ruinach grasują potwory… narodził się człowiek, który stał się synonimem siły oraz odwagi. Conan z Cimmerii – niezrównany wojownik, barbarzyńca walczący w imię własnej chwały i sprawiedliwości w okrutnym, brutalnym świecie ery hyboryjskiej.

Cimmeryjczyk zyskał miano niepokornego śmiałka zdolnego do stawienia czoła najbardziej przerażającym wyzwaniom. Jego nadludzka siła i wyjątkowa biegłość w posługiwania się bronią czynią go niemal niepokonanym. Mimo swojej brutalności Conan, walcząc z okrutnymi wrogami i tyranią, jest postacią kierującą się kodeksem moralnym. Cechuje go też charakterystyczna życiowa inteligencja, skrywana pod fasadą prostolinijnego barbarzyńcy. Motywacją Conana jest pragnienie wolności, niezależności i swobodnego kształtowania własnego losu.


Pójdę tak daleko, jak tylko może zajść człowiek.


Moja opinia:

Rozpoczęłam tę lekturę z ciekawości w czym tkwi fenomen Conana. Słyszałam o istnieniu tej postaci na długo zanim książka wpadła mi w ręce. Przerysowane mięśnie niczym z okładki harlequina wywoływała u mnie raczej ironiczny uśmiech niż podziw. Czy jest w jego historii coś więcej? 


Wojna stanowiła jego pracę. Życie było nieustanną walką albo serią walk. Od urodzenia Śmierć była mu stałym towarzyszem. Kroczyła przerażająco u jego boku, stała z nim przy stole do gry, jej kościste palce grzechotały na kubkach z winem.


Conan urodził się w Cymeri w epoce hyberyskiej około dziesięć tysięcy lat temu. Dziś byłyby to okolice dzisiejszej Skandynawii. Burzliwa historia alternatywna dziejów ziemi, będąca kontekstem fantastycznego świata Roberta E. Howarda, jest w wydaniu Vespera wprowadzeniem do opowieści o Conanie. Stanowi trzydzieści pięć stron pełnych różnych nazw regionów ludów, opisów konfliktów między nimi. Dla mnie najtrudniejsza część lektury, choć mojemu mężowi pewnie podobałaby się najbardziej, więc być może znajdzie więcej zwolenników. Po tym etapie trafiamy wprost na pole bitwy, gdzie Conan czyni swoje cuda.


Zabijałem lepszych od ciebie za mniejsze sprawki.


Co tu dużo mówić, jest nadludzko silny i szybki, do tego nieustannie czujny. Autor często porównuje go do pantery. Niemal żaden przeciwnik nie ma z nim szans. Najlepiej wyszkoleni wojownicy nie umieją poradzić sobie z jego szybkością, nawet czarownicy czy niektórzy bogowie. Kulminacyjne momenty walki załatwiane jednym niesamowicie szybkim cięciem opalonego olbrzyma sprawiały, że opadały mi ręce. Ale... im dalej w książkę zaczynałam czuć, co stanowi serce legendy Conana.


Lepiej wyjść przeciwnikowi na spotkanie, niż czekać na niego. 


W niemal (z ostrożności) opowiadaniu Conan ratuje piękną, "gibką" damę w opresji. Po uratowaniu rzecz jasna rzuca mu się w objęcia. Wiele z nich jednak nie były ograniczone do płaczu, mdlenia i czekania na pomoc. Prężnie używały tego co miały by wspólnymi siłami wyjść z impasu. Kombinowały jak się uwolnić, odważnie knuły przeciw oprawcom, kłamały, gdy trzeba. Zdarzało się, ze same pod osłoną nocy skradały się by przeciąć więzy olbrzyma. Tworzyły swój los równie często jak Conan. Wysłuchiwał ich argumentów, oponował jeśli miał inne zdanie, ale generalnie szanował. Ta zdrowa relacja damsko męska sprawiła, że pochłaniałam opowiadania z zapałem do ostatniej strony.


Zawsze jest jakiś sposób, jeśli pragnienie idzie w parze z odwagą.


Conan zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. Pod przerysowaną emanacją siły i piękna kryje się w jego historiach głęboka mądrość, która dała mi do myślenia o tym, co tworzy legendarnych bohaterów i czego mężczyźni chcą od relacji. Zachęcam oczywiście do poznania Conana bliżej. Może również was zaskoczy.


Pozdrawiam! 



Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu In Rock - Vesper!


niedziela, 1 września 2024

"Mężczyzna w brązowym garniturze" Agata Christie

Opis:

Anna marzy o przygodzie. Gdy przypadkiem zostaje świadkiem śmierci mężczyzny, temperament dziennikarza śledczego każe jej wyruszyć w rejs do Afryki. Wśród ekscentrycznych pasażerów statku może być morderca, ale nikt nie jest tym, za kogo się podaje. Podczas podróży Anna wpada w sam środek brylantowej afery, potem afrykańskiej rebelii, a mężczyzna w brązowym garniturze dziwnie często pojawia się na jej drodze...

Powieść awanturniczo-przygodowa w egzotycznej scenerii (echa podróży Agaty Christie) z pochwałą kobiecej niezależności.



W tej dziewczynie jest coś niezniszczalnego. (…) Posiada niezwykłą umiejętność pojawiania się w najmniej oczekiwanym momencie, z uśmiechem na ustach.



Moja opinia:

Spędziłam przy tej historii bardzo przyjemne dwa wieczory. Polubiłam główną bohaterkę z marszu, jej żywiołowość, świeżość, niezachwiany optymizm. Z przyjemnością wpadłam wraz z nią w wir przygód. Choć Anna raczej się w ten wir wepchnęła. 


Czy ktoś uwierzy w moją historię? Czy ktoś uzna za prawdopodobne, ze wypuściłam się na tak szaloną wyprawę wyłącznie dlatego, że w moje ręce wpadł skrawek papiery przesiąknięty naftaliną?


Anna pragnie innego życia niż to, które dotąd przypadło jej od losu. Co więcej - nie zawaha się nieco pokombinować, troszkę podkoloryzować prawdę, dorzucić odrobinę sztucznych łez czy udawanej bezradności, by uzyskać pożądany efekt. Po stracie ojca, który był znanym naukowcem, zupełnie nie przywiązującym wagi do materialnych aspektów życia, zostaje bez grosza przy duszy i musi sobie jakoś radzić. Nie zadowala się jednak skromną pracą pokojówki - wyrusza w świat w poszukiwaniu przygód, które od zawsze wzywały ją do siebie.


- Czy ty zawsze robisz to, na zo masz ochotę, Anno Beddingfield?
Najczęściej - odparłam ostrożnie. Każdemu innemu odpowiedziałabym: “zawsze”.


Anna właściwie ciągnęła tę historię od początku do końca. Czasem pchała się w niebezpieczeństwo, to prawda, ale zawsze ze sprytem, z przygotowaniem taktycznym. Myślała i analizowała, a gdy wpadała w pułapkę - miała plan B. Miło było poczytać o tej sprytnej kobiecie. Nic dziwnego, że zyskała kilku adoratorów na kartach tej historii.


To doprawdy dobra lekcja, uświadomić sobie od czasu do czasu, że jest się idiotką. Ale większość z nas tego nie lubi.


Czy zagadka kryminalna dowiozła? Dla mnie tak. Było kilku ciekawych bohaterów, sporo zwrotów akcji i trochę zbiegów okoliczności. Nawet złoczyńca na poziomie - nie domyśliłam się do końca tożsamości. Dla mnie jednak Anna przyćmiła wszystkie pozostałe elementy tej historii. Chętnie pobyłabym z nią jeszcze trochę. 


Czułam, że oto odnalazłam - jeśli nawet tylko na jedną jedyną chwilę - coś, czego szukałam, opuściwszy Little Hampsley. Coś nowego, coś dotąd niewyobrażalnego, coś, co zaspokajało moją tęsknotę do romantyzmu.


Pozdrawiam!

niedziela, 19 maja 2024

"Próba sił" Tomasz Sablik

Opis Wydawcy:

Małe miasteczko Tensas w Luizjanie w przeddzień świąt Bożego Narodzenia mierzy się z zimą stulecia. Niepełnosprawną staruszkę Rose nawiedzają koszmarne sny, jej sąsiad niespodziewanie popełnia samobójstwo, a na wnuczkę napada wataha wilków. Nikt z mieszkańców nie wie, że do miasta zbliża się coś jeszcze, coś, z czym wybrani będą zmuszeni zmierzyć się, podejmując największą w swoim życiu próbę sił.


Ty jesteś głową tej rodziny. Cokolwiek by się działo, zachowaj zimną krew. 



Moja opinia:

Czytałam "Windę" i "Lęk" od autora i, jak sam zaznaczył w przedmowie, "Próba sił" jest inna. Jakby mniej samotna. W szalejącej zamieci śnieżnej garstka bohaterów ma tylko siebie i mimo całkowitego odcięcia od świata, promyk nadziei na wyjście ze szponów wyższej siły tli się gdzieś na dnie umysłu, odporny na wszystkie próby. 


Tensas sprawiało wrażenie zamkniętego w szklanej kuli. 


Poznajemy bohaterów na długo przed zamiecią. Możemy obserwować ich powolne zmierzanie ku przeznaczeniu. Tymczasem przerażające sny, niewyjaśnione spotkania i podejrzane wypadki zdarzają się coraz częściej i częściej. Niby jakby znajomy bieg wydarzeń, czuć, dokąd to zmierza i to właśnie sprawia, że włoski na skórze stają dęba.


Wiem, że się bałeś, ale tylko twoje oczy zdradzały lęk.


Gdyby nie wstęp, w którym autor pisze nieco o procesie tworzenia swojego debiutu, o tym kim był, gdy powstawała "Próba sił", nie zgadłabym, że to jego pierwsza powieść. W drugim wydaniu nie było zmian fabuły, dialogów, były tylko poprawki redaktora. A historia jest napisana w sposób przemyślany, zwięzły. Mamy szeroki przekrój bohaterów, od samotnej matki w podeszłym już wieku, przez bliźniaków - osiłków, prostytutkę, po zwyczajne małżeństwo z córeczką. Wszyscy przedstawieni tak dobrze, ze wspomnieniami z dzieciństwa, sukcesami i błędami życia. Nie sądziłam, że odczuję współczucie wobec gangsterów z brutalną przeszłością, a jednak.


Sam mogłaby przysiąc, że to najbardziej nieszczery uśmiech, jaki widziała w życiu.


Fanom Stephena Kinga i małych, amerykańskich miasteczek ta książka na pewno przypadnie do gustu. Ja zwyczajnie lubię historie z tajemnicą, szczególnie te bez wyjaśnienia w finale. Jeśli masz podobnie - "Próba sił" jest tym, czego szukasz.


Pozdrawiam!


Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu In Rock - Vesper!


środa, 24 kwietnia 2024

"Żelazna córka" Julie Kagawa

Opis Wydawcy:

Będąc w połowie elfem, a w połowie człowiekiem, Meghan Chase nigdy nie pasowała do otaczającego ją świata. Po pokonaniu Żelaznego Króla zostaje uwięziona przez królową w pałacu zimowych elfów. Kiedy wojna między Dworami Letnim a Zimowym wydaje się nieunikniona, Meghan zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę zagrożenie czai się zupełnie gdzie indziej. To żelazne elfy, których istnienia świadoma jest tylko ona i jej ukochany, książę Mrocznego Dworu, zadecydują o losach krainy.

Nikt jednak nie chce wysłuchać ostrzeżeń dziewczyny, która została pozbawiona swoich mocy. O przetrwaniu w krainie Nigdynigdy zadecyduje wyłącznie jej spryt, bo przecież Megan nie może ufać nikomu... Powierzenie swego losu potencjalnemu zdrajcy może okazać się dla niej śmiertelnym niebezpieczeństwem. Żelazna determinacja Meghan nie potrafi jednak zagłuszyć zewu jej wciąż zbyt ludzkiego serca...


Znów się bałam. Wyglądało na to, że wiecznie się boję.




Moja opinia:

Cudownie było móc z marszu sięgnąć po drugi tom, bez czekania, stopniowego zapominania fabuły i rozłąki z bohaterami. Tym razem miłosne perypetie Meghan zdecydowanie prowadziły fabułę, a uczucia przejęły stery. Wyszło nastolatkowo i trochę cringowo, ale o tym więcej potem. 


Wszystko zdawało się… w jakiś sposób nieprawdziwe.



Żelazne stworzenia, mimo straty swojego króla, wciąż działają prężnie, by zniszczyć duopol Dworów Zimy i Lata. Niestety Dwory uwierzą w zagrożenie dopiero po okazaniu dowodów, a tych brakuje. Słowa Meghan i Asha nie wystarczą. Tymczasem Berło Pór Roku. Podejrzenie pada na Letni Dwór i wojna staje się nieunikniona. Meghan musi usiekać wraz z przyjaciółmi, by odnaleźć zgubę i powstrzymać konflikt, na którym skorzystają tylko ich żelaźni przeciwnicy...


Wiedziałam tylko, że im dłużej tu jestem, tym bardziej znikam.



Poznałam w tym tomie bardzo ciekawą bohaterkę Leanansidhe, która za swą potęgę została wygnana z krainy magii, więc na własną rękę stworzyła miejsce gdzieś pomiędzy światem śmiertelnym a Nigdynigdy, gdzie skryć się mogą wygnańcy podobni do niej. Przyznam, że inspirująca z niej persona. Wymyka się klasycznej klasyfikacji na dobrych i złych, ma wiele za uszami, ale niekiedy można jej zaufać. Moja ulubiona postać tego tomu. 


Temat trójkąta Ash-Meghan-Robin rozwija się prężnie w tej części. Powiedziałabym, że zbyt intensywnie nawet. Szybko zrozumiałam, że odpowiedź na pytanie kogo wybierze będzie tutaj kluczową zagadką. I niestety trochę finał ucierpiał na tym wyborze aktorki. Temat wojny między dworami, czy wyjaśnienie gdzie też się podział biologiczny ojciec bohaterki, zapowiadały się obiecująco. Meghan, kochana, ja bym wybrała inaczej :D 


Niosący zmiany zawsze jasno płoną, a twoje światło lśni mocniej niż jakiekolwiek, jakie widziałem wcześniej.



Żelazny król i Żelazna córka dostarczyły mi wielu wrażeń. Co się napatrzyłam na te tomy, co się nawąchałam, to tylko mąż wie. Poczułam się troszkę licealnie i znów zapragnęłam dostać magiczny list z Hogwartu. Chętnie poznałabym krainę Nigdynigdy jeszcze bliżej. 



Pozdrawiam!


Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu In Rock - Vesper!


środa, 10 kwietnia 2024

"Żelazny król" Julie Kagawa

Opis Wydawcy:

Ojciec sześcioletniej Meghan Chase zniknął i od tego dnia życie dziewczynki nie było już takie samo. Nie potrafiła odnaleźć się ani w szkole, ani w rodzinnym domu.

W dniu szesnastych urodzin Megan jej najlepszy przyjaciel Robbin odkryje przed nią świat, którego istnienia nie przeczuwała, i uczucia, o jakich nie śniła. Nie spodziewała się, że prawda może być aż tak zaskakująca. W krainie Nigdynigdy dowiaduje się, że jest córką mitycznego króla elfów, a jednocześnie pionkiem w toczonej od dawna śmiertelnej wojnie dwóch królestw.

Megan będzie zmuszona odpowiedzieć sobie na pytania: Jak daleko zdoła się posunąć, aby uratować osobę, na której jej zależy? Czy potrafi powstrzymać zło, jakiemu żadna istota z krainy elfów nie śmie się przeciwstawić? Czy rozbudzi uczucie w młodym księciu, który chętniej widziałby ją martwą, niż pozwolił na rozpalenie swego lodowatego serca?

I czy wypełni swe przeznaczenie?


Zawsze jest wybór.


Moja opinia:

Muszę zacząć od tego, jak cudownie piękne jest to wydanie. Różowo barwione brzegi stron. Front magiczny, ze złotymi elementami, zwiastujący co można znaleźć w środku. A wewnątrz świat równoległy, pełen magicznych stworzeń, tak groźnych, jak interesujących.

Wiesz co mówią - czasami lepiej jest nie wiedzieć.


Meghan Chase zupełnie ludzka (przynajmniej na początku) nastolatka, której życie nie oszczędza. Otrzymuje codzienną dawkę szkolnego prześladowania, w domu nikt za bardzo nie poświęca jej uwagi i w dodatku tragicznie zauroczona we wrednym mięśniaku. Nastoletnie banały. Za to jej najbliższy przyjaciel Robbie jest bardzo interesujący. I ciągle nazywa ją księżniczką... 


Robiło się coraz dziwniej.


Dynamika tej dwójki bohaterów, Robbiego i Meghan, to złoto. Świat przedstawiony, pełen elfów, odmieńców, centaurów, wywern i tak dalej jest niesamowicie barwny i dla takiego fantastycznego łasucha jak ja, z zasady wciągający. Ale takich dialogów jak sprezentowała nam wspomniana para nie znajduje się w każdej książce. 


Jest to głównie zasługa Robina, który ewidentnie czuł się niekomfortowo bez choćby odrobiny ironii, bez kąśliwych uwag, bez humoru. Polubiłam go z marszu. Z takim bohaterem nie sposób się nudzić. A i Meghan, ze swoją naiwnością i emocjonalnymi ruchami dawała Robinowi wiele okazji do prezentowania swojego kunsztu. 


Nauka upycha wszystko w eleganckie, logiczne i dobrze wyjaśnione pakunki. A my jesteśmy magiczni, kapryśni, nielogiczni i nie do wyjaśnienia.


Polecam tę serię z całego serca. Bawiłam się świetnie. Już na półce czeka drugi tom, równie pięknie wydany, tym razem w niebieskiej szacie. Czy to dziwne, że nawet pachną ładnie?  :D


Pozdrawiam!


Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu In Rock - Vesper!


poniedziałek, 10 lipca 2023

"Żniwiarz dusz" Rena Barron

Opis Wydawcy:

Po wielu latach tęsknoty za darem magii, Arrah zdobyła to, czego zawsze pragnęła – ale zapłaciła za to zbyt wysoką cenę. Teraz ostatnia znachorka ma uratować tę samą rodzinę, która ją zdradziła, pogrążone w chaosie królestwo i niemożliwą do spełnienia miłość.

Kiedy Arrah wróciła na plemienne ziemie, by odnaleźć tych, którzy przeżyli atak demonów, jej ukochany Rudjek poluje na ostatnich ocaleńców z demonicznej armii – i odkrywa intrygę, która ma zniszczyć wszystko, co pozostało z ich świata.

Król Demonów pragnie Arrah, a jeśli ona i Rudjek nie rozwikłają jego planów, zniszczy wszystko i wszystkich, którzy staną mu na drodze.



Słońce zawsze świeci dla tych, którzy są gotowi spojrzeć w niebo. 


Moja opinia:

Po kolejną część tym razem sięgnęłam zaraz po pierwszym, świetnym, magicznym tomie. Chciałam więcej, najlepiej tego samego, a tu niespodzianka.


Czas staje się podstępny, kiedy tkwisz w pułapce własnego umysłu, więzieniu swoich myśli.


Pierwszą bitwę wygrali, ale wojna wciąż pozostaje nierozstrzygnięta. Król Demonów szuka wolności. Arrah znów mierzy się z samotnością. Kiedyś jej źródłem był brak magii. Teraz dziewczyna marzy o odnalezieniu ludzi plemion, by nie być ostatnią szamanką, by móc zrzucić choć część ciężaru ze swych barków. By nie czuć już też przytłaczającej samotności.


Nie włożę ładniejszej twarzy. Oto, kim teraz jestem. 


"Żniwiarz dusz" został przetłumaczony przez inną osobę i to widać bardzo bardzo. Język jest już zupełnie inny, prostszy. Nie jest zły, może nawet pozwala przyspieszyć czytanie nieco bardziej, ale jakim kosztem...


Nie chcę tego ciężaru, ale muszę go unieść. 


Co do samej akcji - kontynuujemy w miejscu, gdzie pierwszy tom ją zakończył i to całkiem fajnie grało z czytaniem książek jedna po drugiej. Dużo się dzieje, bardzo dużo. Na przyspieszenie trzeba było poczekać te kilkadziesiąt stron, zupełnie jak w "Królestwie dusz", ale było warto. Co tu się działo w drugiej części książki to głowa mała. Przyznaję, dałam się oszukać, dałam się zwieść i dobrze mi z tym :D


Noc bywa długa, dziecko, ale po niej zawsze przychodzi poranek.


Pozostało mi tylko polecać. Koniecznie trzeba najpierw poznać tom pierwszy, ale każdy fan fantastyki, szczególnie tej mitycznej, wyjdzie z tej przygody z nowym doświadczeniem. Bo jak często można poczytać o afrykańskich wierzeniach? 


Pozdrawiam!


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...