Tym razem proponuję małą odskocznię od fantastyki. Dzisiaj chciałabym przedstawić wam dość krótką, lecz bardzo wartościową nowelkę Lewa Tołstoja Śmierć Iwana Iljicza. Sięgnęłam po nią zupełnie przypadkiem. Od dawna chciałam przeczytać choć jeden utwór tego autora, a jako że góra książek na moim biurku wciąż rośnie, sięgnęłam po najkrótszą. Przeczytałam ją szybko, poświęciłam jej najwyżej trzy godziny, ale były one bogatsze w przemyślenia niż parę ostatnich tygodni.
Akcja noweli rozpoczyna się na pogrzebie głównego bohatera, sędziego Iwana Iljicza Gołowina. Wśród obecnych rzuca się w oczy obłuda i hipokryzja, charakterystyczna dla osób z wyższych warstw społecznych. Powodem śmierci Iwana Iljicza była ciężka choroba, której historię czytelnik poznaje w kolejnych rozdziałach. Przed upadkiem i stłuczeniem boku, co było początkiem choroby, Iwan Iljicz był zadowolony ze swego życia. Jego kariera rozwijała się znakomicie, bo od problemów z żoną uciekał w wir pracy. Jednak gdy dokuczliwy ból, wychudzenie i drażliwość bohatera niezaprzeczalnie świadczą o pogorszeniu się jego zdrowia, praca nie daje mu już ukojenia. Przyjaciele odwracają się od niego, jeden po drugim, a żona i dzieci tylko czekają na koniec jego i ich mąk. Śmierć nadchodzi, powoli lecz stanowczo, a chory coraz częściej zadaje sobie pytanie czy jego życie rzeczywiście było tak udane jak sądził.
I jego urzędowanie i jego sposób życia, i jego rodzina, i te sprawy towarzyskie i służbowe, wszystko to mogło być "nie to".
Śmierć Iwana Iljicza zwraca uwagę czytelnika na to, że każdego może spotkać podobny los, choć medycyna dziś jest dużo lepiej rozwinięta. Ludzie wciąż umierają na nieuleczalne choroby. Powstał już niejeden film i niejedna książka o tym, jak to życie należy cenić, bo w każdej chwili możemy je stracić. Ta krótka nowelka ma jednak w sobie coś wyjątkowego. Jest jasna w przekazie i tym samym brutalnie prawdziwa. Opisuje życie, które wielu ludzi wiedzie i nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że to "nie to". Dopiero w chorobie bohater uświadamia sobie, że tylko tracił swój czas na rzeczy nieważne. Tragicznym jest w obliczu śmierci uznać, że całe życie zmarnowaliśmy, zaprzepaściliśmy bezpowrotnie.
Nowelka ta, pisana prostym, pogodnym językiem, jest jednocześnie nieskończenie smutna, pouczająca i uniwersalna. Emanuje pięknem występującym w książkach poruszających ważne egzystencjalne problemy. Gorąco polecam!
Nowelka ta, pisana prostym, pogodnym językiem, jest jednocześnie nieskończenie smutna, pouczająca i uniwersalna. Emanuje pięknem występującym w książkach poruszających ważne egzystencjalne problemy. Gorąco polecam!
Ocena: 8/10.
Pozdrawiam!
Pozdrawiam!