Takiej huśtawki emocji dawno nie przeżyłam

Takiej huśtawki emocji dawno nie przeżyłam

piątek, 30 lipca 2021

"Gwiazda północy, gwiazda południa" Joanna Lampka

Opis z lubimyczytac.pl:

Nadmorska sceneria, nietuzinkowi bohaterzy i akcja niczym z najlepszych filmów sensacyjnych. Wstąp do alternatywnego, jednak nie tak odległego realiami od naszego świata.

Trwa konflikt Królestwa Żeglarzy z Cesarstwem Słońca. Aline, oficer wywiadu neutralnej Sagesii, dowodząca żeńskim oddziałem wojskowym, bierze udział w skomplikowanej akcji polegającej na uwolnieniu mistrza El-Li. Dziesięć wysportowanych i pomysłowych kobiet podejmuje się niemal samobójczej misji odbicia mnicha, tym trudniejszej, że ich przeciwnicy znają sztukę programowania mózgu.

Sytuację komplikuje osobista relacja Aline z księciem – następcą tronu Cesarstwa Słońca. Za fasadą czarującego i nonszalanckiego człowieka może on skrywać niekoniecznie dobre zamiary... Dziewczyna już wiele razy przekonała się, że nikomu nie wolno ufać, dlatego jej prawdziwa tożsamość musi na razie pozostać ukryta.

Czy w zadaniu, jakie ją czeka, poradzi sobie ze wszystkim, co napotka na swojej drodze?



Wolność to złudzenie. 


Moja opinia:

Fizycznie niepozorna, mniejszego formatu i krótsza książka, zaskoczyła mnie swoją wielowymiarowością. Ma do zaoferowania bardzo wiele, od dynamicznej akcji, przez niebanalny romans, po walkę o równość. Właśnie ukazała się druga część, a ja nie mogę się doczekać aż ją dorwę.


Igrasz z ogniem, siostro, nie daj mu się pochłonąć. 


Aline jest oficerem wywiadu na czele jednostki, która jest oryginalna jak na miejscowe standardy. Składa się wyłącznie z kobiet w świecie zdominowanym przez mężczyzn. Dziewczyny nie dają sobie w kaszę dmuchać i, choć każda z nich w jakiś sposób doświadczyła niesprawiedliwości ze względu na to, kim jest, skupione są na misji. Początkowo bałam się, że feministyczne akcenty zdominują tę historię, że kobiety będą tutaj górą, a wszyscy mężczyźnie zostaną tymi złymi. Uff, absolutnie nie. W tej powieści przewinęły się wszystkie odcienie charakterów po obydwu stronach płci. Dziewczyny przyjmują mężczyznę do swego oddziału i wychodzi to zupełnie naturalnie, nic się nie gryzie. W opowieści wciąż przebijało się przesłanie, że liczą się kompetencje i płeć nie ma tutaj żadnego znaczenia po każdej ze stron. Czytając te historię cieszyłam się, że powstała książka, która przedstawiła problem różnicy płci w tak kompleksowy sposób. Brawo! Ten element jest tutaj poprowadzony mistrzowsko.


Robiłaś to już wcześniej i będziesz robiła nadal, księżniczko. 


Mamy tutaj również dwa bardzo ciekawe, angażujące romanse, z odrobiną pikantności. Bohaterów spotykają poważne kryzysy i konflikty interesów, a oni zachowują swą autentyczność. Okazują gniew, samolubność, maja momenty zwątpienia. Choć wszystko dzieje się w fantastycznym świecie, w istnienie tych ludzi wierzyłam całym sercem.


Każdy chodzi na smyczy własnych powinności.


Zakończyłam tę książkę z takim głodem, że gdybym tylko miała kolejną część przy sobie, rzuciłabym się na nią od razu. Taka niepozorna, a tyle mi dała. Bardzo jestem ciekawa dalszych losów Aline. Polecam całym sercem!


Za egzemplarz powieści dziękuję serdecznie Autorce.



wtorek, 27 lipca 2021

"Dzieje Tristana i Izoldy" Joseph Bédier

Opis z wolnelektury.pl:

Tristan, siostrzeniec i wasal Marka, króla Kornwalii, odważnie staje do walki z potężnym rycerzem, Morhołtem. Mężczyzna wygrywa walkę, ale jest śmiertelnie ranny. Od rychłej śmierci ratuje go piękna Złotowłosa Izolda.

Tristan wraca na dwór króla, który po pewnym czasie planuje ożenić się z właścicielką złotego włosa przyniesionego przez jaskółkę. Wasal próbuje ją odnaleźć — przeżywa kolejne przygody i okazuje męstwo w walce ze smokiem, a w zamian otrzymuje rękę pięknej Izoldy. Na statku do Kornwalii oboje przez przypadek wypijają zaczarowane wino, po którym zakochują się w sobie. W życiu Tristana pojawiają się kolejne komplikacje — małżeństwo Marka z Izoldą, opuszczenie Kornwalii i ukochanej, a także kolejna piękna kobieta, nosząca to samo imię…

Dzieje Tristana i Izoldy to jedna z najpopularniejszych historii miłosnych w literaturze. Powstała na motywach legendy celtyckiej. Po raz pierwszy została spisana przez Josepha Bediera w 1900 roku. Stała się inspiracją dla wielu utworów literackich, muzycznych i scenicznych.


Moja opinia:

To prawdziwie wielka historia miłosna. Smutna w swej bezsilności, piękna w sile i gotowości trwania mimo wszelkich przeciwności. Nic dziwnego, że stała się tak popularna.


Słuchajcież, panowie, przygody bolesnej i żałośliwej dla wszystkich, którzy kochają. 


Tristan jest szlachetnym, szalenie przystojnym i odważnych siostrzeńcem króla Marka. Przybył do Kornwalii (piękna nazwa) wysłannik, rycerz Morhołt, by zabrać ze sobą trzysta chłopców i trzysta dziewcząt w ramach daniny dla króla Irlandii. Tristan jako jedyny ma odwagę walczyć z rycerzem, a zwyciężając uwalnia kraj od straszliwego obowiązku. Tak się jednak składa, że pewnego dnia król Marek, pod wpływem namów jego ludzi, wysyła Tristana w poszukiwaniu właścicielki pewnego złotego włosa. Tak się złożyło, że jest nią Izolda, której Morchołt był bliski, a teraz w wyniku dyplomatycznych ugód ma zostać żoną króla Kornwalii. Nie kocha go jednak i niechętnie wyrusza w podróż. Jej matka, chcąc ułatwić córce małżeństwo przygotowuje napój miłosny, który przez przypadek trafia w niewłaściwe ręce i jest powodem wszystkich późniejszych nieszczęść...


Słuchajcie, w jaki sposób, w wielkiej radości, w wielkiej żałobie miłowali się, później zasię pomarli w tym samym dniu, on przez nią, ona przez niego. 


Ale sprytną fabułę ma ta historia, mnóstwo zwrotów, przypadków, machlojek i podstępów. Spodziewałam się nudnej, patetycznej, przegadanej historii, całkowicie niesłusznie, za co bardzo przepraszam Autora i chylę czoła, bo prędkość akcji jest tutaj zawrotna. Zdaję sobie sprawę, że tytułu takiej rangi zapewne nie powinno się w ogóle opiniować. Muszę jednak oznajmić wszem i wobec, że choć jest to lektura, może trochę naiwna i bardzo legendarna, jest zwyczajnie ciekawa, wciągająca i warto dać jej szansę. 


Ileż niedoli sprowadziło na nich miłowanie!


Genialne zabawy słowne, pomieszanie prawdy z fałszem, niedopowiedzenia i tajemnice to tutaj chleb powszedni. Trochę dużo przypadku i podejrzanych zbiegów okoliczności, jednak ja z radością przymykałam na to oko. I gdy wśród zatrzęsienia patetycznych sformułowań, zwrotów Przyjacielu! czy Szlachetny Panie! padało zdanie: Milcz, zniewagę czynisz rycerzom, zrodziłeś się bowiem i umrzesz tylko mózgowcem!, parskałam śmiechem i kochałam tę historię jeszcze bardziej. 


Mieli jeszcze nadzieję, nadzieja bowiem w sercu ludzi wyżywi się byle jaką strawą. 


Ależ ubawiłam się słuchając tego audiobooka. Jest dostępny na YouTube na kanale Radiobook w bardzo dobrej jakości, gorąco polecam. Świetnie umilił mi codzienne obowiązki i przekonał do częstszego sięgania po klasyki, bo można się naprawę miło zaskoczyć. 


Pozdrawiam!


piątek, 23 lipca 2021

"Grobowiec. Tom 1: Zaraza" antologia, red. Jakub Kozłowski

Opis Wydawcy:

„Grobowiec” to cyklicznie wydawana antologia prezentująca dzieła najciekawszych przedstawicieli polskiej literatury grozy. Każdy tom poświęcony jest jednemu, konkretnemu zagadnieniu. Tom pierwszy odnosi się do kwestii „zarazy”. Motyw przewodni stanowi jednak wyłącznie wstępną inspirację, która przetworzona przez indywidualną wrażliwość i styl każdego z autorów meandruje w odrębne i zaskakujące rejony. „Zaraza” pozostaje jedynie tłem opisywanych wydarzeń. Opowiadania przedstawiają historie ulokowane w dawnych czasach i odległej przyszłości. Nawet te, które prezentują świat znany nam z autopsji, ukazały temat bardziej poprzez pryzmat jednostkowych, indywidualnych zapatrywań kształtujących ludzkie działanie i zmuszających do podejmowania konkretnych decyzji. Tom pierwszy „Grobowca” nie jest więc antologią pandemii, a zapisem wewnętrznej walki bohaterów, których losy poznajemy w poszczególnych opowiadaniach.


Moja opinia:

Pierwszy tom Grobowca jest antologią bardzo zróżnicowaną pod każdym względem. Wśród tych piętnastu opowiadań mamy kilka perełek, trochę rozczarowań i tyle unikalnych styli, ile spojrzeń na świat. Początek dobrze zapowiadającego się cyklu. 


Wszystko trzeba przyjmować z pokorą. 


Zbiór podzielony jest na trzy części - przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Pierwsze opowiadanie, "Wdowi dom" Krzysztofa Wrońskiego było spokojnym rozpoczęciem Przeszłości. Miał moment, w którym zaintrygował mnie tajemnicą i spodziewałam się ciekawej puenty, ale niestety mnie nie usatysfakcjonowała. Kolejny tekst, "Zaraza" Wojciecha Uszoka wypadł tak samo, tylko bardziej. Napięcie fajne, szybkie tempo, autentycznie zaciekawiona zakończeniem, poszłam dalej z lekkim meh.  Z kolei "Nomen nominandum" Konrada Możdżenia podobało się bardzo. Trafia na moje małe trójmiejscowe podium. Trzymało w napięciu mocno, niekiedy było naprawdę przerażająco, a finał z przytupem. Brawo!


Mieli zabrać nas do nowego, lepszego świata, a zawlekli nas na samo dno piekła.


Teraźniejszość rozpoczynają dwa mocne teksty, "Wielka noc" Tomasza Sablika i "Recykling" Pawła Ciećwierza. Obydwa zakończyłam ukontentowana. "Wielka noc" szybko przykuła moją uwagę, a niecodzienna sytuacja bohaterki wywołała skojarzenia z zeszłorocznymi lokdownami. Finalnie wyszło tyle brudów, brutalności i uprzedzeń, że nie wiem gdzie to się na czterdziestu stronach zmieściło. Z kolei w "Recyklingu" czułam się przeniesiona wprost do Gotham City. Za to i zaskakująco pozytywne zakończenie również zajmuje miejsce na moim podium. 


Choć byli dwojgiem ludzi na opustoszałej ulicy, w niemal opuszczonym mieście, 

nigdy nie odzywali się do siebie. 


Dalej, czas na "Uwzględnienie bytu" Anny Marii Wybraniec. Zupełnie nie zrozumiałam. Do tego ciężko się czytało ze względu na dziwną formę, wybijającą z rytmu. Autorka napisała także prolog, który był równie niezrozumiały, trudny w odbiorze, a do tego pompatyczny. To było rozczarowanie. Kolejne opowiadanie, "Schilesierthal" Jakuba Bielawskiego, to oryginalny, całkiem zabawny i dość ciekawy tekst - monolog. "Co było, minęło" Bartłomieja Grubicha sprawiło, że zaczęłam się zastanawiać nad wciąż trwającą pandemią i samopoczuciem osób mniej odpornych na zamknięcie w czterech ścianach. Poczułam się klaustrofobicznie, także cel osiągnięty. "Pocztówka z wakacji" Rafała Ziębińskiego wypadła całkiem dobrze. Przez moment dała mi poczucie bezpieczeństwa, by zaraz rozerwać je całkowicie na strzępy. Świetny twist.


Świat umiera do tej pory i, trzeba gnojowi przyznać, robi w tym całkiem imponujące postępy.


"Nagła śmierć" Kamila Staniszka rozpoczyna część trzecią, Przyszłość. Uśmiechnęłam się widząc nawiązanie do "Obcego 3", którego niedawno skończyłam czytać. Potem było smutniej, wulgarniej i jakoś tak nieprzyjemnie. Ciągnęło się zbyt długo, a a puenta nie zrobiła wrażenia. "Oko zbielało" Macieja Krzywińskiego było brutalne, makabryczne, ale ciekawa wizja i dobrze pióro sprawiło, że czytało się je całkiem przyjemnie. "Choreomania" Sebastiana Królikowskiego nie przypadła mi do gustu. Zbyt dużo malowniczych, ale nużących opisów i zbyt wolne tempo, trochę się wynudziłam. "Zaczęło się od gwiazd" Łukasza Radeckiego wciągnęło mnie szybko. Wizja podejrzanego meteorytu bardzo interesująca i chętnie zobaczyłabym jej rozwinięcie w powieści.


Od dziecka fascynowała go destrukcja, rozpad i właśnie to zobaczył w lustrze.


"Kiedyś wszyscy byliśmy ludźmi" Grzegorza Kopca miał chyba najrówniejszy rytm, czułam niepokój od początku do końca. Opowieść o podróży do bezpieczeństwa i ukochanego przeplatały się z bardzo obrazowymi opisami przerażającego głodu. No i zombie, klasyczny motyw w wciągającym wydaniu. Ten tekst również trafia na moje podium. Ostatnie opowiadanie, "Garstka proszku" Dawida Lipskiego na początku dłużył mi się i nie mogłam się skupić na treści. W pewnym momencie głęboko poruszył, zaszokował i najlepiej pasował na tekst kończący tę antologię.  


Dla nich ratunku już nie ma. 


Podsumowując, było bardzo różnie. Cały czas towarzyszyła mi myśl, że kreatywność, wyobraźnia, pomysłowość nie mają granic. Każdy z autorów podszedł do zarazy w sobie charakterystyczny sposób, a z jednego słowa wyrosło multiwersum. Ciekawie czytało się teksty Sablika, Kopca i Bielawskiego, ale też innych, których znałam z powieści. Każdy ma coś wyjątkowego w swym stylu, co przebijało się też w krótszej formie i mam wrażenie, że byłabym w stanie w ciemno przypisać autora do opowiadania. Czekam niecierpliwie na kolejną odsłonę Grobowca


Pozdrawiam!



Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu In Rock - Vesper!


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...