Takiej huśtawki emocji dawno nie przeżyłam

Takiej huśtawki emocji dawno nie przeżyłam
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Znak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Znak. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 kwietnia 2025

"Zrzutka Haywardów" Janice Hallett

Opis Wydawcy:

250 tysięcy funtów. 500 stron poszlak. 15 podejrzanych.

Co wydarzyło się w Lockwood?

Ktoś ukrywa prawdę.

Ktoś podejrzewa oszustwo.

Ktoś jest gotów zabić.

W sennym miasteczku Lockwood wszyscy się znają. Gdy u dwuletniej Poppy lekarze diagnozują rzadkiego raka mózgu, jej bogata i wpływowa rodzina organizuje zbiórkę. Leczenie kosztuje fortunę a choroba szybko postępuje. Mieszkańcy się mobilizują, by wygrać wyścig z czasem. Ale pod maską dobroczynności kryją się zazdrość, sekrety, obsesje i manipulacje, które prowadzą do zbrodni.

Zrzutka Haywardów to coś więcej niż kryminał – to wyzwanie rzucone czytelnikowi.

Zbieraj tropy ukryte na kartach książki. Analizuj najmniejsze szczegóły. Pamiętaj – wszyscy mają coś na sumieniu! A morderca? Jest zawsze krok przed tobą.


Żyjemy w świecie, w którym obrazki mówią więcej niż słowa.


Moja opinia:

W niewielkim miasteczku Lockwood pewna bogata rodzina organizuje zbiórkę pieniędzy na rzecz Poppy, która padła ofiarą rzadkiego nowotworu. Pod pozorem dobroczynności kryje się jednak wiele tajemnic. W końcu najciemniej jest pod latarnią. 


Wierz mi, świat jest pełen bardzo bogatych ludzi, którzy czekają na okazję, by ulżyć sobie w poczuciu winy, trzeba tylko do nich dotrzeć.


W "Zrzutce Haywardów" forma jest wyjątkowa, szczególnie jak na kryminał. Opowieść składa się z maili i smsów. Czytając, starałam się zwracać uwagę na każdy szczegół. Właściwie nie ma podpowiedzi dla czytelnika. W gąszczu powitań, relacji co tam u kogo słychać, trzeba znaleźć drogę do sedna sprawy. 

Przyznaję, że było to miejscami nużące. Akcja tutaj nie rozwija się zbyt szybko. Trzeba być cierpliwym. Ale wyobrażam sobie, że ta forma jest znacznie bliższa do tego, z czym mierzą się detektywi w rzeczywistości - z falą danych, z których większość jest nieistotna tak naprawdę, a diabeł tkwi w szczegółach.


Łatwo zapomnieć, że wszystko ma swoją cenę.


Polecam "Zbiórkę" wszystkim, którzy kochają kryminały i chcą spróbować swoich sił z nową formą, doświadczyć czegoś jedynego w swoim rodzaju. Tym, którzy są gotowi na wyzwanie intensywnego uruchomienia szarych komórek, by w gąszczu wymienianej korespondencji odnaleźć drogę do prawdy.


Pozdrawiam!

niedziela, 10 stycznia 2021

"Koderzy. Opowieść o ludziach, którzy zmienili nasz świat" Clive Thompson

Opis wydawcy:

Dowiedz się, kim są najbardziej wpływowi dzisiaj ludzie na świecie. 

Programiści, koderzy, specjaliści IT. Jak ich praca oddziałuje na nasze życie? Czy stereotyp zamkniętego w sobie nerda w grubych okularach jest prawdziwy? Dlaczego tak mało jest w tej grupie kobiet, choć na początku to one zdominowały tę dziedzinę? 

Programowanie pozwala wyczarować wszystko. Dzięki niemu można zrobić przelew bankowy w smartfonie, wysłać znajomemu śmiesznego gifa, ale też stworzyć sztuczną inteligencję, która sama podejmuje decyzje, może być narzędziem wojny i zmienić wyniki wyborów. 

Czy życie programisty przypomina to z serialu Mr Robot? Czy koder może napisać aplikację, która znajdzie mu idealną partnerkę? Dlaczego twórcy przycisku „lubię to” go nie lubią i unikają Fejsa? 

Jedno jest pewne: koderzy, siedząc za ekranami komputerów, właśnie programują naszą przyszłość. Ale czy mają pod kontrolą to, co tworzą? 

Dlaczego więc sztuczna inteligencja tak samo szybko, jak uczy się rozpoznawać zdjęcia kotów, zaczyna wspierać neonazistów, rasistów i seksistów? Jak wymknęły się spod kontroli algorytmy mediów społecznościowych, które przyniosły popularność antyszczepionkowcom i wybrały Donalda Trumpa na prezydenta? 

Czy koderzy rzeczywiście zmieniają świat na lepsze?



Niebezpieczeństwo, że komputery upodobnią się do ludzi nie jest tak wielkie jak to, że ludzie upodobnią się do komputerów. 



Moja opinia:

Ciekawa, wnikliwa pozycja z gatunku literatury faktu, pozwalająca lepiej zrozumieć zachowania i historię programistów. Odpowiedziała na wiele pytań, których jeszcze nie zdążyłam sobie zadać. A przede wszystkim pozwoliła spojrzeć na ten temat ze znacznie szerszej perspektywy. 


"Hello world!" zgrabnie wydobywało kwintesencję egzystencjalnego wstrząsu, jakiego dostarcza kodowanie: oto pod twoimi palcami maszyna budzi się do życia. 


Książka sprawia wrażenie uporządkowanej i przemyślanej. Zawiera jedenaście rozdziałów, z których każdy dotyka innego aspektu programowania. Wszystkie napisane są w podobny sposób. Naprzemiennie przytaczane są różne historie osób, do których autorowi udało się dotrzeć lub fakty na temat przeszłości mniejszych lub większych firm technologicznych. Do tego ogrom przemyśleń autora, bardzo wnikliwych, inspirujących, otwierających umysł na spojrzenie z innej perspektywy. 

Myślę, że każdy, kto zajmuje się tym zawodowo czy na dłuższą metę, czerpie nienaturalną, niemal niezdrową satysfakcję z rozwiązywania problemów. 


Obecnie studiuję na ostatnim semestrze studiów inżynierskich z informatyki. Trochę projektów za mną, pierwsza praca również, jednak daleko mi do rasowych koderów wypowiadających się na łamach tej książki. Na szczęście wiele cech programistów, czy często ogólnie umysłów ścisłych mogłam wskazać również u siebie, więc jest jeszcze nadzieja :D. Z podziwem czytałam o imponujących wyczynach lub zastanawiałam się nad problemem seksizmu czy rasizmu w tej branży. Ta pozycja otworzyła mi oczy na wiele nowych aspektów programowania. 


Kod daje i kod może zabrać.


Poznawałam tę pozycję długo, delektując się nią, zawsze starając się skupić i chłonąć ile mogę. Dorwałam Koderów w bibliotece, ale zdecydowanie zainwestuję we własny egzemplarz, bo czuję, że wrócę do niej jeszcze nie raz. Polecam szczególnie osobom zainteresowanych tematem - warto!


Pozdrawiam!

piątek, 3 października 2014

"Jutro 5. Gorączka" John Marsden

Opis:
Na chwilę przestałam oddychać. Wiedziałam, że nie zdołam go powstrzymać. W pewnym sensie wcale tego nie chciałam. Naprawdę lubiłam Lee. Może nawet go kochałam. Nie byłam pewna. Czasami przypominało to miłość. Innym razem wolałam nie mieć z nim nic wspólnego. Targały mną skrajne emocje - od dzikiej namiętności po obrzydzenie. Ale miałam wątpliwości ni tylko co do Lee. Niczego nie byłam pewna. Wszystko wywróciło się nam do góry nogami. 
A uczucia, które próbowaliśmy zagłuszyć, wracają, coraz silniejsze. I okazuje się, ze udawanie twardych i racjonalnych nie ma sensu. Bo gdy opuścisz do głosu emocje, nieważne staje się to, po czyjej stronie ktoś stoi. Ważne, co do niego czujesz. 


      W jednej chwili się wygłupialiśmy, nie czując żadnej presji, bawiąc się na starym dobrym wysypisku, a już w następnej zaglądaliśmy śmierci w oczy. Widziałam jej źrenice. Wcześniej też ocieraliśmy się o śmierć. Mimo to poczułam, że tym razem może naprawdę być po nas. 


Moja opinia:
Im bardziej zagłębiam się w tę serię, jestem coraz bardziej zaskoczona utrzymującym się poziomem. Dość wysokim. Tak, czwarta część odbiegała nieco, ale już piątej nie mam nic do zarzucenia. Ponownie dałam się wciągnąć w świat wojny widzianej oczami odważnych sabotażystów. Wyraźnie widać, jak bardzo ciągłe zagrożenie i strach o własne życie ich zmienia. Otarli się już o śmierć nie raz i sami zabili wielu wrogów. W szczególności ta krzywda zadana innym zostawia na nich widoczny ślad. Stają się bardziej zamknięci w sobie i agresywni. Jednego z bohaterów dotyka załamanie nerwowe, które paraliżuje go i uniemożliwia pomoc przyjaciołom. Staje się dla nich ciężarem, co wywołuje jeszcze większą depresję. Nie mogą jednak marzyć o kubku gorącej kawy, kocu czy pokrzepiającym głosie dorosłej osoby. Bez względu na wszystko muszą iść dalej, bo każde zatrzymanie grozi utratą życia. 

       Od jakiegoś czasu nawiedzała mnie śmieszna myśl, że gdy nas złapią (myślałam o tym już w kategoriach "kiedy", a nie "jeśli"), nastąpi to pewnie w jakiś głupi, zwyczajny sposób - bez dramatów i wielkich scen, nie podczas wysadzania mostu w powietrze, brania zakładnika albo atakowania konwoju, ale we śnie albo w toalecie. Albo gdy skręcimy ścieżką gdzieś w środku lasu, gdzie dotąd czuliśmy się bezpieczni, i ujrzymy przed sobą tysiąc żołnierzy z wycelowanymi w nas karabinami. 

Bardzo się cieszę, że bohaterowie decydują się pozostać na terenie działań wojennych. Zżyłam się z nimi dość mocno i nie życzę im śmierci, ale pobyt w Nowej Zelandii im zdecydowanie nie służyła. Widocznie uzależnili się już od silnych emocji i nie potrafili się odnaleźć na pokojowym terytorium. W tej części przypadek odgrywał dość dużą rolę. Znaleźli się w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie i to pozwoliło im dokonać kluczowych zniszczeń w siłach wroga. Po tej akcji nie mogłam się powstrzymać - byłam z nich najzwyczajniej w świecie dumna. Stali się już moimi sprawdzonymi przyjaciółmi, którzy zawsze i wszędzie potrafią wybawić mnie z sideł nudy. 
Całą serię gorąco polecam!

Ocena: 8/10.



piątek, 8 sierpnia 2014

"Jutro 4" John Marsden

Opis:
Na myśl o powrocie robi mi się niedobrze. Mam ochotę krzyknąć: "Posłuchajcie mnie, do diabła! Mam gdzieś wasze wielkie plany!". Chcę, żeby ktoś, ktokolwiek, przyznał, że to, czego ode mnie oczekują, jest wielkie, olbrzymie, gigantyczne. I nie chodzi wcale o to, że tu jest nam tak wspaniale. Nie jest.
Mam wrażenie, ze wszyscy przestaliśmy być sobą. Homer chce nami rządzić bardziej niż kiedykolwiek. Fi i Kevin wszystkiego się boją, a Lee... nie poznaję go.
No i zrobiłam coś, czego dawna Ellie nigdy by sobie nie wybaczyła. Jedyne, co pomaga mi przetrwać, to nadzieja, ze tam, na miejscu, znów staniemy się sobą. 

         Żałowałam tylko, że w moim małym ciele nie ma więcej miejsca, by pomieścić wszystkie te gwałtowne, dzikie uczucia, które krzyczały wewnątrz. Już teraz było tam tłoczno - wątroba, wyrostek robaczkowy, jelita, serce i reszta tego śmiecia. Zdecydowanie nie było miejsca na uczucia. Mimo to udało im się gdzieś wepchnąć. Większość zamieszkała w żołądku - narobił tam okropnego bałaganu - ale niektóre pełzły mi po rękach, a inne utknęły w gardle, jakbym połknęła gałkę od drzwi. 


Moja ocena:
Kolejna, czwarta część serii Jutro, jest jak dotąd najsłabsza. Nie znaczy to wcale, że nie było fragmentów, które czytałam z otwartymi ustami.

Znalazły się emocjonalne momenty, jednak zdecydowanie w drugiej połowie powieści. Początek natomiast dłużył mi się strasznie. Uwaga autora skupiona była na pobycie Ellie i pozostałych na terenie Nowej Zelandii, poza działaniami wojennymi. Tam akcja zwolniła. Opisy uczuć i dylematów moralnych zaczynały dawać się we znaki i w zbyt skondensowanej dawce stawały się nużące.

Po paru miesiącach bohaterowie wrócili do ojczyzny i  tam akcja nabrała większego tempa. W końcu podczas wojny nigdzie nie dzieje się więcej niż w samym jej sercu, czyli na ziemiach okupowanych przez wroga. 


W trakcie tych paru miesięcy sporo się zmieniło. Nasi odważni partyzanci zamiast działać na własną rękę, mieli walczyć pod dowództwem wyszkolonych żołnierzy. Ci wybierali rozwiązania najpraktyczniejsze i najbezpieczniejsze, co czyniło je mniej interesującymi od pomysłowych improwizacji nastolatków. Na szczęście nastąpiły pewne komplikacje (oszczędzę spoilerów) i nasza paczka przyjaciół wróciła do sabotowania wroga na własną rękę.

Akcja przyspieszyła znów do zwrotnego tempa. Ponownie objawiła się geniusz pana Marsdena, a czwarta część serii nie ustępowała już jakością oraz realnością przyśpieszających tętno efektów. Po raz kolejny poczułam smak partyzanckiego życia i to z wręcz grzeszną przyjemnością. W końcu podczas tylu wojen młodzi ludzie walczyli i ginęli, a dla nas obecnie możliwość obserwowania podobnych zmagań to rozrywka. Nie pozostaje nam jednak nic innego, tylko pamięć.

     Wierzcie mi, gdybym mogła cofnąć czas, kilka rzeczy zrobiłabym inaczej. Nawet w czasie pokoju słono się płaci za bycie tym, kim chce się być, za życie, które jest takie, jakie powinno być. 


Polecam serdecznie i tę część, w szczególności fanom całej serii. Jeśli pokochaliście poprzednie tomy, czytanie tego będzie dla was również przyjemnością ;)


Ocena: 8/10.


Pozdrawiam!


Koniecznie posłuchajcie, jest cudowna ;)


sobota, 5 lipca 2014

"Jutro 3. W objęciach chłodu" John Marsden

Opis:
Mam na imię Ellie. Nie jestem już tą samą dziewczyną, która mieszkała z rodzicami w Wirrawee.
Nikt z nas nie jest już taki sam.
Boimy się, ale jesteśmy silni i nie tak łatwo nas złamać. 
Nie chcemy być martwymi bohaterami.
Wydaje mi się, że  w obliczu niebezpieczeństwa będziemy musieli robić rzeczy naprawdę straszne. le nie wiem, jak daleko możemy posunąć się, żeby ocalić najbliższych. I czy będę w stanie kochać kogoś, kto nie zawahał się zabić?
Choć nadciąga chłód, jutro może być naprawdę gorąco.


Zostałam ekspertką od strachu. Odczuwałam wszystkie silne emocje, jakie istnieją:  miłość, nienawiść, zazdrość, wściekłość. Największą z nich wszystkich jest jednak strach. Nic tak jak on nie sięga w głąb ciebie i nie ściska twoich wnętrzności. Nic innego nie ma nad tobą tak wielkiej władzy. Strach jest jak choroba, gorączka, która przejmuje nad tobą kontrolę. 


Moja opinia:
To już trzecia część jednej z moich ulubionych serii. I po raz kolejny dałam się wciągnąć bez pamięci. Połknęłam tę powieść w zaledwie jeden dzień, żałując, że nie miała choć paru stron więcej.


Do bohaterów nie sposób nie czuć sympatii. Są tak prawdziwi, że bardziej już być nie mogą. Tak jak każdy z nas w rzeczywistości, cały czas się zmieniają i nie raz potykają. Wciąż prą naprzód, choć nie raz wydaje się im, że Wszechświat tylko rzuca im kłody pod nogi.


Napięcie w wielu scenach sprawiało, że czytałam z otwartymi ustami, a siostra obserwując mnie miała niezły ubaw ;) Seria Jutro jest niesamowicie napisana. Umiejętności autora są godne podziwu. Łączy ze sobą opisy uczuć, dialogi i sceny akcji w doskonałych proporcjach. 


Niedawno obejrzałam również ekranizację pierwszej części serii. Muszę przyznać, że jest to jeden z lepszych filmów powstałych na podstawie książki jaki oglądałam. Dość wierny, czułam naprawdę zbliżone emocje, które przekonały minie do kolejnych części serii. Szczerze polecam, ale tylko tym, którzy mają książkę już za sobą. Mam wrażenie, że pozostałym film może się wydać przeciętny.


Ocena: 9/10.


Pozdrawiam!


Dołączam tradycyjnie małe co nieco. Koniecznie posłuchajcie ;)



wtorek, 24 czerwca 2014

"Nie jestem seryjnym mordercą" Dan Wells

Opis:
Miasteczkiem Clayton wstrząsająca seria tajemniczych morderstw. To moja obsesja. Muszę się dowiedzieć, kto zabija.


Mój terapeuta twierdzi, ze sam ma cechy seryjnego mordercy. 95% seryjnych morderców w dzieciństwie unikało ludzi, podpalało i dręczyło zwierzęta, ale to przecież nie oznacza, że każde dziecko wyrasta na zabójcę, prawda?


Moja opinia:
Jeszcze przed sięgnięciem po tę książkę czytałam kilka bardzo pochlebnych opinii na jej temat. Ja niestety mam mieszane uczucia. Raz odczuwam podziw, a niekiedy irytację.


Niewątpliwie to, co najbardziej udało się panu Wellsowi to pomysł na głównego bohatera. Jest interesujący i zdecydowanie zwracający na siebie uwagę. W dodatku udało się autorowi stworzyć dość oryginalny i dla mnie wiarygodny portret jego wnętrza.


Jak każdy z nas, John zmaga się ze swymi słabościami, są one jednak poważne  - w końcu mogą doprowadzić do śmierci osób postronnych. Bohater jest świadomy problemu, stara się walczyć ze złymi podszeptami i odnaleźć stan równowagi między tym co dzieje się w jego umyśle, a rzeczywistym światem. Podziwiam jego stanowczość i samodyscyplinę. Autor nie szczędził miejsca na przemyślenia głównego bohatera, które nie nudziły, lecz fascynowały. Ich owocem są tak pięknie skonstruowane, wręcz poetyckie obrazy jak ten, którego fragment pozwolę sobie przytoczyć poniżej. 


   Ogień jest przelotnym, krótkotrwałym zjawiskiem, kwintesencją niestałości. Pojawia się nagle, nabiera z impetem życia, wykonuje taniec głodu, podczas gdy wszystko wokół kurczy się i czarnieje. Gdy już nie ma nic do pożarcia, znika i niczego nie pozostawia z wyjątkiem popiołów i resztek niezużytego paliwa - kawałków drewna, liści i papieru, nieczystych, by spłonąć, za mało cennych, by połączyć się z roztańczonym ogniem. 


Jeżeli chodzi o irytujące momenty - proszę przygotować się na SPOILER. Jeśli nie czytałeś powieści, a nie przepadasz za spoilerami, pomiń proszę poniższy akapit akapit.


Otóż w utworze byłoby wszystko świetnie, gdyby nie zrobienie demona z mordującego mężczyzny, którego tożsamość John próbuje ustalić. Jaki sens jest wplatać jeden jedyny motyw fantastyczny do przesiąkniętej realnością książki? Nie widzę sensu. Może robienie z mordercy postaci fantastycznej było ułatwieniem, bo autor mógł z nią robić, co chciał i tłumaczyć wszystko nadnaturalnymi cechami, które w fantastyce wystąpić mogą. Być może takie przeplatanie w przypadku paranormalnych romansideł sprawdza się, lecz w kryminalnych powieściach nie ma na nie miejsca. Nawet jeśli jest to tylko książka dla nastolatków. Wbrew pozorom, z sztuką logicznego myślenia radzą sobie oni całkiem nieźle ;)

Podsumowując, powieść tę polecam tym, którzy mają zbyt dużo czasu wolnego. Jeśli nie będziecie oczekiwać od niej zbyt wiele, powieść może przypaść wam do gustu jeszcze bardziej ;)


Ocena: 6/10.

Pozdrawiam!




poniedziałek, 24 lutego 2014

"Casino Royale" Ian Fleming


Opis książki:
Oto James Bond: uroczy, wytworny, przerażająco bezwzględny i śmiertelnie niebezpieczny. W pierwszej z powieści Fleminga o przygodach agenta 007 Bond ma do spełnienia wyjątkową misję: musi unieszkodliwić - ale tylko przy stole do gry w bakarata - Le Chiffre'a, radzieckiego tajnego agenta i zarazem groźnego hazardzistę. Może wtedy Sowieci go "odsuną". Wygląda na to, że szczęście jest po stronie Bonda - Le Chiffre przegrywa partię o najwyższą stawkę. Jednak nie wszyscy grają fair, uczucia Bonda do pięknej agentki pakują go w kłopoty i gdyby nie przybycie niespodziewanego wybawcy...


To człowiek bez reszty oddany pracy (...). Nie wyobrażaj sobie, że to zabawa. Facet nie myśli o niczym oprócz zadania, a wtedy praca z nim to istne piekło. Ale jest zawodowcem. Takich mamy niewielu, więc nie będziesz tracić czasu. Do tego facet jest przystojny, więc nie zakochuj się w nim. Nie sądzę, żeby miał serce. 


Moja opinia:
Sięgnęłam po tę książkę, pragnąc się wreszcie dowiedzieć, co sprawiło, że historia o 007 odniosła tak ogromny sukces. Od dawna zastanawiało mnie to, dlaczego tak wiele mówi się o filmach o sławnym agencie, a jednak niewielu ludzi wie, że ma on swój pierwowzór powieściowy. Myślę, że doskonałej wręcz odpowiedzi udzielił Wojciech Orliński w dołączonym do wydania z 2006 roku Posłowiu. Przytoczę więc ten fragment poniżej (nie jest to część powieści, a jedynie dodatek, wiec mam nadzieję, że ten mały przejaw nadgorliwości nie będzie wielką zbrodnią :D ).


Zawrotny sukces powieści Fleminga nie wynikał przecież ani z tego, że miały coś szczególnie interesującego do powiedzenia na temat szpiegowskiego rzemiosła, ani ze szczególnie wartkiej akcji, ani nawet z tego, że bohater pije wyszukane drinki i uwodzi piękne kobiety. (...) Gdzie więc Ian Fleming znalazł swój złoty klucz do sukcesu? Umberto Eco zwracał uwagę na bardzo sztywną strukturę narracyjną opowieści o Bondzie, a zwłaszcza relacji w trójkącie Bond - główny szwarccharakter danej opowieści - "dziewczyna Bonda". 
Przeciwnik Bonda często jest kimś dorównującym mu siłą, inteligencją czy wymyślnymi gadżetami przydatnymi w pracy szpiega lub szalonego naukowca. Często można się nawet zastanawiać nad tym, czy mowa o dorównywaniu czy już o przewyższaniu, skoro dramatyczna konfrontacja Bonda z jego przeciwnikiem zawsze musi się skończyć pojmaniem bohatera i poddawaniem do jakimś wymyślnym torturom. 
Jeśli Bond na koniec zwycięża - to nie dzięki swojej sile, ale dzięki temu, że jego przeciwnik niepotrzebnie wdaje się w jakieś długie monologi o swoich planach podboju świata, przerywane czasem demonicznym "ha! ha!"., albo po prostu dzięki przypadkowi. Do Bonda pasuje raczej tytuł "Szpieg, który miał dużo szczęścia" niż  "Szpieg, który był doskonałym fachowcem". (...)
"Dziewczyna Bonda" z kolei według schematu może być groźną przeciwniczką, teoretycznie nawet równorzędną Bondowi lub przewyższającą go jakąś specjalistyczną wiedzą. Ma jednak zasadniczą słabość: jest nią zawsze emocjonalna niestabilność. Miotając się między uczuciem żywionym wobec przeciwnika Bonda czy wobec innych mężczyzn a nieodpartym urokiem agenta 007, papkuje się w coraz gorsze tarapaty prowadzące często do jej śmierci. Na szczęście,nim zginie, pisarz pozwala jej zwykle łaskawie doznać największej możliwej rozkoszy, jakiej kobieta może zaznać na tym padole - pieszczot samego komandora Bonda.  


Nie mogłabym lepiej niż pan Orliński podsumować wrażeń po lekturze pierwszej powieści z serii Agent 007. Niewątpliwy urok książki tkwi w sztywności i zwięzłości, która podkreśla bezwzględność, profesjonalność Bonda oraz całkowite oddanie swej pracy i jednocześnie zapobiega irytującemu przejaskrawieniu.


Bardzo przyjemnie było na parę dni zagłębić się w męski świat, w którym żyje się szybko i intensywnie. Grzechem byłoby zrezygnować z lektury Casino Royale mając już powieść w ręce ;)


Moja ocena: 9/10.

Pozdrawiam!




       - Otaczaj się ludźmi, mój drogi Jamesie. Za nich łatwiej walczyć niż za zasady. - Roześmiał się. - Ale nie wystawiaj mnie do wiatru i nie zmieniaj się zupełnie w człowieka, bo stracimy naprawdę wspaniałą maszynę. 





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...