Takiej huśtawki emocji dawno nie przeżyłam

Takiej huśtawki emocji dawno nie przeżyłam

sobota, 1 sierpnia 2015

"Szamanka od umarlaków" Martyna Raduchowska

   
źródło
Opis z okładki: 
Medium ma w życiu przerąbane. Medium, które nie chce być medium, ma przerąbane w dwójnasób.
Medium bez powołania, za to z awersją do duchów ma przerąbane wzdłuż, wszerz i naokoło.

Ida Brzezińska świetnie wie, czego chce: normalnego życia. I gdyby to od niej zależało, w jej rodzinie na pewno nie byłoby ojca maga, matki czarownicy, babki jasnowidzki ani ciotki medium. Ani bez mała dwudziestu pokoleń podobnych odmieńców. 

A geny sumiennie robią swoje, obdarzając Idę równie nadprzyrodzonym co niepożądanym szóstym zmysłem. Do tego jeszcze wredny, podły Pech o sadystycznych skłonnościach z upodobaniem krzyżuje jej plany, wpycha w szpony apodyktycznej ciotki, nęka stałą obecnością umarłych i wplątuje w aferę, od której na kilometry czuć pieprzem i imbirem - zapachem czarnej magii. 

Postawmy sprawę jasno - Ida nie ma Pecha. To Pech ma Idę. 


Moja opinia: 
To był kawał dobrej, polskiej powieści. Do tego fantastycznej. Żałuję, że czekała na mojej półce tak długo. 

Zacznijmy może od minusów Szamanki. Momentami czytało mi się ją świetnie, a czasami musiałam oderwać się od książki, bo za bardzo mnie irytowała. Jestem ogromną zwolenniczką szybkiej akcji, braku tchu i zaczytywaniu się w powieściach godzinami, aż oczy pieką. Ale Szamanka od umarlaków to praktycznie sama akcja. Momentami czułam zwyczajny przesyt tego świetnego humoru i nieoczekiwanych zwrotów akcji.  Nawet to, co wygląda jak opis przedstawione było raczej jako jedno wielkie zbiorowisko anegdotek i ironicznych komentarzy. Czasami już nie wiedziałam, czy ta Ida mówi poważnie, czy nie. Co było niezwykle irytujące, i ona nie wiedziała, czy to się naprawdę dzieje, czy nie. Jak tylko Tekla uczyła ją czegoś nowego na temat medium i ich fachu, ona odpowiadała "Co proszę?" lub "Że jak?". Miałam wrażenie, że byłabym lepszą uczennicą niż ona. 

         Pozory mylą - burknęła nachmurzona Ida. - W świecie czarodziejów moi bliscy to faktycznie VIP-y, ja akurat jestem czarną owcą. Skandale to moja specjalność. Nie potrzebuję do nich czarnej magii, możesz mi wierzyć. Niemagiczne dziecko urodzone w magicznej rodzinie to skandal sam w sobie.  

   
źródło
Jakie są więc plusy? Właściwie dokładnie to, co stanowiło minusy, gdyby tylko nie było tego tak strasznie dużo. Pani Martyna Raduchowska zasługuje na brawa, za stworzenie tak nietuzinkowej, zabawnej i odważnej postaci, jaką jest Ida Brzezińska. Ciętym język i oryginalnym humorem zaskarbiła sobie moją dozgonną przyjaźń. W połączeniu ze zrzędliwą Teklą stanowiły bezkonkurencyjnie najlepszy duet mediów w historii. Może jeszcze wyjaśnię skąd się wziął tytuł książki. W końcu wciąż wspominam o medium, a kim jest ta szamanka? Otóż szamanka od umarlaków to połączenie medium i banshee (czy tylko ja od razu pomyślałam o Teen Wolf??), przy czym ta pierwsza widzi zmarłych i odpowiedzialna jest za przeprowadzenie ich na druga stronę rzeki na wieczny spoczynek, natomiast druga przewiduje śmierć wybranych ludzi (tak, dokładnie jak Lydia). Wow, jaka mieszanka. Kto jest kim, musicie się jednak dowiedzieć sami, bo ja już nic więcej nie ujawnię.

         - Co mogło mnie spotkać? - zainteresowała się Ida.
      - Szaleństwo - skwitowała Tekla. - W jej przypadku gwarantowane. Przy odrobinie szczęścia można trafić na dobrego psychiatrę i jakoś się pozbierać, ale jak tak na nią patrzę, to coś mi się wydaje, że szczęście raczej jej nie sprzyja. 

Nie jestem do końca pewna czy nie namieszałam za bardzo z tymi plusami i minusami. Podsumowując, serdecznie polecam Szamankę. Ida to jedna z tych bohaterek, którą po prostu trzeba poznać. Dla niej warto pozbyć się wszelkich uprzedzeń wobec polskich autorów, jeśli jeszcze się takowe ma. Ja swoje porzuciłam już jakiś czas temu i jak dotąd nie pożałowałam.

Moja ocena: 8/10.

Pozdrawiam!

środa, 29 lipca 2015

"Alicja w krainie zombi" Gena Showalter

  
źródło
Opis:
Żałuję, że nie mogę się cofnąć w czasie i postąpić inaczej w wielu sprawach. Powiedziałabym swojej siostrze: nie. Nigdy nie błagałabym matki, by porozmawiała z ojcem. Zasznurowałabym usta i przełknęła te nienawistne słowa. Albo chociaż uściskałabym siostrę, mamę i tatę po raz ostatni. Powiedziałabym, że ich kocham, Żałuję... tak, żałuję. 
Jej ojciec miał rację. Potwory istnieją...
By pomścić śmierć rodziny, Alicja musi się nauczyć, jak walczyć z zombi. Nie spocznie, dopóki nie odeśle każdego żywego trupa z powrotem do grobu. Na zawsze. 



Moja opinia:
Uwielbiam, gdy książki nawiązują do kultowych bajek czy powieści dla dzieci. Szczególnie, gdy są one skierowane do starszych odbiorców. To zawsze przywołuje tyle wspomnień. Od razu podchodzi się do nowego utworu z pakietem emocji, które kojarzą ci się z pierwowzorem. W trakcie czytania szukasz powiązań i różnic. Często można się nieźle zdziwić, jak bardzo fabuła można odejść od kultowej historii, a jednak dalej pozostać z nią związana. 

Oczekując podobnej przygody, sięgnęłam po Alicję w Krainie Zombi. W dzieciństwie nie przepadałam za Alicją w Krainie Czarów. Właściwie nie nienawidziłam jej, po prostu inne baśnie bardziej do mnie przemawiały. Niemniej jednak, wciąż znałam historię Alicji i byłam ogromnie ciekawa, w jakim świecie tym razem wyląduje. Czy Kraina Zombi skuteczniej mnie wciągnęła? 

    
źródło
W sumie tak. Bawiłam się z tą książką świetnie. W prawdzie nie umierałam z zachwytu nad projektem samych zombi, ale niektóre rozwiązania wprowadzone przez panią Showalter całkiem pozytywnie mnie zaskoczyły. SPOILER! Osadzenie fabuły w znanej nam rzeczywistości z dodatkiem zombi w sferze duchowej wydało mi się całkiem niezłym pomysłem, oryginalnym. No i to by było na tyle w kwestii oryginalności. WIĘCEJ SPOILERÓW!! Co do całej historii ze śmiercią rodziców, walką z szkolną hierarchią i romansu z Colem, nic mnie już nie zaskoczyło. Wydarzenia rozgrywały się w umiarkowanym tempie, z paroma przyspieszeniami akcji i wyjaśnieniami, które autorka podawała porcjami w rozsądnych odstępach czasu. 

Mimo przewidywalności, przyznaję, że bawiłam się całkiem nieźle, szczególnie obserwując Ali i Colea. Ta parka się nieźle dobrała. W dodatku Kat i Szron z relacją w stylu "oboje wiemy, że jesteś mój, ale jeszcze się z tobą podrażnię". Nie raz doprowadzali mnie do śmiechu. 

Podsumowując, Alicja w Krainie Zombi to dość lekka lektura na wakacje, przy której można się całkiem nieźle zabawić. Polecam szczególnie wielbicielom zombi oraz powieści z gatunku paranormal romance, ale również tym, którzy po prostu mają trochę za dużo wolego czasu. Tymczasem ja już poluję na kolejną część.   

Moja ocena: 7/10.

Pozdrawiam!

niedziela, 26 lipca 2015

"BZRK" Michael Grant

źródło
Opis:
Ta wojna może się skończyć tylko zwycięstwem lub szaleństwem... Świat niedalekiej przyszłości. Fanatyczni twórcy idei zjednoczenia ludzkości na podobieństwo roju pszczół, bez indywidualnych pragnień i wolnej woli, chcą zaprowadzić w ten sposób powszechny spokój i szczęście. Zamierzają przy pomocy nanorobotów opanować mózgi przywódców państw o najlepiej rozwiniętej technologii. Ich przeciwnikiem jest BZRK, grupa idealistów, walcząca ze zdradziecką agresją przy pomocy biotów, stworzoną z ich DNA przy pomocy DNA pająków, węży i meduz. Niestety na skutek podstępnego zamachu ginie wynalazca technologii hodowli biotów, potajemnie wspierający działania BZRK. Jego córka, Sadie, zostaje ciężko ranna w tym samym zamachu, ale ocaleje. BZRK werbuje ją natychmiast do akcji ochrony prezydentów, razem z Noahem, bratem weterana z Afganistanu, członka tajnej grupy, który zwariował po ataku nanorobotów. Rozpoczyna się decydujące starcie, niewidoczne dla wszystkich, z wyjątkiem jego uczestników. 


Moja opinia:
Miałam duże oczekiwania wobec tej książki. W końcu została napisana przez Michaela Granta, autora serii GONE, jednej z najlepszych, jakie było mi dane dotąd czytać. W dodatku koncepcja nanorobotów i walk w mikroświecie... To wystarczyło, by zyskać moją uwagę. I przyznaję, żałuję, że nie zabrałam się za tę powieść tuż po zakupie, bo przerosła wszelkie moje oczekiwania.
Może zacznę od cytatu.

   
źródło
Wiele części ludzkiego ciała wyglądało z bliska bardzo niepokojąco. Ale, o dziwo, niewiele wytrącało z równowagi bardziej niż ludzka tęczówka. To, co z daleka przypominało niebieski lód, z bliska było jak oko cyklonu na Jowiszu. Na samej granicy pola widzenia Vincent dostrzegał błękit, czy raczej szarość, która wydawała się błękitem. Ale nie była gładka; to pofałdowana, włóknista masa, tysiące pasemek nagiego mięśnia, wycelowanych promieniście do wewnątrz, w stronę źrenicy, a wszystkie miały za zadanie rozszerzać się i kurczyć, by wpuścić w źrenicę mniej lub więcej światła. 
Z bliska - a nie dało się być już dużo bliżej niż V2, bo siedział na samym skraju powieki - tęczówka wyglądała trochę jak warstwa na warstwie szarych i pomarańczowych dżdżownic, cieńszych przy zewnętrznym brzegu, grubszych przy krawędzi źrenicy. 
A sama źrenica uciekała w głąb - straszliwa, bezdenna czarna dziura. Otchłań. Ale jeśli spojrzało się wprost w dół i złapało odpowiednie światło, można było jednak zobaczyć dno tej otchłani, bezładne naczynia krwionośne i zgrubienie z przyczepionym nerwem wzrokowym. 

To tylko jeden z licznych opisów części ludzkiego ciała z dość niespotykanej perspektywy. Sprawiły one, że świat BZRK wydał mi się świeży i oryginalny, choć tak naprawdę zmienił się tylko sposób patrzenia na rzeczywistość, którą już znamy. W dodatku opisy są niesamowicie dopracowane w każdym szczególe, że aż chciało się powiedzieć: "wiem o czym mówisz, dokładnie tak to sobie wyobrażam".

   
źródło
Po lekturze innych powieści Michaela Granta spodziewałam się ciągłego napięcia oraz brutalności. I faktycznie, już w pierwszym rozdziale zostałam wrzucona w rozpędzony wir akcji. Ostrzeżenie na okładce: "Uwaga! Książka zawiera sceny okrucieństwa i przemocy.", jest w pełni uzasadnione. Podobnie jak w serii GONE, niektórzy bohaterowie wykazują się obojętnością na uczucia innych i są w stanie mordować ludzi bez wyrzutów sumienia. Ot, typowe czarne charaktery, tyle że w wieku siedemnastu lat, z pozory wyglądające jak typowi nastolatkowie. Perspektywa szaleństwa po stracie botów wisiała nad bohaterami przez cały czas, co skutecznie podkręcało potrzebę dowiedzenia się, jak skończy się każda walka. Do tego dochodzą deformacje ciał, tak przerażająco wpasowane w klimat książki, które dla pana Granta powoli stają się wizytówką.

Jedyną wadą, jakiej dopatrzyłam się w powieści to nie skupianie się na samych bohaterach. Dostajemy ogólne rysy i najważniejsze dla akcji informacje, ale niewiele poza tym. Jedynie Noah i Sadie poznajemy lepiej, ich przeszłość, emocje i punkt widzenia. Co do pozostałych bohaterów, odczuwam pewien niedosyt i mam nadzieję, że w kolejnej części dowiem się czegoś więcej. Wspominam o tym właściwie tylko dla zasady, bo w trakcie czytania to drobne niedopracowanie zupełnie mi nie przeszkadzało. Zbyt wiele się działo.

Gorąco polecam BZRK. Czytając, miałam wrażenie, że moja wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach. Kocham to uczucie. To właśnie dla niego warto czytać.

Moja ocena: 9/10!

Pozdrawiam!


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...