W związku z wyjazdem do USA w ramach programu Work and Travel
zawieszam działalność na blogu do połowy września.
Życzę wszystkim wspaniałych wakacji,
czy to z dobrą książką, czy w podróży, czy w domowym zaciszu :)
Pozdrawiam!
Być kobietą i nie zwariować składa się z rozmów między kilkoma kobietami. Jedna z nich, Kasia, jest terapeutką, a pozostałe klientkami. Panie pracują w różnych zawodach, mają przeciwne charaktery i prowadzą rozmaite tryby życia, a jednak wciąż mają za sobą wiele wspólnego. Przede wszystkim - są kobietami nie do końca zadowolonymi ze swojego życia. Kasia popycha dziewczyny w stronę najtrudniejszych tematów i wyciąga poza strefę komfortu. Przekonuje ich swoją otwartością do szczerego przyznania się, co je gryzie.
Zdziwiona byłam jak wiele problemów dzieliłam z tymi kobietami. Wszystkie walczymy z tymi samymi demonami, tylko nazywamy to inaczej lub wypieramy ze swojej świadomości. Czułam się jak kolejna pacjentka, trochę bardziej milcząca niż one, ale w duchu powtarzałam - tak, dokładnie! też tak mam!
Lektura tej książki była dla mnie swoistym katharsis. Kilka razy płakałam, przyznając przed sobą, że uciekam od problemów, nie nazywam ich po imieniu, bagatelizuję. To był czas świadomego patrzenia w swoje wnętrze i próby zrozumienia, dlaczego jestem tutaj, a nie tam, gdzie chcę być.
Od drugiego tomu byłam ciekawa, czy Starsi, czyli tubylcze gatunki terra indigena, wkroczą do akcji i zaprowadzą porządek w Thaisii. A Anne Bishop potrafi budować napięcie po mistrzowsku przez kilka ponad pięćset stronicowych książek. W Naznaczonej nad bohaterami wisi wizja zagłady, wszędzie panuje niepokój przeplatany tylko cichą nadzieją, że może uda się uniknąć gniewu Starszych. By nie narazić się na ich nieprzychylność, Inni z Dziedzińca muszą zachowywać w tajemnicy informację o nadchodzącej zagładzie. Naprawdę warto było czekać na pojawienie się Pazur i Kłów Namid. Autorka stworzyła świetne widowisko, nie zawiodłam się pod żadnym względem.
SPOILER + wątpliwości:
Fabuła jest dość przewidywalna w jeśli spojrzymy na nią całościowo. Mamy nastolatkę z problemami, która nie potrafi odnaleźć się w świecie. Ma w swoim życiu wspaniałych bliskich - zabawnego ojca, mocno stąpającą po ziemi macochę i wierną przyjaciółkę. Ciekawą postacią jest geek boy Toby, który podkochuje się w bohaterce zupełnie otwarcie, nie robiąc sobie nic z odrzucenia. Z resztą populacji Harriet ma nie najlepsze stosunki - albo jej nienawidzą, albo zupełnie nie rozumieją. Gdy nadarza się więc okazja, by pokazać tym wszystkim ludziom, że stać ja na więcej niż zamęczanie nikogo nie interesującymi faktami, postanawia z niej skorzystać bez względu na wszystko.
Książka napisana jest z perspektywy Harriet, więc, jako ze dziewczyna jest tytułowym geekiem, pełno w niej dziwnych faktów z życia zwierząt i typowego dla fikcyjnej nastolatki sposobu rozumowania w stylu mam zabroniła mi wyjeżdżać z kraju, więc po prostu ją okłamię i będę liczyła na to, że nigdy się nie dowie. Przez takie myślenie bohaterka co rusz wpadała w tarapaty i dostarczała mi niezłej zabawy.
Pojawił się również megaprzystojny model, do tego dowcipny, inteligentny i naprawdę miły, też nie był zaskakującym elementem. Natomiast byłam pozytywnie zaskoczona faktem, że jego obecności w powieści było stosunkowo niewiele. Autorka skupiła się na pokazaniu jak ważne jest akceptowanie swojej osobowości oraz zaufanie do siebie i najbliższych, a wątek miłosny zepchnęła na drugi plan. Za to powieść dostaje dodatkowe punkty i z pewnością polecę ją młodszym siostrom.
Niesamowitą siłą powieści, zarówno tej, jak i Szklanego tronu, jest kreacja głównej bohaterki. Feyra (cały czas czytałam jako Freya - pozdrawiam fanów The Originals) to doświadczona przez życie dziewczyna, która z przeżytego bólu czerpie niesamowita siłę i korzysta w pełni z życia, które ma, a jest ono naprawdę trudne. Nie boi się stawiać czoła losowi z podniesioną głową i sięgać po to, czego pragnie. Umierającej matce dała słowo, że zaopiekuje się ojcem i dwoma siostrami, po czym latami dzień po dniu żyje wypełniając obietnicę. Podziwiałam jej upartość i szczerość ze swoimi uczuciami. Inspirująca dziewczyna, o której życiu chce się czytać.
Dwór cierni i róż to powieść romantyczna, pełna cierpienia i nadziei, że lepsze jeszcze nadejdzie. Niekiedy przewidywalna, a innym razem zaskakująca. Ma w sobie wszystko, czego od tej książki oczekiwałam. Spotkałam się z opinią, że porównanie do Pięknej i bestii jest przesadzone i widoczne tylko na początku, w porwaniu córki kupca do rezydencji mężczyzny wyglądającego jak zwierzę. Ja w trakcie lektury wyłapałam ich jeszcze kilka, których nie wymieniam, bo byłyby bezwstydnymi spoilerami. Autorka przenziosła mnie w wspaniały, baśniowy świat, w którym mogłabym spędzić jeszcze kilka wieczorów więcej. Pięćset stron to zdecydowanie za mało. Według mnie poniżej tysiąca nie powinna schodzić :D
Kolejny świat z interesującymi postaciami, historią i polityką. Jest tu jeszcze wiele do zobaczenia i mam nadzieję, że dzięki kolejnym częściom poznam go jeszcze lepiej. To dopiero pierwszy tom, a już przywiązałam się do serii całym sercem. Może zdrowsze byłoby poczekanie na pozostałe tomy, przeczytanie wszystkiego za jednym zamachem i skazywanie się na jeden gigantyczny kac zamiast kilku pomniejszych? Co myślicie o takiej strategii?
Powieść porusza temat, o którym właściwie mało czytałam, czyli trolle. Mam jednak wrażenie, że autorka podeszła do tych postaci z zupełnie innej strony i nieco pomieszała je z elfami. Trolli zawsze wyobrażałam sobie jako wielkie i naprawdę szkaradne stworzenia, mieszkające w jaskiniach i chętnie pożerające ludzkie mięso. Tutaj natomiast spotykamy niezwykle piękne, smukłe, silne istoty, do tego posługujące się magią. Część z nich rzeczywiście jest zdeformowana i, zwłaszcza przedstawiciele trollowej arystokracji, potrafią być naprawdę okrutni wobec ludzi. Jeden troll może z powodzeniem zabić kilkaset ludzi, słabszy gatunek jest więc wykorzystywany. Ludzie są traktowani jak niewolnicy, istoty niewiele różniące się od zwierząt.
Muszę również napisać parę słów o kreacji bohaterów, która była naprawdę dobra. Nie mam się do czego przyczepić. Postacie były tak różnorodne i realistycznie przedstawione, jak to tylko możliwe. Od okrutnego i przebiegłego króla, po szlachetnego, wiernego swoim ideom Tristana, wszyscy mieli swoje wady, zalety i problemy, z którymi musieli się im zmagać. Do tego wątek miłosny, przedstawiony z dwóch punktów widzenia, pozbawiony wszelkiej naiwności, a opierający się na zaufaniu. Relacja Cécile i Tristana ewoluowała od otwartej wrogości, przez sojusz przeciwko wspólnemu wrogowi, po głębokie uczucie, a ja miałam rozrywkę, mogąc obserwować ich zmagania ze znalezieniem wspólnego języka. Te ironiczne uwagi Tristana... Bawiłam się wybornie.
Historia przedstawiona jest przy pomocy skromnych dialogów i suchych uwag w formie didaskaliów. Zero opisów, czy rozbudowanej fabuły. Jak to w scenariuszu. A jednak historia jest wciągająca i trudno się od niej oderwać. Przede wszystkim mamy nowe, ciekawe postacie oraz starych bohaterów w zupełnie nowej odsłonie. Pojawiają się takie klasyczne osobistości jak Harry, Ron i Hermiona. Mamy też Ginny, Dracona, Profesor McGonagall, a nawet Jęczącą Martę. Wszyscy postarzeli się o dziewiętnaście lat (oczywiście poza Martą) i ułożyli sobie życie w świecie bez Voldemorta. Co nie znaczy, że nie mają żadnych problemów. Powodów do zmartwień skutecznie dostarcza im nowe pokolenie czarodziejów, z Albusem i Scorpiusem na czele. Tutaj próba napisania czegoś więcej o nich byłaby spoilerem. Historia jest bowiem z powodu formy okrojona z szczegółów i tak naprawdę nadal wiemy mało, zdecydowanie mniej, niżbyśmy chcieli.
Opis z okładki:
Jeśli chodzi o język, pierwsze, co rzuca się w oczy to wulgaryzmy. Na początku raziły i irytowały, ale po kilkunastu, kilkudziesięciu stronach pewna bariera w moim umyśle opadła i przeszkadzały mi one tylko, gdy pojawiały się w większej grupie. Podejrzewam, że miał być to zabieg urealniający przedstawianą historię i w tym przypadku jak najbardziej sprawdził się. Ciekawy epitet, gdy użyty dobrze, we właściwym miejscu, może skutecznie zintensyfikować emocje i pozwolić na lepsze identyfikowanie się z bohaterem. W końcu na widok zjawy kto z nas panowałby nad językiem?