Takiej huśtawki emocji dawno nie przeżyłam

Takiej huśtawki emocji dawno nie przeżyłam

sobota, 3 kwietnia 2021

"Obcy. Decydujące starcie" Alan Dean Foster

Opis:

Po niemal sześćdziesięciu latach hibernacji w przestrzeni kosmicznej Ellen Ripley zostaje odnaleziona i trafia na stację kosmiczną zarządzaną przez korporację Weyland-Yutani. Okazuje się, że księżyc, na którym wraz z załogą Nostromo odkryła obcą formę życia, jest skolonizowany. Kiedy kontakt z osadnikami zostaje utracony, Ripley wraz z oddziałem komandosów wraca na LV-426, by raz jeszcze zmierzyć się z obcym.


Czas mija. Groza nie. 


Moja opinia:

Nie czytałam tomu pierwszego i nie oglądałam filmów. W żadnym stopniu nie przeszkodziło mi to we wciągnieciu się w tę historię. Dawno nie sięgałam po dobre opowieści science fiction i nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak bardzo mi ich brakowało. 


Wszyscy jej przyjaciele, koledzy z załogi i krewni nie żyją, 

a ona straciła pięćdziesiąt siedem lat we śnie, 

który nie dawał odpoczynku. 


Historia Ripley w tym tomie rozpoczyna się w nieciekawym dla niej momencie. Dowiaduje się, że spędziła 57 lat w hibernacji i wszyscy jej bliscy już odeszli. Jest zupełnie sama. W dodatku nikt nie wierzy w jej wersję wydarzeń. Komisje wolą uznać, że obcy, o których kobieta opowiada to tylko wymysły umysłu przebywającego zbyt długo w uśpieniu. Ripley nie może udowodnić istnienia intruzów, więc pociągnięta jest w pełni do odpowiedzialności za decyzje podjęte podczas feralnego rejsu i w rezultacie traci uprawnienia. Obcenie miejsce, w którym odnaleźli wtedy obcego jest zasiedlone przez kolonię i nikt nie ma pojęcia o potworach czających się tuż za rogiem. Gdy kontakt z osadnikami zostaje utracony, Ripley proszona jest by mimo traum po poprzedniej wyprawie raz jeszcze zmierzyć się ze złem. 


Człowiek zawsze myśli, że wszystko naprawi... później.


Powieść zawiera minimum technicznych szczegółów dotyczących wyprawy. Autor skupił się na akcji, fabule i bohaterach, którzy chętnie wymieniają miedzy sobą kąśliwe komentarze. Dużo uwagi poświęca życiu wewnętrznemu Ripley, która musi się zmierzyć z demonami z przeszłości i tęsknotą za córką. Miały się rozstać tylko na kilka tygodni, a tymczasem kobieta powróciła dwa lata po śmierci dziewczynki, która zdążyła już przeżyć całe życie, zestarzeć się. Poczucie pustki, niesprawiedliwości i strach przed konfrontacją z nieznaną rasą potworów prześladują Ripley podczas nowej wyprawy i wpływają na jej decyzje. 


Wiedzieli, jak wszyscy żołnierze piechoty od tysięcy lat, 

że w umieraniu nie ma nic szlachetnego. 


"Obcy 2" wciągnął mnie szybko w swoją historię. Spodziewałam się tego, co stało się z kolonią, ale wcale nie przeszkodziło mi to w odczuwaniu dreszczyku strachu i napięcia wraz z uczestnikami wyprawy. Wątek konfliktu wśród załogi wydał mi się standardowym zagraniem na pazerność korporacji, ale zamiast zirytować raczej wciągną głębiej w historię. Mężczyzna swoimi działaniami w pełni zasłużył na śmierć z rąk obcych i byłam bardzo ciekawa, czy przeżyje. 


Dlaczego z własnej woli zdecydowała się szukać towarzystwa koszmarów? 


Ta historia to dobre, klasyczne science fiction. Świetna rozrywka dla każdego, nie tylko miłośników gatunku. Nie musicie przechodzić przez niezrozumiałe techniczne szczegóły. Wystarczy dać się wciągnąć, a możecie odkryć w sobie zamiłowanie do opowieści o obcych ;) 


Pozdrawiam!

  


Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu In Rock - Vesper!


poniedziałek, 22 marca 2021

"Dziecko Rosemary" Ira Levin PREMIERA 24 marca

Opis:

Lata sześćdziesiąte XX wieku, Nowy Jork. Świeżo upieczone małżeństwo, Rosemary i Guy Woodhouse’owie, decydują się na wynajem apartamentu w Bramford, jednej ze starych, luksusowych kamienic, i to mimo złej sławy, z jakiej słynie ten budynek. Szybko zaprzyjaźniają się z sąsiadami, Castevetami, którzy wykazują niezwykłe zainteresowanie młodą parą. Po pewnym czasie Guy, początkujący aktor, dostaje wymarzoną rolę, a zaraz potem para decyduje się na dziecko. Rosemary zachodzi w ciążę podczas suto zakrapianego przyjęcia u Castevetów. Niemal od samego początku dręczą ją koszmary i halucynacje, dokucza jej uporczywy ból brzucha, a wokół niej zaczynają się dziać niewytłumaczalne zjawiska. Rosemary podejrzewa, że jej sąsiedzi nie są tym, za kogo się podają...



Gdyby nie oni, już bym nie żyła. To całkowicie pewne. 



Moja opinia:

Klasyk horroru, o którym wcześniej nie słyszałam nic, a gdy już chwyciłam w rękę, przeczytałam w jeden dzień.


Kiedy człowiek ma już swoje lata, uświadamia sobie,  że w tym naszym świecie dobre uczynki to prawdziwa rzadkość. 


Fabuła bardzo bardzo kojarzy mi się z "Adwokatem diabła" Andrew Neidermana i "Całopaleniem" Roberta Marasco. Dotąd zgodne, kochające się małżeństwo zmienia miejsce zamieszkania na piękny wiekowy budynek, w którym miejsce udało im się zdobyć w podejrzanie szczęśliwych okolicznościach. Czytelnik od początku silnie przeczuwa, że coś jest nie tak, ale bohaterzy chcą wierzyć w chwilowy uśmiech losu i dobrze go wykorzystać. Stąd równią pochyłą brniemy przez fabułę bojąc się narastającego tempa i nieuchronnej katastrofy, ale jesteśmy zbyt ciekawi co kryje się na końcu by w połowie przerwać.


Czy ktoś potrafi powiedzieć, kiedy aktor jest sobą, a kiedy gra?


Autor buduje napięcie po mistrzowsku, korzystając z wszystkich klasycznych horrorowych technik. Co chwilę mówiłam Rosemary, że to już ten czas by się zorientowała, że coś nie gra, a ona uparcie pozostawała ślepa na wskazówki. Pojawiło się też często wykorzystywane zwierzanie się osobie postronnej z bardzo szalenie brzmiącej teorii i wchodzenie w ciemne miejsca, gdzie na pewno nie ma nic dobrego. Napięcia w tej historii było aż w nadmiarze na każdym kroku i wszystkie chwyty autora w moim przypadku spełniły swoją przerażającą funkcję.


Niektóre ciąże zaczynają się źle, a kończą dobrze, a niektóre wręcz przeciwnie. 


Myślę, że ta książka nie ma prawa nie spodobać się miłośnikowi klasycznego horroru. Jest napięcie, dobra, nieprzesadzona historia i przemyślani, autentyczni bohaterzy. Czego chcieć więcej ;)


Pozdrawiam!



Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu In Rock - Vesper!


czwartek, 18 marca 2021

"Wehikuł czasu" H.G. Wells PREMIERA 18 marca

Opis:

„Wehikuł czasu”, wydany po raz pierwszy w 1895 roku, to jedna z najważniejszych powieści w historii światowej literatury science fiction. Fabuła skupia się na losach naukowca, Podróżnika w Czasie, który za pomocą własnoręcznie skonstruowanego urządzenia udaje się w odległą przyszłość, gdzie spotyka dwie odmienne rasy ludzkie – Elojów i Morloków. Autor, podobnie jak w większości swoich powieści, stawia w niej pytanie o wizję rozwoju ludzkości i to nie tylko w kontekście naukowo-technicznym, ale przede wszystkim społecznym. Zagadnienia teorii ewolucji łączy z wizją walki klas, nierówności społecznych, feminizmu. Debiutancka, a zarazem niezwykle wizjonerska, niepokojąca, ponadczasowa – jedna z najbardziej znanych powieści Herberta George’a Wellsa.



Tak mi się tedy przedstawiał świat w roku 802 701 
w trzecim dniu mego tam pobytu. 


Moja opinia:

Wizjonerski klasyk science fiction, który zaskoczył mnie oryginalnością spojrzenia na przyszłość ludzkości. 


Łatwo uwierzyć w to wieczorem, ale poczekajmy do rana. 

Poczekajmy na trzeźwy osąd poranka.


Podróżnik w Czasie jest w centrum tej historii, choć początkowo jeden z jego znajomych, który wśród innych mężczyzn rozróżnianych nazwami zawodów lub funkcji, jak Psycholog, Lekarz, Dziennikarz czy Burmistrz. Mężczyźni spotykają się w domu Podróżnika w Czasie na posiłek i pogaduchy. Lwią częścią książki jest opowieść głównego bohatera o podróży w przyszłość, z której właśnie udało mu się wrócić.


Czy człowiek może tak się zakurzyć, 
zanurzywszy się w paradoksie?



Książka napisana jest pięknym językiem, do tego wydana cudownie. Klimatyczne ilustracje dodają charakteru książce i ma się wrażenie, że czyta się jakąś zapomnianą opowieść, tajemniczą baśń o przyszłości. 


Czerwony zachód słońca przywiódł mi na myśl zachodzące słońce ludzkości. 



Przez tekst przebija się nieciekawa wizja przyszłości Ziemi, w której ludzie z czasem sprowadzani są do swej roli w społeczeństwie. Nazywanie mężczyzn słuchających opowieści według nazw zawodów czy funkcji jest tutaj wymowne, jakby istnienie osoby, to co ją wyróżnia, sprowadzało się jedynie do roli w społeczeństwie. "Imię" Podróżnika w Czasie jest swoją drogą ciekawe, sugeruje, że to jest jego zawód i w tym społeczeństwie główna funkcja, cel istnienia. 


Był to jakiś wariacki szał.


Bardzo ciekawa, oryginalna pozycja w moim czytelniczym repertuarze. Cieszę się, że miałam okazję ją poznać. Dała mi kilka ciekawych przemyśleń i myślę, że zostanie w mojej głowie jeszcze na jakiś czas.


Pozdrawiam!


Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu In Rock - Vesper!


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...